Proszę na początek opowiedzieć, czym zajmuje się nastawniczy.

Na tym stanowisku są różne możliwości. Osoba nadzorująca szlak styka się z ruchem pociągów, natomiast ja pracuję na bocznicy kolejowej Warszawa Grochów i tam zajmuję się manewrami, czyli przygotowaniem pociągów do podróży. Wybieramy wagony i włączamy je do konkretnych składów. Musimy zwracać uwagę m.in. na ustawienie korytarzy, rodzaj i klasę wagonów. Każdy z pociągów ma określone zestawienie – my dbamy o to, by zostało ono zachowane.

Jak rozpoczyna Pani pracę?

Rozpoczynam ją od przyjęcia dyżuru. Osoba, która pełniła go przede mną, przekazuje informację na temat sytuacji na torach i ich zajętości. Ewentualnie omawia też pociągi, które w niedługim czasie mogą do nas przyjechać i na jakie trasy zostaną skierowane. Dodatkowo informuje o stanie urządzeń sterowania ruchem kolejowym. Na bocznicy kolejowej Grochów znajduje się pięć nastawni. Nastawniczowie pracują na trzech z nich – mam autoryzację na wszystkich. Najbardziej lubię zadania na nastawni Gr1 i tutaj zazwyczaj pracuję. Na tej nastawni wykonuje się najwięcej manewrów i najwięcej się dzieje. Praca jest bardzo ciekawa i niepowtarzalna, a każdy dzień jest inny.

Zawód nastawniczego to duża odpowiedzialność. Jakie trzeba spełniać wymagania, by go wykonywać? Czy należy przejść określone kursy?

To prawda. Na początku odbyłam szkolenie we Wrocławiu. Pod nadzorem osób z różnych działów uzyskiwaliśmy niezbędną wiedzę. Potem przyszedł czas na egzamin – daje on kwalifikacje do podjęcia zawodu, ale każdy, kto chce rozpocząć tę pracę, musi jeszcze przejść autoryzację. To sprawdzenie wiedzy na konkretnym posterunku. Każda nastawnia ma swój określony tryb pracy i trzeba się do niego dostosować. Często różnią się one między sobą chociażby urządzeniami.

A co sprawiało Pani największą trudność na samym początku?

W domu śmiejemy się, że pociągi mam w genach. Mój tata był maszynistą, na kolei pracowali też dziadek i pradziadek. Nie znaczy to jednak, że początek w tej pracy był dla mnie łatwy. Zobaczyłam pulpit nastawczy i wydał mi się on ogromny. Co więcej, nigdy nie jest tak, że zadania wykonuję sama, jestem w dużej mierze zależna od drużyny manewrowej. Gdy zestawiamy składy, na torach zajmują się tym manewrowi. Musimy być w ciągłym kontakcie. Zapanowanie nad tymi wszystkimi aspektami na początku mnie przerażało. Na szczęście wdrożenie w nowe obowiązki odbywało się stopniowo i w odpowiednim tempie – miałam czas na oswojenie się i zapoznanie.

Wynika z tego, że nastawniczy musi umieć pracować w zespole i komunikować się z innymi. Jakie inne cechy są niezbędne?

Taka osoba musi być bardzo odpowiedzialna. U nas można zauważyć, że każdy dba o bezpieczeństwo innych i to według mnie jest najważniejsza zasada. Liczą się też opanowanie i umiejętność radzenia sobie ze stresem. Zdarzają się rożne sytuacje, podczas których ważne jest racjonalne myślenie.

Wspomniała Pani o niespodziewanych zdarzeniach – czy któreś szczególnie zapadło Pani w pamięć?

To moment, kiedy mieliśmy całkowity zanik napięcia. Przyszliśmy na nocny dyżur i około godziny 22 trzy razy nie było prądu. Dwie pierwsze przerwy trwały kilka sekund, a trzecia już dwie minuty. Wykonywaliśmy jazdy manewrowe i nagle zapadła ciemność – w nastawni i na pulpicie. Wszystko zostało wstrzymane i przez moment byliśmy zdezorientowani. W takich sytuacjach trzeba się uspokoić, wziąć dwa wdechy, zapanować nad stresem i działać.

Gdzie najlepiej, w Pani opinii, zacząć pracę jako nastawniczy?

Tak jak wspominałam, na bocznicy Grochów pracujemy na trzech nastawniach. Ja zaczynałam na tej najspokojniejszej i uważam, że taki początek ścieżki zawodowej jest bardzo dobry. Na kolejnej nastawni zaczęły się już manewry, a na mojej obecnej dzieje się naprawdę wiele. Jestem zadowolona, że moja ścieżka zawodowa potoczyła się w ten sposób. Szczególnie że była to moja pierwsza praca na kolei, a małymi krokami dochodzi się dalej.

Ma Pani plany na dalszy rozwój drogi zawodowej? Może przenosiny na większą stację?

Na razie nie zastanawiałam się nad zmianą stacji, natomiast w przyszłości chciałabym poznać też pracę na szlaku związaną z prowadzeniem ruchu pociągów w trasie, bo to zupełnie inna specyfika zadań. Jeżeli pojawiłaby się taka szansa, to chciałabym, żeby kolejnym etapem był kurs i stanowisko dyżurnego ruchu.

Mówiła Pani o tradycjach kolejarskich w rodzinie. Czy bliscy wspierali Panią w podjęciu decyzji o tej pracy?

Tak, ale również sama byłam ciekawa tego zawodu. Tata pracował całe życie na kolei i nigdy nie narzekał. Mówił, że jest tu możliwość rozwoju na różnych stanowiskach. Polecał mi tę pracę, ale ostatecznie to ja podjęłam decyzję – wygrała ciekawość.

Jak lubi się Pani relaksować po tak odpowiedzialnej i czasem stresującej pracy?

Moją największą pasją są góry. Dużym plusem tego zawodu jest zmianowy tryb pracy – 12-godzinne dzienne dyżury przeplatają się ze zmianami nocnymi, po których mamy dwa dni przerwy. Czasem mogę tak ułożyć sobie grafik, by mieć cztery wolne dni z rzędu i wtedy wyjechać. Lubię także spędzać czas w domu przy ciekawej książce czy spotykać się ze znajomymi.