Pierwsza podróż koleją

Był 1976 rok, gdy Maria, wtedy dwudziestoletnia dziewczyna, po raz pierwszy wyjeżdżała na urlop. – Byłam bardzo podekscytowana – opowiada z sentymentem w głosie. – Dla mnie, wychowanej w małej wiosce niedaleko Turku, podróżowanie nie było oczywiste. Pierwsza wyprawa pociągiem z Konina do Szczecina brzmiała niesamowicie…

Gazeta na dobry początek

– Wtedy taka podróż zajmowała aż siedem godzin! Tłum ludzi, wypchane przedziały i korytarze – pociągi zawsze były wypełnione po brzegi. Stało się więc prawie jeden na drugim i starało jakoś przetrwać. Dla mnie zabrakło siedzącego miejsca – kontynuuje Maria.

Mijały godziny, aż powoli nogi zaczęły odmawiać dziewczynie posłuszeństwa. Wtedy zdecydowała się poprosić stojącego obok niej młodego chłopaka o pomoc i pożyczenie gazety, żeby mogła na niej usiąść. Na szczęście miał ich ze sobą kilka, więc oddał jedną Marii. – I tak właśnie poznałam Janka, mojego męża – opowiada kobieta.

Pociągowy gwar i szczecińskie spotkania

– Zaczęliśmy rozmawiać i spędziliśmy tak kilka godzin podróży – słowa Marii brzmią jak oczywistość. W tamtych czasach pociągi pełne były nie tylko ludzi, lecz także rozmów. Nie było smartfonów czy tabletów. Ludzie, chcąc umilić sobie czas w drodze, rozpoczynali pogawędkę, a w przedziałach i na korytarzach prawie zawsze panował lekki gwar. – Chyba się mu spodobałam, bo zostawił mi swój numer telefonu. Stacjonarnego oczywiście! Dowiedziałam się, że wracał do domu, do Szczecina, gdzie mieszkał z rodzicami. Chciał się ze mną umówić na kawę. Pociąg dojechał, ja powiedziałam, że zadzwonię, i rozeszliśmy się. Być może ta historia nie miałaby dalszego ciągu, gdyby nie kuzynki Marii, które przekonały ją, żeby zadzwoniła do Janka i umówiła się na spotkanie. Młodzi ludzie kilka razy wybrali się na randkę, ale czas urlopu dziewczyny szybko dobiegł końca i Maria musiała wracać do domu.

Listy i spotkania

Janek zaczął pisać listy. Marię urzekł piękny charakter jego pisma. Adres oraz imię i nazwisko zawsze były wykaligrafowane. Chłopak również odwiedzał Marię w jej rodzinnej miejscowości. Siedmiogodzinne podróże i dziś śmiało można nazwać sporym poświęceniem! Rok później Janek i Maria byli już małżeństwem.

Cztery głębokie talerze

Teraz para ma za sobą już 42. rocznicę ślubu. Ale, jak to w tamtych czasach bywało, początki były skromne. – Do dziś pamiętam, że gdy się wyprowadzałam, dostałam od mamy cztery łyżki, cztery noże, cztery widelce, cztery głębokie talerze, cztery talerze płytkie i cztery kubki. Ot, całe bogactwo. A dlaczego akurat cztery? Żeby rodzice, gdy przyjadą w odwiedziny, mieli na czym jeść! – wspomina ze śmiechem kobieta.

Jak podkreśla, 42 lata minęły w mgnieniu oka. Niedawno Maria i Jan zostali dziadkami, a chwile spędzone z wnuczką dają im wiele radości. Na pytanie, jak się sobą nie znudzić przez tyle lat związku, odpowiadają zgodnie, że starają się dużo podróżować. Ważna jest też umiejętność wspólnej rozmowy – i milczenia! W udanym małżeństwie każdy musi mieć zarówno swoje obowiązki, jak i zainteresowania. – Po prostu ze sobą jesteśmy, na dobre i złe – podsumowuje nasza bohaterka.

