Często nie zdajemy sobie sprawy z kulturowej różno­rodności naszego kraju, dlatego spędzenie świątecz­nego czasu poza domem może być znakomitą okazją do jej poznania. Dokąd warto wyruszyć i jakie zwyczaje poznać?

WIELKANOC NA PODLASIU, CZYLI PALMY, KOROWAJ I KONOPIELKA
Na Podlasiu uroczystą atmosferę wyczuwa się już od Niedzieli Palmowej, nazywanej także Wierbnicą (odpowiednik w prawosławiu). Na ten dzień przy­gotowuje się palemki z gałęzi wierzby z dodatkiem bukszpanu, barwinka lub cisu. Wierzba uznawana jest bowiem za symbol zmartwychwstania i nieśmiertel­ności duszy. Święcenie palm to wciąż ważna tradycja – powszechnie uważa się, że podczas tej uroczystości na jej właściciela przechodzi energia dająca zdro­wie i szczęście. Poświęcone gałązki niegdyś należało zachować aż do kolejnej Wielkanocy, a oderwane bazie były połykane przez domowników, co miało przynieść im ochronę przed chorobami i bólem.

Wielka Sobota to na Podlasiu święcenie pokarmów, po którym dawniej należało trzykrotnie obejść dom. Tak można było zyskać urodzaj i powodzenie. Niedziela rozpoczyna się tutaj od rezurekcji, dopiero po mszy rodzina zasiada do świątecznego śniadania. Na stole honorowe miejsce zajmuje koszyczek ze święconką, królują mięsa i wędliny, w tym biała kiełbasa, podaje się czerwony barszcz z kiszonych buraków, gotowany na wędzonej szynce. Piecze się również ciasta – baby, drożdżową struclę z makiem i bakaliami, a także korowaj, czyli kołacz z białej mąki pszennej lub żytniej, ozdobiony ptaszkami lub laleczkami z ciasta. Według legendy ten niezwykły wypiek został zamówiony przez królową Bonę na ślub jej syna, Zygmunta Augusta, który ukochał Podlasie i często zaglądał w te rejony.

Popularnymi wielkanocnymi zabawami nadal są wybitki (uderzanie swoją pisanką w jajko drugiej osoby) oraz wyścigi jaj po stole. Wśród wciąż żywych podlaskich tradycji świątecznych znajdziemy tzw. wykup – młodzież chodzi od gospodarza do gospodarza, zbierając jajka, ciasto, mięso i śpiewając konopielkę, czyli piosenkę o miło­ści, zalotach i przyszłym ślubie. Praktykuje się też zwyczaj, zwany wołoczebne (lub włóczebno), polegający na obda­rowywaniu prezentami chrześniaków.

Podlasie to cisza, spokój, piękne zielone krajobrazy i bli­skość przyrody, zatem spędzona tam Wielkanoc będzie znakomitą okazją do odpoczynku i relaksu na łonie natury.

KASZUBSKA WIELKANOC, CZYLI BOŻÉ RANË, SYMBOLICZNA KĄPIEL I PRAŻNICA
Kaszubska Wielkanoc (jej regionalna nazwa to Jastra lub Jastrë) pełna jest niesamowitych zwyczajów i tradycji. Podobnie jak w wielu innych miejscach w Polsce, na pamiątkę wjazdu Jezusa do Jerozolimy przygotowuje się palmy – gałązki kwitnącej wierzbiny i bukszpanu, które święci się w Niedzielę Palmową, zwaną także Niedzela Kwietnô (Niedzielą Kwietną) lub Niedzela Wierzbnô (Niedzielą Wierzbną). Wielki Czwartek uchodzi tutaj za najlepszą porę do siania i sadzenia kwiatów oraz młodych drzewek. Tego dnia przygotowuje się także pisanki, zazwyczaj jednokolorowe, które stanowią później ozdobę stołu lub są przeznaczane na podarki.

