Plotka głosiła, że Dom z chimerami, bo o nim właśnie mowa, Horodecki stworzył, aby uczcić pamięć swojej córki, która odebrała sobie życie w falach Dniestru (a w innej wersji: Morza Śródziemnego). Po tym dramatycznym wydarzeniu zrozpaczony ojciec miał zaprojektować i sfinansować budowę modernistycznej perły z domieszką stylu art nouveau, która do dziś zadziwia, fascynuje i szokuje. Dom – otoczony atmosferą tajemnicy – powstał jednak z zupełnie innych powodów. Do dzisiaj stanowi reklamę umiejętności architekta i przykład nowatorskiego zastosowania cementu i betonu, produkowanego zresztą przez zakład, którego właścicielem był sam Horodecki.

DLACZEGO CHIMERY?

Nazwa gmachu przywodzi na myśl mitologiczne chimery – stworzenia o głowie lwa, ciele kozy i ogonie węża. W tym przypadku jednak jest to mylne skojarzenie, gdyż mowa tu nie o tych baśniowych stworach, lecz o dekoracyjnych elementach architektonicznych. W architekturze bowiem chimerami nazywa się wszelkie rzeźbione zwierzęta, potwory i maszkarony zdobiące budowle. Te zaś znajdziemy zarówno na fasadzie domu przy ulicy Bankowej 10, jak i w jego wnętrzu. Budynek ten „zamieszkują” najznakomitsze okazy istot rzeczywistych i tych ze świata fantazji – są tam nie tylko słonie, lwy, nosorożce, orły, żaby i kuropatwy, lecz także syreny i morskie potwory. Dekoracje są emanacją zainteresowań Horodeckiego, który był zapalonym myśliwym, a swoją pasję realizował m.in. na terenach dzisiejszego Azerbejdżanu, Afganistanu, Syberii i Afryki.

ŻYWIOŁOWY ARCHITEKT

Podobno nie powinno się oceniać książki po okładce, a artysty po jego dziele, ale w przypadku Domu z chimerami należy zrobić wyjątek od tej reguły. Wydaje się bowiem, że kijowski budynek doskonale odzwierciedla osobowość swojego twórcy, ponieważ był on – podobnie jak jego dzieło – jedyny w swoim rodzaju. Leszek Dezydery Władysław Horodecki (tak brzmi jego pełne nazwisko) urodził się w 1863 roku w polskiej rodzinie szlacheckiej, na Podolu (na terenie obecnej Ukrainy). Od najmłodszych lat przejawiał talent plastyczny, dlatego rodzice wysłali go do Cesarskiej Akademii Sztuk Pięknych w Petersburgu, którą ukończył w 1891 roku. Stamtąd ambitny architekt udał się na podbój Kijowa. Droga do kariery nie była usłana różami. Horodecki był jednak tak zdeterminowany, aby zaistnieć wśród kijowskiego środowiska artystycznego, że podejmował się każdej pracy, często realizując projekty bez żadnego wynagrodzenia. Dlatego też w jego dorobku twórczym można znaleźć m.in. tak zaskakujące dzieła, jak… miejskie szalety. Ciężka praca nie poszła na marne i z czasem udało mu się osiągnąć upragniony cel – stał się jednym z najbardziej cenionych i rozpoznawalnych architektów Kijowa. Prócz wspomnianych szaletów projektował również kościoły, szpitale, fabryki, gimnazja oraz wille, a wśród nich – właśnie Dom z chimerami. W jego dorobku znajdziemy tak odmienne stylem budynki, jak rzymsko-katolicki kościół św. Mikołaja w stylu wyrafinowanego neogotyku, karaimską kienesę z elementami architektury mauretańskiej czy klasyczną w formach siedzibę Narodowego Muzeum Sztuki Ukrainy.

Prywatnie Horodecki również lubił zaskakiwać. Podobno zawsze prezentował się nienagannie, nosząc wyłącznie najlepsze i najmodniejsze garnitury. Jako jeden z pierwszych w Kijowie posiadał samochód, lecz nie stronił od pieszych wycieczek, podczas których towarzyszyła mu zwykle małpka kapucynka. Takiej ekstrawagancji próżno szukać nawet w dzisiejszych czasach! Obrazu niech dopełni zamiłowanie Horodeckiego do egzotycznych podróży, w których spędził z przerwami niemal piętnaście lat. W tym kontekście nikogo już nie powinno dziwić, że spod jego ręki wyszedł projekt jednego z najbardziej niezwykłych budynków świata.

