Wieszczony kres profesji szewców jednak tak szybko nie nastąpi. Na rynku pojawiają się małe manufaktury zajmujące się produkcją, naprawą i nadawaniem drugiego życia butom, jak warszawska firma WashWash, która nie tylko reperuje ukochane przez klientów obuwie, lecz także nadaje mu blask i przywraca do idealnego stanu. Coraz większą popularnością cieszy się zduństwo, czyli budowa i naprawa kominków oraz pieców. Sporo pracy mają kowale, dziś zajmujący się tzw. metaloplastyką. Wykuwają bramy, balustrady, wykończenia kominków, tworzą też ozdoby w miejskiej przestrzeni. Oba zawody rozkwitają w dużej mierze dzięki rozwojowi polskiego budownictwa. Na rynku powstaje bowiem coraz więcej domów jednorodzinnych wyposażonych w kominki czy kute ogrodzenia.
Doskonale radzą sobie również krawcy – nie tylko ci wykonujący poprawki, lecz także szyjący koszule, kamizelki czy garnitury. Cena uszytego na miarę z podstawowych materiałów to 3–4 tys. zł. Zakłady oferujące takie usługi można znaleźć niemal w każdym większym mieście. Wielu klientów jest skłonnych zapłacić tę cenę – nie chcą niskiej jakości masowych produktów „made in China”.

ZAWÓD Z BRODĄ

Gdy kilka, kilkanaście lat temu szewcy i krawcy zamykali swoje biznesy, golibroda wydawał się już dawno zapomnianą profesją. Jednak moda ma to do siebie, że lubi wracać – zwykle w nieco odnowionej formie. Jeszcze w poprzedniej dekadzie trudno było przywołać obraz eleganckiego mężczyzny z zarostem. A od około pięciu lat na modowym horyzoncie pojawili się brodacze – „drwale”. Czym innym jednak jest zapuścić zarost, a czym innym sprawić, by wyglądał on atrakcyjnie. W tym miejscu z pomocą przychodzą golibrody – współcześnie zwani barberami.
Jednym z pierwszych profesjonalnych salonów w Poznaniu zatrudniających barberów jest Bistor. Jego pomysłodawczyni i założycielka, Olga Ejsmont, opowiada: – Gdy wpadłam na pomysł otwarcia salonu, w Polsce nie było barbershopów. Co za tym idzie, nie było również żadnego wyposażenia ani kosmetyków. Wszystko musiałam sprowadzić z zagranicy i każdy, kto słyszał o moim pomyśle, pukał się w czoło. Niby to tylko 9 lat, ale u nas nie było wtedy żadnej wiedzy na ten temat. Podstawą umiejętności barbera jest dobra znajomość sztuki fryzjerskiej. Także poznański Bistor na początku działalności zatrudniał nie barberow, ale właśnie fryzjerów. Ci, wykorzystując wyniesioną ze szkoły wiedzę z zakresu męskiego fryzjerstwa, umiejętności strzyżenia zarostu uczyli się z dostępnych w internecie filmików instruktażowych.

BARBER, CZYLI DOBRY ZNAJOMY

Na przełomie XIX i XX wieku, kiedy dżentelmeni korzystali z usług golibrodów, czas spędzony na fotelu był okazją do spotkań towarzyskich i momentem odprężenia. W tej kwestii niewiele się zmieniło, bo i dziś klienci wymagają od swojego barbera nie tylko pewnej ręki, lecz także innych umiejętności. – Oprócz wiedzy fryzjerskiej dla klienta ogromnie ważna jest atmosfera – przekonuje Olga Ejsmont. – Mężczyźni często nawiązują prywatne znajomości ze swoim barberem. Musi być to więc człowiek otwarty, o szerokich zainteresowaniach, umiejący rozmawiać. Zawsze szukam ciekawych ludzi, którzy mają do zaoferowania dużo więcej niż tylko dobre strzyżenie – dodaje.
Rynek barberów zmienił się na tyle, że teraz po dwutygodniowym kursie można zacząć strzyc męskie zarosty. Nie ma tu żadnych prawnych regulacji. Nie jest to jednak równoznaczne z szansą na odniesienie sukcesu w zawodzie.
Ja na przykład zawsze miałam problem ze znalezieniem ludzi do pracy, bo wymagałam bardzo dużo, nie tylko z zakresu strzyżeń barberskich, lecz także fryzjerstwa, a na to potrzeba czasu i doświadczenia – zaznacza Olga Ejsmont.
– Z tego powodu ściągałam nawet ludzi z zagranicy, gdyż mieli większe pojęcie niż ktokolwiek u nas – reasumuje.
Pewne zróżnicowanie w kwestii wynagrodzenia można zauważyć, przeglądając ogłoszenia o pracę. Rozpiętość zarobków jest spora: pensje wahają się od 1,5 tys. zł do 10 tys. zł brutto. Oferty zwykle oscylują w granicach 4–8 tys. zł.