Wielki Piątek nazywany jest Płaczëbóg – w ten dzień przestrzega się ścisłego postu, a kaszubskie gospodynie, zgodnie ze zwyczajem bòżé ranë (boże rany), o poranku smagają domowni­ków gałązkami agrestu lub jałowca. Dawniej Kaszubi chodzili wieczorem lub następnego dnia o świcie do stru­mienia, nad jezioro lub nad rzekę, aby podczas oczyszczającej kąpieli zmyć z siebie grzechy, choroby (szczególnie oczu i skóry) i rzucone na nich uroki.

W czasie uroczystego śniadania nadal króluje prażnica, czyli jajecznica na boczku, którą smaży się na wielkiej patelni, a następnie stawia na stół, by każdy nałożył sobie porcję. Choć wydaje się dość skromnym świątecz­nym posiłkiem, po solonych śledziach i żurku, które je się przez cały Wielki Post, to prawdziwa rozpusta. Kaszubi zmęczeni postnym jedzeniem niegdyś urządzali nawet pogrzeb żuru i śledzia – rybę zatykano na gałązkę, a do garnka z resztką zupy wrzucano śmieci i porzucano, np. na polu nielubianego sąsiada.

Wielkanoc na Kaszubach to także okazja do zwiedze­nia gdańskiej starówki, wiosennych spacerów po plaży i relaksu przy szumie morskich fal.

KURPIOWSKIE ŚWIĘTA, CZYLI PIĘKNE PISANKI, ŚWIĘCENIE WODY I OGNIA
W gwarze kurpiowskiej nazwę Wielkanoc wymawia się jako „zielganoc”. Wciąż żywy jest tutaj zwyczaj robie­nia najdłuższej palmy. Jej trzon wykonuje się z pnia ściętego drzewka (jodły lub świerku), który oplata się widłakiem, wrzosem lub borówką. Całość zdobią też kwiaty z bibuły i wstążki. Od lat 60. co roku w miejsco­wości Łyse w Niedzielę Palmową odbywa się niezwykle widowiskowy konkurs na najdłuższą palmę. Według wierzeń wiązanki chronią dom przed złymi duchami, a zjedzenie bazi zapobiega bólom gardła.

Wielki Piątek dawniej był dniem wolnym od prac polowych, zwłaszcza siewu, gdyż uważano, że może to przynieść gospodarzowi pecha i nieurodzaj. Z radością za to witało się deszcz, który wróżył dobre zbiory. Nadal w Wielki Piątek przygotowuje się tradycyjne kurpiowskie pisanki w frywolitkowych ubrankach (czyli misternych koronkach wykonywanych z bawełnianych nici za pomocą specjalnych czółenek), szydełkuje wielkanocne koszyczki, a także ugniata baranki z cukru i chleba. Pisanki kiedyś nie były przeznaczone do święcenia, służyły jako ozdoba lub podarunki – dzieci otrzymywały je od swoich rodziców chrzestnych, a dziewczęta przekazywały je chłopcom, których darzyły szczególną sympatią.

Wielka Sobota to dawniej w tym regionie czas ceremonii święcenia wody i ognia. Przed wiejskimi kościołami rozpalano duże ogniska, do których wrzucano stare palmy wielkanocne oraz poświęcone przedmioty, np. zniszczone obrazy czy rzeźby. Gospodynie zabierały z ogniska kawałki drewienek i w Wielką Niedzielę rozniecały z nich pod kuchnią nowy ogień. Do domów zabierano także święconą wodę, która wystawiana była przed kościołem. W Wielka­noc obowiązkowo należało najeść się do syta, co zapew­niało dobrobyt przez cały rok.

