DWORCE PRASKIE

Już 1 sierpnia powstańcy mjra Zygmunta Bobrowskiego „Ludwika” zajęli budynek dyrekcji kolejowej znajdujący się u zbiegu ulic Wileńskiej i Targowej na warszawskiej Pradze, tym samym blokując Dworzec Wileński. Od strony ulicy Brzeskiej trzy polskie plutony ostrzeliwały z kolei Dworzec Wschodni. Ranny w walkach st. kpr. Mirosław Charzyński „Hary” wspominał: „Silny ogień karabinów maszynowych z pociągu ich uziemił, tak że nie mogli się przez dwa czy trzy dni poruszać stamtąd”. Powstanie na Pradze ostatecznie wygasło.

DWORZEC GŁÓWNY

1 sierpnia żołnierze IV Zgrupowania „Gurt” zaatakowali Dworzec Główny znajdujący się na zachód od skrzyżowania ulicy Marszałkowskiej z Alejami Jerozolimskimi (gdzie dziś znajduje się dworzec Warszawa Śródmieście). Nie udało im się go przejąć. Uderzyli więc następnego dnia o godz. 7 od ulicy Chmielnej i Widok. Intensywny ostrzał zmusił ich jednak do wycofania się. 3 sierpnia ok. godz. 10 śmiałym atakiem w tunelu zdobyli za to część wrogiego pociągu, zyskując broń i amunicję. Dworzec pozostał w niemieckich rękach, a powstańcy utrzymali pozycję zaledwie sto kilkadziesiąt metrów naprzeciw okupanta, będąc pod stałym ostrzałem z jego broni maszynowej i artylerii. Krwawe walki stoczono tu jeszcze we wrześniu. Kanonier Ryszard Boreński „Ryś” ze Zgrupowania „Gurt” powiedział: „To było piekło, wszystko płonęło, znaczy w dzień było ciemno od dymu, a w nocy była łuna, było różowo”.

CENTRALNY DWORZEC POCZTOWY

Polacy zajęli i utrzymali przez dwa miesiące Centralny Dworzec Pocztowy. Ogromną budowlę stojącą nad torami kolei średnicowej przy ulicy Żelaznej, między ulicą Chmielną a Alejami Jerozolimskimi, 3 sierpnia opanowały patrol pchor. Wacława Kucharskiego „Janosika” i 25-osobowy pluton ppor. Władysława Mizielskiego „Piotra”. Biało-czerwona flaga umocowana przez harcerzy na dachu budynku górowała podziurawiona i postrzępiona do końca powstania. Do załogi dworca, liczącej w różnych okresach od kilkudziesięciu do ponad 120 żołnierzy, dołączył legendarny organizator ruchu oporu w Auschwitz rtm. Witold Pilecki „Witold”. Od początku dworzec był poddawany zmasowanym atakom Niemców i kolaboranckich oddziałów. Ostrzał artyleryjski powodował zniszczenia i wywoływał pożary. Mimo to Zgrupowanie „Chrobry II” utrzymało placówkę do zakończenia walk. Stanowiła ona zaporę dla marszu hitlerowskich oddziałów w kierunku powstańczego serca Śródmieścia. Wolny przejazd Alejami Jerozolimskimi oraz ruch kolejowy między dworcami Wschodnim a Zachodnim został zablokowany dla okupantów. Powstańczy „Biuletyn Informacyjny” pisał o dworcu: „Wspaniały punkt oporu, trzymający się nieugięcie, mimo stałego i mocnego nacisku nieprzyjaciela”. Placówkę wspierali na skrzyżowaniu ulic Żelaznej i Chmielnej powstańcy z Domu Kolejowego broniący wykopu linii średnicowej.

