Choć w niemal każdym większym polskim mieście funkcjonuje teatr miejski, wiele jest też takich, które nie działają w oparciu o struktury publiczne. Nie jest to jednak nowe zjawisko. „Encyklopedia Teatru Polskiego” podaje, że już na dworach królewskich i magnackich wystawiano prywatne widowiska. Teatry funkcjonujące jako przedsiębiorstwa osób prywatnych powstawały od lat 80. XX wieku. W raporcie Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego („Przemiany organizacyjne w teatrze polskim w latach 1989–2009”) można przeczytać, że na przełomie lat 80. i 90. działało ich 65. Według raportu Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego („Teatr w Polsce 2015 r.”) w 2015 roku było ich w naszym kraju 165. To tak zwane teatry niepubliczne – zarówno komercyjne, jak i o charakterze non-profit. Można wśród nich wyróżnić teatry alternatywne, offowe, prywatne czy niezależne.

OD POCZĄTKU

Teatry prywatne nie powstają w opozycji do publicznych – ich celem jest raczej zapełnienie niszy, gdyż często oferują to, czego widzom brak na deskach tradycyjnych instytucji. Nie należy ich więc postrzegać ich jako konkurencji dla scen miejskich czy narodowych, lecz jako sposób na wzbogacenie oferty kulturalnej i szukanie nowych dróg rozwoju. W latach 90. popularne były teatry lalkowe, triumfy zaczęło również święcić Studio Buffo, które otworzyło drogę kolejnym teatrom rewiowym (takim jak warszawski Teatr Sabat czy szczeciński Teatr Broadway). Z jednej strony prywatne sceny stawiały na spektakle, które z łatwością zdobędą popularność – komedie, recitale, farsy, a z drugiej jednak także na ambitniejszy repertuar. Prywatne placówki zakładały często znane w środowisku postaci (aktorzy, reżyserzy), które nie mogły w pełni realizować się w narzuconych im odgórnie ramach. „Pamiętam stosunek całego środowiska do tego, co robimy. Ludzie pukali się w czoło, nie rozumieli, o co chodzi. Bo przecież po co się męczyć, szukać gdzieś prywatnych pieniędzy i do tego ryzykować” – wspomina początki działalności Studia Buffo Janusz Józefowicz.

KWESTIA PIENIĘDZY

Finanse istotnie są bowiem jedną z najbardziej palących kwestii dla wszystkich, którzy chcieli zmierzyć się z wyzwaniem otwarcia własnego teatru. Co przy tym ważne, o dotacje publiczne mogą starać się zarówno podmioty publiczne, jak i prywatne. Ministerstwo Kultury już w latach 90. wspierało dotacjami celowymi działalność takich teatrów, jak np. Wierszalin z Supraśla czy wędrowne ¾ Zusno z Suwalszczyzny. Teraz niezależne sceny mogą zabiegać nie tylko o pieniądze ministerialne, lecz także samorządowe. W praktyce jednak filarem finansowania niepublicznych podmiotów są środki płynące od widzów i oczywiście sponsorów. Banner z logotypem firmy zawieszony na budynku, sprzedaż konkretnych miejsc na widowni, wymiana barterowa, np. bilety za usługi – pakiet sponsorski może obfitować w wiele rozwiązań. Pieniądze jednak często są niewystarczające, przez co wiele jednostek boryka się z problemami. Koszty stałe (czynsz, media, wynagrodzenia dla pracowników) oraz te, które wiążą się z każdorazowym przygotowaniem premiery (scenografia, kostiumy, muzyka itd.), są na tyle wysokie, że oszczędności szuka się wszędzie. Część teatrów nie ma nawet stałych siedzib (na przykład krakowskie Studio Dono lub Graciarnia) i występuje gościnnie na scenach użyczonych przez inne jednostki.

OD PASJONATÓW DLA PASJONATÓW

Brak stałego dotowania sprawia, że niekiedy koszty premiery biorą na siebie pracownicy teatru, licząc na to, że zwrócą się im one po tym, jak widzowie kupią bilety – tak bywa np. w przypadku rzeszowskiego teatru Przedmieście. Nic dziwnego, że w spektaklach gra wtedy niewielu aktorów, często nawet tylko duety. Z jednej strony jedynie pasjonaci są gotowi wyłożyć własne pieniądze, nie mając pewnego zysku, z drugiej zaś – im mniej aktorów, tym niższe są koszty wystawienia sztuki. „Ryzyko prowadzenia teatru prywatnego wiąże się z niestabilnością finansową” – podkreśla Piotr Sieklucki, współzałożyciel i dyrektor Teatru Nowego z Krakowa. Często teatry prywatne to nieduże, kilkuosobowe inicjatywy, a działające w nich osoby piastują kilka stanowisk jednocześnie. Nierzadko działalność traktują bardziej jako pasję czy misję (prowadząc w tym celu stowarzyszenie czy fundację), a stałego źródła utrzymania szukają w innej pracy. Oczywiście warszawskie prywatne teatry zakładane przez słynnych aktorów mają łatwiej, bo widzowie znają ich z filmu i telewizji. Jednak i one borykają się z problemami. Michał Żebrowski jakiś czas temu, szukając środków, by zrealizować „Ożenek” Gogola, wpadł na pomysł zbiórki prowadzonej na zasadzie crowdfoundingu. W ten sposób udało się zgromadzić potrzebne 60 tys. zł.

