Zima kojarzy się m.in. z gwiazdkowymi dekoracjami, które ozdabiają polskie ulice, i szaleństwem świątecznych zakupów zaczynającym się już w listopadzie. Z roku na rok przybywa miejsc, które w tym okresie warto odwiedzić choćby po to, by poczuć się jak bohater fantastycznej opowieści. Choinki stojące na ulicach czy wyjątkowy wystrój obleganych sklepów nie są niczym nowym. Okoliczności, w jakich Polacy obchodzili święta, bywały jednak szczególne i różne, niekiedy po prostu trudne.

(MIĘDZY)WOJENNE BOŻE NARODZENIE

Specjalne dekoracje – choć na zdecydowanie mniejszą skalę – ozdabiały miasta w Polsce wzorem wielu światowych stolic jeszcze przed II wojną światową. Gdy do Polski z Niemiec przybyła tradycja przystrajania świątecznego drzewka, początkowo była traktowana z pewną rezerwą. Popularność choinki z biegiem czasu rosła i to właśnie ona od schyłku XIX wieku, krótko przed Bożym Narodzeniem, stawiana była w wybranych miejscach polskich miast. Bardzo często wyznaczała punkty dobroczynne, szczególnie ważne w czasie pierwszych świąt obchodzonych po odzyskaniu niepodległości, kiedy zmagano się z wszechobecną biedą. Dużą wagę przykładano do dekoracji sklepowych witryn. Kupcy chętnie przyozdabiali wystawowe okna, by w tym – również handlowo – gorącym okresie kusić potencjalnych klientów. Największe wrażenie robiły duże, wielopiętrowe domy towarowe, jak np. Dom Towarowy Braci Jabłkowskich w Warszawie, który rozświetlały nie tylko lampki, lecz także delikatne neonowe rurki. Handel w najlepsze trwał także na rynkach, gdzie sprzedawano zarówno produkty żywnościowe i zabawki, ozdoby oraz choinki. Tłumnie odwiedzano również hale targowe, jak np. Halę Mirowską w Warszawie. Święta w okupowanej Polsce dla Polaków nie miały w sobie już tej samej magicznej aury beztroskiego spokoju i radości. Starano się jednak uczynić te dni wyjątkowymi i w miarę możliwości się do nich przygotować, tworząc namiastkę normalności. Sami Niemcy nie widzieli niczego zdrożnego w gwiazdkowych miejskich dekoracjach – w różnych punktach stawiano choinki, a nawet organizowano kiermasze. Dzięki zachowanym zdjęciom wiemy, że takie jarmarki na pewno odbywały się wtedy w Krakowie. W „Gońcu Krakowskim” informacyjno-propagandowym, polskojęzycznym dzienniku wydawanym przez władze okupacyjne, przecząc napiętej, wojennej sytuacji, 21 grudnia 1939 roku pisano o „wkroczeniu w całej pełni w okres świąt Bożego Narodzenia”, czego dowodem miał być wzmożony ruch na ulicach, kwitnący handel w sklepach oraz namioty na rynku, gdzie sprzedawano słodycze, świeczki, ozdoby choinkowe oraz choinki. Wydawać by się mogło, że niczego wtedy w Polsce nie brakowało. Prawda była jednak taka, że zarówno same świąteczne zakupy, jak i przygotowywane potrawy były znacznie skromniejsze, a zdobycie niektórych produktów np. ryb, miodu czy suszonych śliwek, graniczyło z cudem.

O przebiegu świąt podczas wojny dowiadujemy się też z zachowanych wspomnień. Władysław Bartoszewski przypominał, że warszawskie dworce – pomimo ograniczeń ruchu pasażerskiego dla Polaków – w dniach świątecznych tętniły życiem. Podobnie było z budynkami poczty. W Wigilię ulice jednak szybciej niż przed wojną pustoszały – każdy chciał jak najprędzej, na długo przed godziną policyjną, znaleźć się w domu. Przed 1939 rokiem po kolacji Polacy tłumnie udawali się do kościołów na pasterkę. Podczas wojny, ze względu na wydane przez Niemców zakazy dotyczące poruszania się po mieście w godzinach wieczornych i nocnych, pasterka mogła odbyć się dopiero następnego dnia, najwcześniej o 6 rano.

