OD CZTERECH LAT MIESZKA PANI W TIRANIE. CO SPRAWIŁO, ŻE ZAINTERESOWAŁA SIĘ PANI ALBANIĄ I ROZPOCZĘŁA PRACĘ NAD KSIĄŻKĄ?

 

Moje albańskie życie wzięło się trochę z przypadku, tro­chę z pasji, a trochę ze zranionych ambicji. Po napisaniu reportażu o Bukareszcie chciałam wrócić na Bałkany i wydawało mi się, że książka o Albanii będzie dobrym do tego pretekstem. Myślałam, że w sześć miesięcy uwinę się z przyzwoitą „Albanią dla początkujących”. Tymcza­sem pół roku minęło, a ja nie miałam żadnych opowieści, żadnej prawdy. Niemal ze wszystkich stron słyszałam, że mój pobyt jest daremny, bo choćby nie wiem co, nie zrozumiem tego kraju i nie nauczę się języka, a zresztą książki nikogo już nie obchodzą. Im bardziej Albania mnie odrzucała i sprowadzała na manowce, tym większa była we mnie zawziętość, żeby się w nią wgryźć i nie odpuścić. I w tej relacji „nienawidzę i kocham”, zapisywania i obser­wowania, niepostrzeżenie minęły cztery lata.

O DRAMATYCZNYCH PRZEŻYCIACH CZĘSTO SIĘ NIE MÓWI, TŁUMI SIĘ JE W SOBIE. CZY ZDARZYŁO SIĘ PANI BYĆ PIERWSZĄ OSOBĄ, KTÓREJ BOHATER OPOWIADAŁ O SWOIM CIERPIENIU?

Tak. I czasem czułam się jak intruz. Wchodziłam w środek cudzego bólu, który nie goił się latami. Albo niepo­strzeżenie wyciągałam na światło dzienne kwestie, z których wagi bohater nie zdawał sobie sprawy. Potem sama byłam oszołomiona tym, czego się dowiadywa­łam, i powrót do równowagi zajmował mi dużo czasu. Nigdy nie byłam w stanie przewidzieć, gdzie zapro­wadzi mnie rozmowa, ale wiele razy miałam poczucie, że muszę się zatrzymać, żeby nie sprawiać bohaterowi dodatkowego bólu.

JERZY CZECH, KTÓRY TŁUMACZYŁ PEŁNE CIERPIENIA REPORTAŻE SWIETŁANY ALEKSIJEWICZ, ŻARTOWAŁ, ŻE POWINIEN OTRZYMAĆ PREMIĘ ZA PRACĘ W TRUD­NYCH WARUNKACH. JAK NA PANIĄ WPŁYNĘŁO WYSŁUCHANIE TYLU TRAUMATYCZNYCH HISTORII?

Żałuję, że nie byłam pod opieką terapeuty podczas pisania tej książki. Teraz, gdy o tym myślę, wydaje mi się, że najtrudniejsze było napięcie przed samymi rozmo­wami, szukanie bohaterów, umawianie się na wywiady po albańsku, frustracja, gdy mi odmawiano, wątpliwości, czy idę w dobrym kierunku. Potem, kiedy już zadawałam pierwsze pytania, rozpoczynała się podróż w czasie, wielka przyjemność poznawania drugiego człowieka, rozumienia go, poszukiwania klucza do jego losów. Słuchanie uzależnia. Skończyłam pisanie książki, ale nadal szukam historii, różnych punktów widzenia. Dziś ktoś mi powiedział: „Znam człowieka, który trafił do więzienia, bo dostał pocztówkę z zagranicy”. Póki jestem w Albanii, nie przestanę słuchać.

JAKIE RELACJE SĄ DZIŚ MIĘDZY ALBAŃCZYKAMI? CZY LATA DYKTATURY ODCISNĘŁY NA NICH PIĘTNO?

Trudno mi to oceniać. Jeden z bohaterów powiedział traf­nie: „System miał stworzyć nowego człowieka, a w latach dziewięćdziesiątych okazało się, że stworzył potwora. Wszyscy byliśmy wolni i nie mieliśmy żadnych skrupu­łów. Nowa Albania okazała się krajem ludzi głodnych i bezwzględnych”. Ja mam poczucie, że żyję jednocześnie w dwóch światach. W tirańskiej dżungli, w której rządzą huk i zniecierpliwienie, i w ciszy prowincji, gdzie ludzie odznaczają się wielką serdecznością i hojnością.