IM WYGODNIEJSZE FOTELE, TYM GORSZY TEATR

Pokazanie się szerszej publiczności i zyskanie popularności – tak kluczowe dla przetrwania – umożliwiają różnego rodzaju festiwale (polskie i zagraniczne). Co więcej, wygrywane na nich nagrody są pożądanym zastrzykiem finansowym. Koszty prowadzenia działalności teatralnej są różne i wahają się od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy rocznie, choć bardziej znane sceny warszawskie zapewne wielokrotnie przekraczają tę kwotę. W 2016 roku budżet wrocławskiego Teatru Ad Spectatores wahał się od 600 do 750 tys. zł, co pozwoliło dotrzeć do 15 tys. widzów. Z kolei Marek Zgaiński, założyciel poznańskiego Mojego Teatru (działającego w pomieszczeniach po dawnej myjni samochodowej), obraca w żart niedostatki finansowe, skutkujące choćby niewygodnymi, składanymi krzesłami na widowni. Podkreśla, że skromny budżet nie decyduje o wartości artystycznej – mimo że krzesła są niewygodne, zapewnia, że widz, wciągnięty w spektakl, nie będzie tego odczuwał. Na szczęście wszystkim artystom prowadzącym własne teatry trudności finansowe wynagradza wolność artystyczna.

TEATR SWÓJ WIDZĘ OGROMNY

Ambitny dramat czy przyciągająca tłumy komedia? Warsztaty dla dzieci, gra edukacyjna, a może prześmiewczy kabaret? Artystów do idei własnej sceny teatralnej przyciąga możliwość decydowania o wszystkich ważnych kwestiach i poczucie misji. Często jeden komercyjny spektakl pozwala na wystawienie kolejnych, które – choć przyciągną mniejszą publiczność – pozwolą poruszyć ambitne, ważne kwestie. „Obok tego, iż robi się tu spektakle, to jest również miejsce, w którym dzieje się mnóstwo akcji społecznych” – podkreśla Emilian Kamiński, założyciel Teatru Kamienica. Teatr jako miejsce łączące różnego typu inicjatywy to idea wychodząca poza standardową definicję teatru publicznego. „Wierzę i czuję, że tylko to da mi poczucie zawodowego spełnienia” – o swoim Teatrze 6. Piętro mówi Michał Żebrowski. Spektakle grane z potrzeby serca, artystyczne spełnienie, a do tego tłumy widzów – o tym marzą wszyscy, którzy porywają się na prowadzenie własnego teatru. Takie marzenia warto spełniać. Korzystają na tym również widzowie, zyskujący możliwość wyboru. Im więcej będą mieć opcji, tym lepiej – nie tylko dla nich, lecz i dla całej kultury.

SŁYNNE TEATRY PRYWATNE – SPRAWDŹ, CZY JE ZNASZ!

TEATR WIERSZALIN, SUPRAŚL – teatr antropologiczny, lalkowy, powołany do życia przez Piotra Tomaszuka i Tadeusza Słobodzianka w 1991 roku; laureat wielu nagród w Polsce i zagranicą; ¾

ZUSNO, TEATR WĘDROWNY – teatr wędrowny założony przez prof. Krzysztofa Rau w 1992 roku, nawiązujący do tradycji polskiej sztuki lalkowej; wielokrotnie nagradzany i cieszący się popularnością widzów i krytyków;

STUDIO BUFFO, WARSZAWA – teatr rewiowy założony przez Janusza Stokłosę i Janusza Józefowicza, największe sukcesy odnoszący w latach 90.;

TEATR KAMIENICA, WARSZAWA – prowadzony przez Emiliana Kamińskiego, świętował w ubiegłym sezonie dziesięciolecie działalności;

TEATR 6. PIĘTRO, WARSZAWA – założony przez Michała Żebrowskiego, łączący repertuar rozrywkowy z bardziej ambitnym;

TEATR IMKA, WARSZAWA – Tomasz Karolak zaprasza na spektakle z takimi gwiazdami, jak Jan Frycz, Andrzej Grabowski czy Jan Peszek;

WROCŁAWSKI TEATR KOMEDIA – przyciąga widzów oklaskiwanymi spektaklami, np. „Szalone nożyczki” czy „Boeing boeing”, z którymi często podróżuje po scenach w różnych miastach Polski.