Sam proces sprzedaży dzieł może przebiegać na kilka sposobów. Bodaj najbardziej znaną i rozpowszechnioną formą jest aukcja w stylu angielskim – rozpoczyna się ją od ceny wywoławczej, a następnie uczestnicy mogą deklarować chęć zakupu po coraz wyższych cenach. Zwycięzcą jest licytujący, którego oferta nie zostanie przebita. Odwrotnie działa aukcja holenderska – początkowa wartość jest w niej sukcesywnie obniżana, a kupującym zostaje ten, kto pierwszy ją zaakceptuje. Zdecydowanie bardziej podchwytliwym sposobem jest tzw. ślepa licytacja, w której kupujący jednocześnie i w tajemnicy składają propozycje, natomiast autor najwyższej wygrywa. Brakuje w niej znanego z aukcji angielskiej mechanizmu przebijania konkurentów. Szczególnym jej typem jest wersja Vickreya – według tej zasady również wygrywa najwyższa oferta, ale zwycięzca płaci kwotę, która plasuje się jako druga.

KOLEKCJONERZY KOLEKCJI

Najstarszym spośród najbardziej rozpoznawalnych domów aukcyjnych na świecie jest amerykański (choć założony w Londynie) Sotheby’s, który od marca 1774 roku zawiadywał sprzedażą rzadkich, drogocennych egzemplarzy książek – w tym kolekcją baroneta Johna Stanleya czy kolekcją, którą Napoleon Bonaparte zabrał ze sobą na wygnanie na Wyspę Świętej Heleny. To w Sotheby’s sprzedano na początku XXI wieku niektóre z najwspanialszych dzieł sztuki, takie jak „Garçon à la pipe” Picassa (za ponad 104 mln dolarów), sitodruk Warhola „Silver Car Crash” (108 mln dolarów), a także osobiste kolekcje, m.in. Grety Garbo, Andy’ego Warhola, Jacqueline Kennedy, Gianniego Versace czy Davida Bowiego. W 2012 roku pod młotek trafiła tu nawet jedna z czterech istniejących wersji „Krzyku” Edvarda Muncha – wieść o tak prestiżowym przedmiocie lotem błyskawicy obiegła świat. Obraz, namalowany pastelami, określany jest jako najbardziej barwna wersja dzieła. Po dwunastominutowej licytacji nowym właścicielem stał się amerykański biznesmen, który zaproponował niemal 120 mln dolarów.

NAJDROŻSZE Z NAJDROŻSZYCH

Konkurencyjnym – i nie mniej szanowanym – domem aukcyjnym jest brytyjski Christie’s, założony zaledwie kilka lat po Sotheby’s. Choć data początku jego działalności jest niepewna – najstarsza zachowana reklama prasowa domu pochodzi z 1759 roku – nie przeszkodziło to, aby stał się pośrednikiem w aukcjach najdroższych dzieł sztuki. To właśnie tu, w 2017 roku, padła najwyższa kwota wydana na zakup pojedynczego obrazu. Odkryty niewiele wcześniej „Salvator Mundi” Leonarda da Vinci osiągnął zawrotną cenę 450,3 mln dolarów. Do Christie’s należą również dwa inne rekordy – najdroższej rzeźby („L’Homme au doigt” Alberto Giacomettiego – 141 mln dolarów) oraz najdroższego dzieła żyjącego artysty („Królik” Jeffa Koonsa, który został kupiony przez amerykańskiego inwestora w maju 2019 roku za 91 mln dolarów). Na liście dwudziestu najbardziej kosztownych rzeźb sprzedanych na aukcji, Christie’s może poszczycić się aż czternastoma pozycjami, pozostałe sześć należy natomiast do Sotheby’s.

ETYKA DOMU AUKCYJNEGO

Nieco gorszą sławą cieszył się w ostatnich latach francuski dom aukcyjny Hôtel Drouot. W latach 2013–2014 sprzedano w nim około 270 świętych relikwi – ceremonialnych figurek, masek i artefaktów eskimoskich, indiańskich i prekolumbijskich. Choć Stany Zjednoczone już w 1990 roku wprowadziły zakaz handlu nimi, prawo to nie sięga za ocean. Pomimo próśb ze strony ambasady USA oraz plemion Hopi i Navajo Hôtel Drouot zdecydował się wystawić wszystkie przedmioty. Jedynie siedem z nich wróciło do prawowitych właścicieli. Wszystkie aukcje odbyły się zgodnie z planem, pozostawiając bez odpowiedzi pytanie o etyczność sprzedaży takich przedmiotów.

WIEDEŃSKI SKOK

Nie mniejszy kryzys spotkał pod koniec 2018 roku wiedeński dom Dorotheum. Na kilka dni przed planowaną aukcją dzieł sztuki trzech sprawców ukradło z wystawy jedno z mniej znanych dzieł Renoira. Choć nie kryli się oni przed kamerami, udało się zatrzymać tylko jednego z nich. Do dziś Dorotheum i przedstawiciele policji nie potwierdzają, czy udało się ująć pozostałych złodziei ani czy dzieło zostało odzyskane. Sam pejzaż, mimo że nie cieszy się taką sławą jak sprzedany w Sotheby’s za 78 mln dolarów „Bal w Moulin de la Galette”, został wyceniony na około 160 tys. euro, zatem strata wciąż jest znacząca.

FANGOR NA PROWADZENIU

Choć polskie prawo znacząco ogranicza możliwości wywozu z kraju dzieł sztuki starszych niż 50 lat i przekraczających pewną wartość (zależną od techniki ich wykonania), nie oznacza to, że nasz rynek nie bije rekordów. W domu aukcyjnym DESA Unicum w czerwcu 2017 roku „Zabicie Wapowskiego” Matejki zostało sprzedane za niemal 3,7 mln zł, ale rekord utrzymało tylko do grudnia, kiedy „Macierzyństwo” Wyspiańskiego osiągnęło kwotę 4,366 mln zł. Oba obrazy zostały jednak zdeklasowane w listopadzie 2018 roku, kiedy „M39” Wojciecha Fangora zakończyło aukcję kwotą 4,72 mln zł.

HAPPY BIRTHDAY, MR. PRESIDENT

Domy aukcyjne to jednak nie tylko obrazy i rzeźby – choć to one osiągają najbardziej zawrotne sumy. Na rozlicznych aukcjach na świecie pojawiają się bowiem także inne kategorie, niekoniecznie samych dzieł sztuki w popularnym znaczeniu. Zaprojektowane przez Billa Bowermana, współzałożyciela Nike, buty do biegania w lipcu tego roku sprzedane zostały w Sotheby’s za 437 tys. dolarów, a słynna suknia Marilyn Monroe, w której aktorka śpiewała „Happy Birthday, Mr. President”, znalazła kupca za 4,8 mln dolarów, tym samym odbierając rekord najdroższej sukienki białej kreacji Monroe ze „Słomianego wdowca” (4,6 mln dolarów).