MIJA PRAWIE 30 LAT OD UPADKU KOMUNIZMU W ALBANII – CO WEDŁUG PANI TAK NAPRAWDĘ ZMIENIŁO SIĘ W TYM PAŃSTWIE? JEDEN Z BOHA­TERÓW PANI KSIĄŻKI MÓWI, ŻE JEGO SYN BEZ WRĘCZENIA ŁAPÓWKI NIE MOŻE ZDAĆ EGZAMINU NA STUDIACH. ZDAJE SIĘ, ŻE TRANSFORMACJA NIE POSZŁA W NAJLEPSZĄ STRONĘ.

Albania to zlepek tętniącej przedsiębiorczości i melan­cholijnego pesymizmu podszytego frustracją. Ludzie stają na głowie, żeby poprawić swój byt, ale wielu powtarza, że lepiej nie będzie, że kraj dryfuje bez celu. Według badań ponad 79 procent młodych deklaruje, że mogłoby w każdej chwili wyjechać z Albanii na zawsze. A jed­nocześnie bardzo wielu obcokrajowców kupuje domy na południu kraju i w okolicach Durres. To smutny para­doks. Młodzi Albańczycy chcą za wszelką cenę wyjechać, bo nie widzą przyszłości, podczas gdy starsi Europejczycy chcą tu w spokoju i komforcie spędzić jesień życia.

W OSTATNICH LATACH ALBANIA STAJE SIĘ CORAZ BARDZIEJ POPULARNYM REGIONEM TURYSTYCZ­NYM. CZY ODWIEDZAJĄCY TEN KRAJ MAJĄ SZANSĘ POZNAĆ JEGO PRAWDZIWĄ HISTORIĘ? CZY ISTNIEJĄ MUZEA I MIEJSCA PAMIĘCI?

Tak, w ostatnich latach powstały trzy muzea komunizmu w Tiranie i jedno w Szkodrze, ale nadal bardzo wiele jest do zrobienia. Teren więzienia Spacz powinien stać się miejscem pamięci, obowiązkowym punktem na mapie każdego turysty. Ciągle jeszcze brakuje pomnika ofiar komunizmu. Dyskusja o moralnych aspektach systemu, o uwikłaniu całego społeczeństwa, jeszcze realnie nie wybrzmiała.

„BŁOTO SŁODSZE NIŻ MIÓD” JEST NAPISANE W TRO­CHĘ INNY SPOSÓB NIŻ „BUKARESZT” – WIĘCEJ MIEJSCA ODDAJE PANI BOHATEROM, SAM POD­TYTUŁ MÓWI, ŻE TO ICH GŁOSY. Z CZEGO WYNIKA TA ZMIANA STYLU?

Miałam poczucie, że nie wolno mi wchodzić w te historie, że nie jestem w stanie w pełni ich zrozumieć, więc powinnam odsunąć się na bok i pozwolić mówić bohaterom. Obecność narracyjnego „ja” byłaby po prostu nie na miejscu. To nie jest moje doświadczenie, to nie jest moje cierpienie. Ja oczywiście przeżywałam te rozmowy, one często odbywały się w szczególnych okolicznościach, ale opisywanie kontekstu mogłoby odwracać uwagę od samych opowieści.

JAK WYGLĄDA ALBANIA MAŁGORZATY REJMER? SĄ TAM ZAPEWNE MIEJSCA, KTÓRE W CZASIE PODRÓŻY PANIĄ URZEKŁY?

Tak, i ciągle poznaję nowe. Podróżowa­nie po Albanii było dla mnie sposobem odreagowania pracy. Często stawiałam sobie zadanie, żeby na kilka dni zapomnieć o historiach, które usłyszałam, i wtedy jeździłam w najbardziej odległe zakątki tego kraju. Najpiękniej jest tam, gdzie nie docierają autobusy i gdzie nie ma asfaltowych dróg, na przykład na pogra­niczu grecko-albańskim albo w Zagorii – to Albania, której nie udało się jeszcze wymienić na pieniądze.