DWORZEC GDAŃSKI – PIERWSZE STARCIE

Szturm na Dworzec Gdański miał połączyć Żoliborz ze Starym Miastem. O północy 20 sierpnia 750 żołnierzy z Grupy „Kampinos” mjra Alfonsa Kotowskiego „Okonia” zaatakowało korytarz długości 600 metrów. Niemcy ostrzeliwali ich – po lewej stronie z kamienic przy ulicy Mickiewicza i Fortu Traugutta, a po prawej z budynków od strony Instytutu Chemicznego i Burakowa. Oddziały hitlerowskie spaliły baraki, oświetlając pole natarcia powstańców. Pozostawieni bez osłony Polacy zostali ostrzelani z trzech stron i zmuszeni do odwrotu, tracąc blisko stu ludzi. St. sierż. Józef Załucki „Wielkopolski” (Zgrupowanie Stołpecko-Nalibockie) wspominał: „Miejsca nie można było znaleźć. Krzyki, jęki, huk – nic nie można było zrobić”.

DWORZEC GDAŃSKI – DRUGIE STARCIE

W nocy z 21 na 22 sierpnia tysiąc żołnierzy Grupy „Kampinos”, oddziałów żoliborskich, w tym blisko 200 żołnierzy ze Starego Miasta pod dowództwem por. Eugeniusza Konopackiego „Trzaski” przypuściło kolejny atak. Koordynatorem akcji był gen. Tadeusz Pełczyński „Grzegorz”, szef sztabu Komendy Głównej AK. Polski szturm wsparł ostrzał z broni maszynowej i trzech moździerzy, co było fenomenem w działaniach powstańczych. W centrum natarcia znajdowali się partyzanci z Kampinosu, a na skrzydłach żoliborska kompania „Żniwiarz” i zgrupowania „Żyrafa” i „Żbik”. Około godz. 23 Niemcy ostrzelali polskie pozycje oraz oświetlili teren rakietami. O godz. 2 ruszyło lewe skrzydło powstańców. Osiemdziesięciu żołnierzy kompanii „Żniwiarz” zaatakowało teren między ulicami Felińskiego i Mickiewicza. Wskutek intensywnego ostrzału na nasypie kolejowym życie straciło niemal 30 żołnierzy. W pamięci kpr. pchor. Wiesława Kaczmarka „Halicza” utkwił przerażający obraz: „Otworzyło się piekło na ziemi […]. Usłyszeliśmy dudnienie w ciemnościach, mimo kanonady. Kanonada była straszna, to były działka szybkostrzelne, z Cytadeli strzelały moździerze, tak że był ogień boczny. Nagle usłyszeliśmy dudnienie, pociąg pancerny wjechał na tory przed nami. […] myśmy tam utknęli”. Powstańcy wycofali się po 20 minutach. Dopiero o godz. 2.30 partyzanci z Kampinosu uderzyli na tory znajdujące się w rejonie baraków miejskich na zachód od ulicy Felińskiego. Pierwszą linię ataku, ok. 200 metrów od torów, zmasakrował ostrzał niemieckiej artylerii i pociągu pancernego. Natarcie przerwano pół godziny później. Około godz. 3.40 na niemieckie pozycje w rejonie Fortu Traugutta ruszyło od południa 350 żołnierzy Batalionu „Zośka” i dwie kompanie batalionu „Czata 49”. Akcję prowadzono pod dowództwem mjra Wacława Janaszka „Bolka”. Oddziały dotarły na przedpole fortu, w okolice skrzyżowania ulic Żoliborskiej i Bonifraterskiej, tracąc przy tym ok. 80 osób. Kpr. pchor. Janusz Skrzycki „Gryf” ze Zgrupowania „Żaglowiec” określił walki jako „straszną hekatombę naszych oddziałów”, wspominając: „Sytuacja była już fatalna, bo Niemcy byli tak wstrzelani, że bili, cokolwiek się ruszyło”. Tuż przed godz. 4 ruszył kolejny polski szturm, jednak i tym razem został powstrzymany. Mimo klęski kilkunastu powstańców przedarło się na zachód od dworca do Stawek. Z tej grupy ocalały tylko dwie osoby – kpt. Władysław Liniarski „Mścisław” i jeden żołnierz. Oddziały z Kampinosu wycofały się na Żoliborz ok. godz. 4.30, tracąc prawie 400 zabitych i rannych.