Do dwóch razy sztuka

Ale Maria i Janek to nie jedyna para, którą połączyła kolej. Kasia i Paweł, który na co dzień pracuje na kolei, poznali się dzięki portalowi randkowemu. – Zobaczyłem jej uśmiech na zdjęciu i przepadłem – przyznaje Paweł. Tymczasem Kasia, zabiegana studentka, początkowo wzbraniała się przed poważnym związkiem. Doszło wprawdzie do jednego spotkania, jednak później kontakt między nimi był sporadyczny. Tak minęły trzy miesiące, ale Paweł nie poddawał się i co jakiś czas wysyłał do dziewczyny krótkie wiadomości.

Pasujące wagony

Rozmowy trwały kilka godzin, a potem milczeli miesiącami. W końcu nastąpił przełom. – To zabrzmi nieprawdopodobnie, ale jadąc pociągiem, pomyślałam o Pawle i postanowiłam się ponownie do niego odezwać. Znowu te pociągi! To chyba one sprawiły, że teraz jesteśmy razem – mówi Kasia. – Jesteśmy trochę przeciwieństwami, a jednak pasujemy do siebie jak dwa dobrze dobrane wagony – dodaje Paweł. Kasia potwierdza, że mają całkowicie odmienne charaktery. On jest opanowany i spokojny, ona żywiołowa. Może dlatego tak świetnie się uzupełniają?

Pasja

W Pawła życiu poza Kasią ważna jest jeszcze miłość do kolei. Pasja pochłania go prawie całkowicie! Jego konikiem jest też szydełkowanie haftem krzyżykowym, szczególnie lokomotyw. Od dawna dążył do tego, by zostać maszynistą, a Kasi imponowała jego determinacja. Mieszkanie pary jest pełne nawiązań do kolei. – W pełni to akceptuję, w końcu napisałam do niego, siedząc w pociągu!
– z uśmiechem komentuje Kasia.

Stoi na stacji lokomotywa

Nie mogło być więc inaczej – zaręczyny zakochanych także były związane z koleją! – Zaraz, zaraz, jaki to był model? EU07A-002? – Kasia pyta Pawła, w zasadzie będąc pewna odpowiedzi. Czuję to w jej głosie. – To w tej lokomotywie mi się oświadczył! Paweł ochoczo rozwija wątek. – Poprosiłem, by tego dnia przyszła do mnie do pracy. Chciałem pokazać jej miejsce, w którym spędzam tyle czasu, oraz oczywiście stojące tam lokomotywy! Naczelnik wyraził zgodę na całą akcję, a koledzy z pracy pomogli mi wszystko zorganizować. Był bukiet róż, dużo radości i oczywiście długo wyczekiwane „TAK”!

Wspólna podróż

Kasia i Paweł oraz Maria i Janek zdecydowali się razem iść przez życie. Te dwa małżeństwa zapytane o to, co jest kluczem do trwałego związku, zgodnie odpowiadają, że przede wszystkim wzajemny szacunek. Trzeba być ze sobą tu i teraz. Ważna jest też umiejętność spędzania czasu osobno, potrzebna do tego, by zatęsknić i rozładować pojawiające się w każdym związku napięcie. Nie można szybko się poddawać – trzeba pracować nad osiąganiem kompromisów. – Bycie razem to nie zawsze jest podróż z górki. Jednak jeśli ma się obok właściwą osobę, to naprawdę warto – podsumowuje Maria.

Połączenia nie tylko międzymiastowe

Jeszcze długo po skończeniu rozmów uśmiech nie schodził mi z twarzy. Takie związki jeszcze istnieją! Miłość, szczerość, pogoda ducha i zabawne anegdoty. Ktoś pokonuje kilometry, by spotkać się ze swoją drugą połówką, inna osoba wraca z długiej podróży do domu, ktoś za kimś tęskni, ktoś na kogoś czeka… W końcu pociągi pełne są niezwykłych historii, spotkań, rozstań, doświadczeń. I uczuć. Nawet jeśli na pierwszy rzut oka to tylko zwykły międzymiastowy.