PODCZAS PRACY NAD KSIĄŻKĄ ZDECYDOWAŁA SIĘ PANI NA NAUKĘ JĘZYKA ALBAŃSKIEGO. CZY POLA­KOWI TRUDNO BĘDZIE ZGŁĘBIĆ JEGO WYMOWĘ?

Nie, dźwięki w albańskim są prawie takie same jak w polskim. Mój partner bez mrugnięcia powieką potrafi powiedzieć „Szczebrzeszyn”, a ja „i shkelqyer”. Język albański na początku wydawał mi się trudny, ale ma łaciński alfabet i kilka konstrukcji gramatycznych zbliżonych do rumuńskiego, więc teraz wydaje mi się dużo łatwiejszy niż na przykład grecki.

MA JUŻ PANI POMYSŁY NA KOLEJNE KSIĄŻKI O ALBANII. A CZY MYŚLA­ŁA PANI O TYM, CO PÓŹNIEJ? CZY PO TYLU LATACH W TYM PAŃSTWIE BYŁABY PANI GOTOWA NA PRZENO­SINY I PODJĘCIE TEMATU INNEGO BAŁKAŃSKIEGO KRAJU?

Tak, ale niestety jestem coraz starsza i muszę liczyć się z moimi bliskimi. Wszystkie plany staram się obmyślać tak, żeby nie cierpiał na tym mój partner. Nie można przez całe życie wyrywać się z korzeniami i rozglądać za nową ziemią, nowym źródełkiem. Liczba takich manewrów jest ograniczona.

JAKIE ZNACZENIE DLA PANI TWÓR­CZOŚCI MAJĄ NAGRODY LITERACKIE? OSTATNIO ODEBRAŁA PANI CHOCIAŻBY PASZPORT „POLITYKI”.

Są miłymi postojami w niekończącym się wysiłku pchania kontenerów z gru­zem. W ujęciu pragmatycznym nagrody pieniężne dają rozbieg i przejściową finansową wolność, dzięki której można po prostu skupić się na pisaniu. Dzięki nagrodzie literackiej Gryfia, zaliczce i stypendium mogłam pisać „Błoto…” aż cztery lata, stopniowo ograniczając pracę dziennikarską. Mało który reporter może sobie pozwolić na taki luksus. Jest coraz więcej stypendiów i nagród, ale pisarzom i tak jest ciężko. Czasy się zmieniają i książka staje się towarem coraz bardziej elitarnym. Nagrody pozwalają pisarzom wierzyć, że ich wyginięcie da się nieco przesunąć w czasie.

DEBIUTOWAŁA PANI WYDANĄ W 2009 ROKU POWIE­ŚCIĄ „TOKSYMIA”. POTEM POJAWIAŁY SIĘ JUŻ TYLKO REPORTAŻE. CZY PLANUJE PANI JESZCZE POWRÓT DO FIKCJI, CZY WOLI POZOSTAĆ PRZY LITERATURZE FAKTU?

Dla mnie wszystko, co najważniejsze, dzieje się w języku, dlatego bardziej niż reporterką czuję się pisarką, która zbiera opowieści. Fascynuje mnie sposób konstruowania wypowiedzi przez Albańczyków, bo ich język karmi się obrazami, narracje ciążą ku uniwersalnym opowieściom o dobru i złu, czasem przypominają mi bajki. Ani historia, ani polityka nie interesują mnie same w sobie. Intere­suje mnie to, w jaki sposób odbijają się one w ludzkich życiorysach, jakie wyzwania przed nami stawiają. Myślę, że wkrótce wrócę do fikcji, ale tylko po to, żeby mógł się w niej odzwierciedlić świat, w którym żyję.


Małgorzata Rejmer – pisarka, reportażystka. Laureatka Paszportów „Polityki” 2018 za książkę „Błoto słodsze niż miód” i umiejętność słuchania ludzi niewysłuchanych. Autorka wielokrotnie nagradzanego reportażu „Bukareszt. Kurz i krew”. Debiutowała w 2009 roku powieścią „Toksymia”.