Bywa, że przyczyną niepowodzenia są nieuczciwi partnerzy, brak wiary w efekty czy sytuacja życiowa. Jak pokazują losy wybranych przedsiębiorców, w trudnych chwilach nie można stracić zimnej krwi, a tym, co może pomóc wyjść na prostą, gdy inni mówią, że się nie uda, są determinacja i ciężka praca.

SŁODKO-GORZKA LEKCJA

Mimo że opowiadanie o porażkach raczej nie leży w ludzkiej naturze, swoją historią postanowiła podzielić się Natalia, założycielka Tasteaway – popularnego bloga o podróżach i jedzeniu. W emocjonalnym i szczerym wpisie na swojej stronie zdradza kulisy prowadzenia cukierni DESEO Patisserie & Chocolaterie. „Początki rozwoju marki DESEO to materiał na dobry kryminał” – tak zaczyna swoją opowieść, gdzie główne role grają nierzetelny wspólnik, nietrafiony wybór głównego cukiernika, strach, kłótnie i rosnące długi oraz mnóstwo innych negatywnych wydarzeń, które jedne po drugim pociągnęły w dół raczkujący biznes. Niejedna osoba na miejscu właścicieli DESEO porzuciłaby tonącą łajbę, jaką była wówczas cukiernia. Piętrzące się kłopoty i odejścia kolejnych osób z załogi pogarszały i tak niełatwą już sytuację. Jednak właściciele cukierni wierzyli w potencjał marki, i na przekór wszystkiemu i wszystkim, nie odpuścili. Pomimo ciąży Natalii i rezygnacji drugiego wspólnika nie poddali się – dzięki determinacji i ogromnemu zaangażowaniu zaczęli pomału wychodzić na prostą. Dziś słodkie dzieła sztuki czekają na skosztowanie na warszawskiej Saskiej Kępie, a historia DESEO udowadnia, że nic nie przychodzi łatwo nawet tym, którzy nie startują od zera.

AMERYKAŃSKI SEN

Zniżki, rabaty, promocje – ten popularny chwyt marketingowy niezmiennie działa na sporą grupę klientów, szukających sposobu, aby kupić taniej. W Stanach Zjednoczonych popularnością cieszą się szczególnie programy zniżkowe, które zapoczątkowała firma Coca-Cola. Chcąc dotrzeć ze swoim produktem do każdego z 50 stanów, wprowadziła bon na darmową szklankę tego napoju, napędzając w ten sposób jego sprzedaż. Zakupy ze zniżkami testował na własnej skórze Tomek Jabłoński – twórca marki Qpony. Podczas pobytu w Ameryce na wymianie studenckiej zaobserwował, jak dużym powodzeniem cieszą się tam kupony zniżkowe. Co więcej, sam również chętniej wybierał ten towar, którego cenę mógł dzięki nim obniżyć. Po powrocie intensywnie myślał nad tym, w jaki sposób przenieść ten sprawdzony model na polski rynek. Początki nie były proste i wymagały dużego samozaparcia. Do przedsięwzięcia Jabłońskiego wkrótce dołączył jego przyjaciel. Setki spotkań, wykonanych telefonów, mnóstwo maili bez odpowiedzi – to nie napawało optymizmem. O pierwsze efekty było bardzo trudno. Kiedy wreszcie udało się skompletować chętne firmy i wydrukować pierwszy katalog ze zniżkami, nadszedł czas na samodzielne rozdawanie materiałów w najbardziej uczęszczanych punktach Poznania. Z czasem panowie dotarli także do Warszawy, Łodzi, Krakowa i Lublina. Historia marki Qpony świadczy o tym, że upór i wiara w swoje dzieło prowadzą do sukcesu. Po półtorarocznym funkcjonowaniu w strukturach akademickiego inkubatora przedsiębiorczości potencjał przedsięwzięcia dostrzegło jury konkursu organizowanego przez AIP Seed Capital, w którym firma wygrała 100 tys. zł na rozwój w obszarze mobile. Obecnie Qpony są liderem na rynku mobilnym, współpracują z wieloma partnerami, a zebrane do tej pory doświadczenie pozwoliło im opuścić szeregi inkubatora i stać się dojrzałym przedsiębiorstwem. Właściciele konceptu planują dalszy rozwój i ciągłe poszerzanie grona zaangażowanych użytkowników.

WEGAŃSKI PODWIECZOREK

Na poznańskim fyrtlu, a dokładnie w dzielnicy Łazarz, już od rana pachnie słodkimi wypiekami, które wychodzą spod ręki zdolnej Kasi Wieczorek, właścicielki małej cukierni. Klienci dają się skusić smakom odtwarzanym z dzieciństwa, które ukryte są w drożdżówkach, sezonowych plackach z owocami, babkach i ciasteczkach jak z babcinej kuchni czy tortach pieczonych na specjalne zamówienie. Wszystkie pyszności łączy ze sobą jedno: są bezglutenowe, bez białego cukru, wypiekane z myślą o weganach, alergikach i osobach będących na specjalnej diecie. Smakołyki z „Podwieczorku” wyprzedają się codziennie niemal do ostatniego kawałeczka, ale jak podkreśla właścicielka, był czas, gdy nad cukiernią zawisły czarne chmury. Przed laty Kasia musiała zmierzyć się z chorobą, która wymusiła zawieszenie biznesu. „Praca na własną rękę, w pojedynkę, nie jest łatwa. Wymaga ogromnej determinacji, siły i wielozadaniowości. Zadań do wykonania jest mnóstwo, począwszy od zakupu składników, przygotowania wypieków, sprzedaży i obsługi klienta, sprzątania stanowiska pracy, prowadzenia komunikacji w mediach społecznościowych, odpowiadania na przesłane zapytania ofertowe, przygotowania wycen, dbania o promocję słodkości na lokalnym rynku, aby nie wypaść z obiegu – obowiązki można wymieniać w nieskończoność”. Przywiązanie klientów do wypieków dało cukierniczce siłę do walki o przyszłość swoją i sklepiku. Powrót na lokalny rynek powiódł się, choć wiązały się z nim obawy. Dziś szefowa „Podwieczorku” stara się, żeby każdy „bezglutenowiec” znalazł u niej coś dla siebie. „Dieta eliminująca produkty odzwierzęce to również moja filozofia i styl życia. Poprzez moje wypieki chciałabym pokazać, że można jeść smacznie i zdrowo, bez wielkich wyrzeczeń”.