Z PODOLA DO TEHERANU

Sława Horodeckiego pozostaje w obecnej stolicy Ukrainy żywa do dzisiaj, a przypomina o niej także jedna z głównych ulic, od 1996 roku nosząca imię polskiego architekta (mowa o dawnej ulicy Mikołajewskiej, później Karola Marksa). Kariera Horodeckiego nie zakończyła się jednak w Kijowie – po przejęciu władzy przez bolszewików opuścił on miasto i wyruszył do Warszawy. Pamiątką jego działalności jako architekta w niepodległej Polsce jest m.in. zachowana do dziś efektowna wieża ciśnień w Piotrkowie Trybunalskim, budynek dawnego kasyna w Otwocku czy nowoczesna jak na owe czasy Miejska Łaźnia w Zgierzu – jeden z ulubionych planów filmowych polskich reżyserów, o czym przekonamy się, oglądając np. komedię „C.K. Dezerterzy” Janusza Majewskiego. W 1928 roku Horodecki, na zaproszenie amerykańskiej kompanii Henry Ulen & Co, z którą współpracował w Polsce, wyjechał do Teheranu, gdzie objął stanowisko głównego architekta Syndykatu Kolei Perskich. Udało mu się tam zaprojektować m.in. pałac Rezy Szacha Pahlawiego, hotel oraz pierwszy w Persji dworzec kolejowy. Niestety polski Gaudi nie zrealizował wszystkich powierzonych mu przez perskie władze zadań ani nie powrócił ze swojej ostatniej podróży – w 1930 roku zmarł nagle na zawał. Jego grób (opatrzony skromnym napisem w języku polskim – „profesor architektury”) znajduje w Teheranie na lokalnym katolickim cmentarzu Dulab.

CHIMERYCZNE DZIEŁO

Dom Horodeckiego swoją „chimeryczność” zawdzięcza nie tylko dekoracjom rzeźbiarskim (wykonanym według rysunków polskiego architekta przez jego współpracownika i przyjaciela, włoskiego rzeźbiarza Emilia Sali, znanego również jako Elio Salya). Można też zaryzykować stwierdzenie, że budynek ma prawdziwie kapryśny charakter i spłatał swojemu twórcy niemałego figla, krzyżując jego ambitne plany. Już samo miejsce, w którym stanął Dom z chimerami, wzbudzało kontrowersje – na lokalizację Horodecki wybrał bowiem urwisko w centrum miasta. Współcześni mu nie wierzyli, że postawienie jakiegokolwiek budynku w tym miejscu jest możliwe, ale polski architekt wyprowadził wszystkich z błędu. Zastosował wówczas nowatorskie w budownictwie i mistrzowskie w formie rozwiązania z użyciem betonu. Niezwykły obiekt został wzniesiony zaledwie w dwa lata (1901–1902), a jego powstanie Horodecki sfinansował samodzielnie z pożyczonych na ten cel pieniędzy. Planował uczynić z niego willę z luksusowymi apartamentami, których wynajem przyniósłby mu fortunę. Niestety jego plany spełzły na niczym i w 1912 roku architekt był zmuszony oddać dom pod hipotekę. Późniejsze losy budynku były burzliwe – znajdowały się w nim m.in. fabryka cukru, siedziba kierownictwa formacji zbrojnych, mieszkania komunalne i klinika. W efekcie gmach uległ licznym zniszczeniom i dopiero w 2002 roku został poddany pracom konserwatorskim. Obecnie Dom z chimerami odzyskał dawny blask, a od 2004 roku został przeznaczony na jedną z prezydenckich rezydencji. Dlatego też niezwykle rzadko można zwiedzić jego wnętrze, a zauroczonym turystom pozostaje jedynie podziwianie fantazyjnej fasady.

KLĄTWA HORODECKIEGO

Burzliwe losy Domu z chimerami mieszkańcy Kijowa tłumaczyli sobie na wiele sposobów. Jedna z bardziej popularnych teorii zakłada, że architekt rzucił na niego klątwę. Żegnając się przymusowo ze swoim największym dziełem, artysta przeklął podobno wszystkich jego przyszłych właścicieli i mieszkańców, zwiastując im nieszczęście zarówno w życiu prywatnym, jak i w interesach. Wydaje się jednak, że w ostatnich latach klątwa Horodeckiego została zatrzymana – być może zaszczytna funkcja, jaką obecnie pełni budynek, zaspokoiła w końcu ambicje zarówno architekta, jak i wszystkich chimer „zamieszkujących” tę niezwykłą posiadłość. Odwiedzając Kijów, na pewno warto przejść się Chreszczatykiem i przysiąść do stolika, przy którym popija kawę uwieczniony w brązie Władysław Horodecki – a nuż wyjawi swoje tajemnice…