Biel ma bogatą symbolikę, zwykle przywodzi na myśl czystość, niewinność, symbolizuje też prawdę, dobro i światło. Jej przeciwieństwem jest kolor czarny, który oznacza m.in. śmierć, grzech, złe moce, ciemność i noc. Dlatego anioły maluje się w białych barwach (jest wiele odcieni bieli!), a diabły w czerni z dodatkiem ognistej czerwieni. „Czarny anioł” to już nie anioł, tylko szatan. A wybielić kogoś to zupełnie co innego niż go oczernić.

Gdy pokazujemy coś czarno na białym, to pokazujemy to wyraźnie, jak w druku. Druk zresztą jest nazywany czarną sztuką, co przypomina, że kiedyś był sztuką, a nie przemysłem. Czarny z białym tworzą tak mocne kontrasty, że nie sposób ich pomylić. Czarno-białe tonacje powinny jednak budzić podejrzenia: świat nie jest czarno-biały, więc jeśli ktoś go takim maluje, to albo świadomie upraszcza, albo sam widzi w uproszczeniu. Co innego, gdyby chodziło o klawiaturę fortepianu. Ale świat nie jest fortepianem.

Wróćmy do Mickiewicza: „Po polach białych, pustych, wiatr szaleje”. Ten sugestywny obraz wyprzedza późniejsze relacje zesłańców syberyjskich i choć Mickiewicz, zesłany w głąb Rosji, był także na słonecznym Krymie, skąd przywiózł bardzo kunsztowne sonety, to nie one, lecz zimowe sceny z „Dziadów” silniej ukształtowały nasze wyobrażenie „rosyjskości”.

W zimowej scenerii malowano także ucieczkę do Egiptu. Matka Boska z Dzieciątkiem na osiołku, obok Święty Józef pieszo, za nimi tafla zamarzniętego stawu, wokół śnieg, a w tle góry, jakich nigdzie na świecie nie ma, zgodne z wyobrażeniem malarza, który w Egipcie nigdy nie był, gór może też nie widział, ale śnieg widział nie raz (o który teraz coraz trudniej).

Porażają białością „kuropatwy na śniegu”. Ten popularny motyw, znany z opracowania wielu malarzy, robi wrażenie, gdy płótno jest dużych rozmiarów (u Chełmońskiego prawie półtora metra na dwa). Jeśli się przyjrzeć bliżej, to widać tak wiele odcieni bieli, że obraz wydaje się prawie kolorowy, choć jednocześnie jest senny, jak zimowy dzień. I tylko tytułowe kuropatwy odcinają się od tła, kierując się ku brzegowi obrazu, za którym zaraz znikną. Idą od lewej do prawej, czyli zgodnie z kierunkiem pisma. Jest to dla nas kierunek naturalny, tak jak naturalne jest to, że za chwilę ptaków na śniegu już nie będzie.

Ciekawy jest wzorzec bieli, utrwalony w porównaniach. Najczęstsze to „biały jak śnieg” i „biały jak mleko”, ale człowiek, który pobladł, jest „biały jak papier” lub „jak kreda”, a królewna z bajki ma cerę „białą jak alabaster”. Wielość porównań dowodzi, że jest wiele rodzajów bieli. „Bielsze nie będzie” – mówił slogan reklamujący jeden z proszków do prania. Trochę ryzykowny, bo można w nim widzieć zapewnienie, że perfekcja została już osiągnięta i lepiej po prostu się nie da, jak i usprawiedliwienie, że – „sorry, taki mamy klimat”. Biel jednak nie zawsze była w cenie. Na białe lub szare płótno było stać wielu, a na kolorowe, ze względu na cenę barwników, tylko nielicznych, stąd dawny podział na szlachtę szaraczkową i karmazynów. Gdyby dziś włożyć białą koszulę do pralki, a wyjąć karmazynową, to nie byłoby do śmiechu.

Zatem lepsza biel czy kolor? Nielogiczne pytanie, bo w świetle białym jest cała gama kolorów. „O jakże się w białości mojej bieli męczę” – wyznaje poetka i wyjaśnia dlaczego: „chcę barwą być – a któż mnie rozbije na tęczę?”.

Pędząc w klimatyzowanym wagonie przez pola zawiane śniegiem, zerkamy raz po raz na ekran telefonu. To błąd! Za oknem krajobraz o wiele ciekawszy. Jeśli nawet nie migają w dali carskie kibitki i Święta Rodzina nie umyka przed prześladowcą, to pozostają jeszcze kuropatwy. No i może jakiś anioł przeleci. Patrzmy uważnie, żeby nie było za późno.