Jak wyglądały początki Pani pracy na kolei?

Moja życiowa przygoda z koleją zaczęła się w Środzie Wielkopolskiej. Do pracy zachęcili mnie mąż pracujący jako maszynista i wujek będący zawiadowcą stacji. Pracuję już 35 lat w tym zawodzie i od początku czułam, że to jest to, co lubię. I robię to do dzisiaj.

Jak wyglądała wtedy praca kasjera?

Przed podjęciem pracy w Środzie Wielkopolskiej musiałam przejść trzymiesięczny kurs. Każdy kasjer miał swój ternion, czyli specjalną szafę do przechowywania wydrukowanych wcześniej biletów kartonikowych. Naukę rozpoczynało się więc od wyjmowania biletów z ternionu – trzeba było robić to precyzyjnie, żeby pakowane po sto sztuk bilety się nie rozsypały, a to często przydarzało się niedoświadczonym pracownikom. Każdy kasjer był także rachunkozdawcą i musiał przygotowywać comiesięczne sprawozdanie ze sprzedaży. Taki system zresztą funkcjonuje do dziś i pracuję w ten sposób cały czas, bo po prostu to uwielbiam.
Kartonowe bilety to bardzo charakterystyczny element historii kolei.
Zdecydowanie. Trzeba było je skasować w komposterze. W Środzie Wielkopolskiej mieliśmy takie urządzenie z 1898 roku. To zabytek jeszcze z czasów Cesarstwa Niemieckiego. Codziennie trzeba było ustawiać na nim datę, a komposter ją wytłaczał. Bilety kartonowe dotyczyły jednak tylko najczęściej uczęszczanych tras. Na te mniej popularne trzeba było wypisywać je ręcznie i wyliczyć cenę.

Kolejnym krokiem w Pani karierze był Poznań?

Zgadza się, po mniej więcej dziesięciu latach przenieśliśmy się z rodziną ze Środy do Poznania i właśnie tam chciałam pracować na dworcu Poznań Główny. Rozpoczęłam w 1994 roku i na początku trochę się bałam. Kolej wchodziła wtedy w trudny okres restrukturyzacji. Pamiętam, że gdy stanęłam w dworcowej hali, miałam do wyboru właściwie tylko dwa stanowiska – kasjera biletowego lub pracownika punktu informacji. Jednak bardziej niż sam wybór miejsca zatrudnienia przerażały mnie ogromny ruch i nigdy niekończące się kolejki do kas. Na małej stacji w Środzie działo się dużo mniej. Zwyciężyła ciekawość – w kasach działano już na maszynach elektronicznych, zainteresowało mnie to i chciałam na nich pracować.

Proszę powiedzieć coś więcej o tych maszynach.

Nazywaliśmy je komputerami, choć w rzeczywistości nimi nie były. Musiałam przejść szkolenie, a żeby dobrze pracować z ich wykorzystaniem, trzeba było zawsze mieć pod ręką rozkład jazdy na całą sieć kolei w Polsce i numerację konkretnych relacji . Ale bilety cały czas wypisywało się odręcznie, ustalając odległość i cenę. Na dworcu działały też dwie kasy międzynarodowe z prawdziwymi komputerami i niemieckim programem Kurs’90.

Kiedy skomputeryzowano wszystkie kasy na dworcu?

To był chyba 1996 rok. Pamiętam, że było to duże wydarzenie, na które przyjechały poznańskie media. Tutaj już kasjer musiał każdy bilet wprowadzać indywidualnie w programie, razem z informacjami o ulgach, rodzaju pociągu, a komputer sam obliczał cenę. Kolejne zmiany przyszły dość szybko, bo wymiana komputerów w związku z fiskalizacją nastąpiła już w 1998 roku.

Łatwo było Pani dostosować się do tych dynamicznych zmian?

Tak. Wydaje mi się, że to dzięki temu, że byłam wtedy młodą i ciekawą techniki osobą. Jednak to prawda, że starszym kasjerom było dużo trudniej się do nich przystosować. Za każdym razem była to dla mnie zmiana, ale wiedziałam, że jest ona na plus.

Ma Pani bardzo bogate doświadczenie – jak z Pani perspektywy zmieniła się praca kasjera?

Zmieniła się niesamowicie! Wkroczyła technika, komputeryzacja całkowicie odmieniła charakter pracy kasjera biletowego. Bilety sprzedaje się oczywiście cały czas, jednak kilkadziesiąt lat temu były to po prostu gotowe bilety kartonikowe, które zamawiało się w drukarni kolejowej w Poznaniu. Natomiast po skomputeryzowaniu pracy kasjer nie sprzedaje gotowego produktu, ale musi w pewnym stopniu sam go stworzyć, czyli wprowadzić odpowiednie składniki do programu, żeby bilet wydrukować i sprzedać.

Jak przez lata zmieniła się praca z klientem?

Jest duża różnica w porównaniu do moich początków. W tej chwili obowiązuje szeroki wachlarz różnych ulg handlowych, dlatego musimy też odpowiednio doradzić klientowi, by kupił dobry bilet w korzystnej cenie. Kasjer jest pierwszym ogniwem łączącym klienta z koleją, dlatego mamy świadomość, że reprezentujemy firmę.

Co Pani najbardziej lubi w swojej pracy?

Pasażerowie cenią to, że dziś duża część biletów sprzedawana jest w internecie. Cieszy mnie jednak to, że wielu z nich wciąż korzysta z tradycyjnych kas, bo kocham kontakt z klientem. Lubię go poznawać – każdy człowiek ma inną osobowość, a ja jestem tego ciekawa. Miałam też okazję sprzedawać bilety osobom ze świata polityki, kultury i sztuki. Spotkałam wielu profesorów czy artystów, chociażby Agnieszkę Duczmal.

Co musi charakteryzować osobę, która chciałaby zostać kasjerem?

Przede wszystkim trzeba być bardzo komunikatywnym i kochać pracę z ludźmi. Ważna jest także cierpliwość. Kasjer służy klientowi, dlatego czasem musi coś wytłumaczyć, podpowiedzieć, wskazać najlepsze rozwiązanie. Nie bez znaczenia jest też umiejętność poznania osobowości klienta, by do niego odpowiednio podejść. Do naszego zespołu dołącza coraz większa liczba młodych pracowników. Zadania, które tu wykonujemy, są bowiem ciekawe – dzięki otwarciu Polski na świat z roku na rok obsługujemy coraz szersze grono zagranicznych turystów, zatem oprócz kompetencji interpersonalnych i umiejętności sprzedażowych ważna jest także znajomość języków obcych.

A czy lubi Pani podróżować koleją?

Uwielbiam! Dawniej często podróżowaliśmy całą rodziną w góry i nad morze. Moje dzieci to kochały i ja też. Jazda samochodem mnie męczy, w pociągu się relaksuję – mogę poczytać książkę, ale też oglądać piękne stacje, co bardzo lubię, i polskie krajobrazy. Teraz często podróżuję koleją z dziesięcioletnim wnukiem – odwiedził już ze mną m.in. Częstochowę oraz Kraków.