PRZEŁAMAĆ SZAROŚĆ PRL-U

Tradycją jest, że już w listopadzie rozpoczyna się świąteczna gorączka: w sklepach pojawiają się bożonarodzeniowe artykuły i zachęcające do zakupu wszelakich produktów oferty. W PRL-u również dość szybko rozpoczynano przygotowania do świąt, jednak z nieco innych powodów. Na co dzień brakowało wielu towarów, dlatego należało czujnie wyczekiwać każdej szansy na ich zdobycie. Tak było chociażby z cytrusami z Kuby lub Hiszpanii, które przez większą część roku były produktem deficytowym, a właśnie w listopadzie dobijały na statkach do polskiego portu. Dla przykładu: w 1958 roku podano w prasie, że z Hiszpanii przywieziono 1195 ton cytryn, 210 ton pomarańczy i 60 ton wina. Zgodnie z tradycją, jak w latach międzywojennych i w czasie okupacji, na targach kupowano choinki. Nie brakowało też gwiazdkowych iluminacji. Lata 60. i 70. to czasy świetności neonów. Dzięki nim po zmroku wszystko nabierało barw. Domy handlowe, przedsiębiorstwa i fabryki, a także miejsca związane z rozrywką, jak chociażby kina czy kawiarnie, ozdobione były świetlnymi, kolorowymi rurkami, którym nadawano przeróżne kształty. Neony z bożonarodzeniowymi motywami i finezyjnie zawieszone lampki rozświetlały ulice. W Poznaniu szczególną wagę przykładano do dekoracji kompleksu wieżowców „Alfa” mieszczącego się przy ul. Św. Marcin, gdzie znajdowały się liczne, szturmowane w przedświąteczną „złotą niedzielę”, sklepy. Sznury lampek ułożone w kształt choinki rozpięte były między warszawskimi domami towarowymi „Junior” i „Sawa”. Bogatą dekoracją mógł się poszczycić także Centralny Dom Towarowy przy Al. Jerozolimskich.

ŚWIETLNY ZAWRÓT GŁOWY

Obliczono, że gdyby połączyć ze sobą lampki, które oświetlają dziś Warszawę w okresie świątecznym, stworzyłyby one łańcuch o długości trasy ze stolicy do Wiednia, czyli ok. 680 kilometrów! Warszawę zdobi bowiem ponad 4,5 mln diod LED-owych. Koszt zakupu lampek i ich montażu przez kilkudziesięciu pracowników sięga w stolicy kilku milionów złotych. W pozostałych miejscach w Polsce kwota ta jest często znacznie niższa, jednak cel wszędzie jest taki sam – stworzenie wyjątkowego klimatu, który zadowoliłby nie tylko mieszkańców, lecz także turystów. Nad ich głowami świecą girlandy rozwieszonych między budynkami lampek, w głównych punktach stoją wielkie choinki oraz instalacje świetlne w kształcie sań, prezentów, bombek i innych świątecznych motywów. Nie brakuje także takich, które bezpośrednio kojarzą się z danym miejscem: warszawskiej Syrenki, gdańskiego żurawia czy bielsko-bialskiego Reksia. Również na elewacjach budynków tańczą kolorowe iluminacje. Niektóre elementy okolicznościowych scenografii są bardziej subtelne, inne imponują wielkością. Szczególny podziw budził park Oliwski w Gdańsku oraz zamojski rynek, na którym stworzono dynamiczny Świetlny Ogród Wyobraźni. Niesłabnącym powodzeniem cieszą się bożonarodzeniowe jarmarki, często poszerzające zakres działań o towarzyszące im inne wydarzenia, jak chociażby Międzynarodowy Festiwal Rzeźby Lodowej w Poznaniu. W Gdańsku czy Poznaniu na uczestników czeka diabelski młyn, z którego można obserwować świat z wysokości. Zmieniają się realia, a możliwości, jakie mamy, sprawiają, że przez kilka tygodni poruszamy się po świecie niby tym samym, ale bardziej urokliwym, wręcz zaczarowanym. Nie zmienia się jedno – przekonanie, że okres Bożego Narodzenia powinien być niezwykły. Nawet na przekór ciężkim warunkom.