MAŁOPOLSKIE ŚWIĘTOWANIE, CZYLI EMAUS I RĘKAWKA
Małopolska jest regionem, który ma wiele wielkanocnych tradycji i obyczajów. Od dawna w Wielki Poniedziałek krako­wiacy wstają od zastawionych pyszno­ściami stołów i wybierają się na Emaus, czyli jeden z najstarszych odpustów w Polsce. Odbywa się on na Salwatorze, przy klasztorze Sióstr Norbertanek oraz kościele pw. św. Norberta, i jest pełen kramów z zabawkami i biżuterią, karuzeli, rozmaitych gier i loterii. Można skosztować także różnych słodkości, w tym tradycyj­nych serc z piernika.

Świętowanie w Małopolsce trwa o dzień dłużej, bowiem we wtorek na kopcu Kraka i pobliskim Wzgórzu Lasoty odbywa się festyn – Rękawka. Obchodzi się go na pamiątkę dawnego zwyczaju bogatych mieszczan – po Wielkanocy zrzucali oni ze szczytu kopca monety, słodycze, owoce, a u stóp wzgórza zbierali je ubodzy, dzieci oraz studenci. Dzisiaj festyn przenosi nas w czasy średniowiecza, obejmuje spotkanie z rycerzami, kiermasz rękodzieła, insce­nizacje historyczne, a także pokazy walk i rzemiosła.

Małopolska słynie z wyjątkowych pisanek. Od lat jedne z najpiękniej­szych powstają w Zalipiu – gospody­nie przenoszą na nie kwiatowe wzory, z których słyną zalipskie domostwa – a także w Tarnowie, gdzie pani Dorota Pacanowska tworzy przy pomocy spe­cjalnej wiertarki ażurowe wydmuszki z jaj, od przepiórczych aż po strusie.

W Wielki Piątek warto wybrać się do Kalwarii Zebrzydowskiej, gdzie odbywa się misterium Męki Pańskiej. W tym okazałym wydarzeniu uczestniczy nawet 100 tys. pielgrzymów.

WIELKANOC W ZAKOPANEM, CZYLI ŚWIĘCELINA I POLEWACKA
Także Podhale pełne jest wielkanocnych zwyczajów. W Niedzielę Palmową, zwaną tutaj Kwietną, górale święcą bazicki, czyli gałązki pokryte baziami, przystro­jone jedynie wstążeczkami, bibułą i mirtem. Poświę­cone palmy przechowuje się do kolejnej Wielkanocy, co chroni przed nieszczęściami, pożarem i chorobami. Dawniej bazie razem z kawałkiem chleba lub mosko­la kładziono przy pierwszej orce pod skibę, co miało zapewnić urodzaj.

Wielka Sobota to czas święcenia pokarmów, które w gwarze góralskiej nazywa się święceliną. W koszyczku tradycyjnie znajdują się jajka (zabarwione łupinami cebuli), oscypek, kiełbasa, baranek z masła, słonina, moskol, chleb, sól, chrzan, a także wykrawki ziemnia­ków. Niegdyś ze święceliną należało obejść cały dom dookoła, mówiąc: „Uciekoj syckie niescęście z domu, bo idem ze święcelinom du domu!”.

Wielka Niedziela rozpoczyna się od uroczystej rezurekcji, po której wszyscy zasiadają do śniadania – po modlitwie każdy zjada kawałek korzenia chrzanu, co ma zapewnić zdrowie i siłę na cały rok. Przygoto­wuje się też specjalne danie, złożone z poświęconych jajek, kiełbasy i chrzanu zalanych kwaśnym mlekiem. Poniedziałek w górach jest mokry – tradycyjna polewacka polegała kiedyś głównie na oblewaniu panien przez kawalerów, którzy byli nimi zainteresowa­ni. Dziewczęta nie wzbraniały się nawet przed wytarza­niem w śniegu czy wrzuceniem do lodowatego potoku, gdyż miało to przynieść im zdrowie i dobrą kondycję.

W zależności od pogody Wielkanoc w Zakopanem to okazja do spędzenia końcówki sezonu na stoku lub pierwszych wiosennych górskich wędrówek.