PIWNA REWOLUCJA POTRZEBUJE SPECJALISTÓW

W ostatnich latach w Polsce coraz liczniej powstają browary regionalne, rzemieślnicze, restauracyjne i domowe. Klienci są gotowi zapłacić za butelkę złocistego trunku znacznie więcej niż kiedyś (cena 0,5 litra kraftowego piwa to zwykle 7–10 zł). Robią to, bo cenią sobie wyrazisty smak, naturalne składniki i unikatowe receptury piw. A to właśnie o nie dbają współcześni piwowarzy. Jednym z nich jest Andrzej Smyk, który piwa zaczął warzyć kilka lat przed tzw. piwną rewolucją. Pierwszy napój w jego browarze domowym – noszącym nazwę Anteks – powstał w 2003 roku. Dziś jego umiejętności warzelnicze może poznać szersze grono degustatorów. W 2016 roku Andrzej rozpoczął bowiem kooperację z wielkopolskim Largusem (z Ostroroga koło Szamotuł), w którym jest głównym piwowarem. W tym przypadku to praca znalazła jego, bo właściciel Largusa – otwierając swój zakład – zwrócił się do browarnika z propozycją pracy. Jak stwierdza Andrzej Smyk, ofert pracy nie brakuje. – W moim przypadku zwykle pojawia się jedna lub dwie w miesiącu – mówi i dodaje, że dziś w Polsce w zasadzie co chwilę otwiera się nowy browar.

JAK DOBRZE WARZYĆ?

W ślad za piwną rewolucją podążają uczelnie oferujące studia z zakresu szeroko rozumianego piwowarstwa. Uruchomił je m.in. Uniwersytet Rolniczy w Krakowie, który w ramach Krakowskiej Szkoły Browarniczej (działającej na Wydziale Technologii Żywności) proponuje studia inżynierskie z browarnictwa i słodownictwa, ale również studia podyplomowe i kursy. Swoje umiejętności mogą tam podnosić zarówno miłośnicy złocistego trunku, którzy wiążą swoją przyszłość z pracą piwowara, jak też właściciele rzemieślniczych browarów. Ile zarabia piwowar? Jak w wielu zawodach, zależy to od doświadczenia i umiejętności. W 2014 roku forumowicze browar.biz podawali, że piwowarzy kontraktowi, czyli specjaliści z kilkuletnim doświadczeniem obsługujący kilka browarów, mogli otrzymać 80–150 zł za godzinę swojej pracy. Piwowar (po studiach) zatrudniony w browarze restauracyjnym, przyuczony przez dostawcę sprzętu, mógł liczyć na 1,5–1,8 tys. zł netto. Stosunkowo niewiele, ale już specjalista z kilkuletnim doświadczeniem, znający swój fach i pracujący w renomowanym browarze restauracyjnym, otrzymywał wypłatę rzędu 5 tys. zł (plus benefity). Jeszcze kilka lat temu praca w małym i średnim browarze komercyjnym oznaczała wynagrodzenie 2,8–3,5 tys. zł. Obecnie ta kwota może wynosić nawet 5 tys. zł netto. Najlepiej zarabiali jednak piwowarzy zatrudnieni w dużych koncernach. Według informacji z forum browar.biz, już w 2014 roku ta kwota to 4–6 tys. zł (plus benefity). Nie ma co się dziwić, bo te,czując na karku oddech browarów rzemieślniczych (dziś w Polsce działa ponad 250 profesjonalnych browarów), także walczą o lepszy smak swoich piw. I właśnie dlatego szukają specjalistów, piwowarów, o których jeszcze nie tak dawno słyszano tylko w kontekście historycznym. Konkretny fach w ręku jest więc niemal gwarancją dobrze płatnej pracy, a zainteresowanie zdobyciem go rośnie z roku na rok. Jeszcze za wcześnie, by mówić o końcu masowej produkcji, ale zdecydowanie nisza rzemieślniczych zawodów zdobywa coraz więcej przestrzeni na rynku i wraca do łask konsumentów.