„ŻYCZĘ CI Z SERCA MOCY, ABYŚ CO DZIEŃ I W NOCY WYTRWAŁ! WYTRWAŁ!! WYTRWAŁ!!! CHOĆBYŚ MIAŁ ZIEMSKIE CIAŁO W PROCH SPALIĆ, MUSISZ DUCHA OCALIĆ”.
AUTOREM TYCH SŁÓW SKIEROWANYCH DO POTOMNYCH JEST PANA DZIADEK – JERZY PROBOSZ. NAPISAŁ JE W 1939 ROKU, TUŻ PRZED ARESZTOWANIEM I WYWÓZKĄ DO OBOZU KONCENTRACYJNEGO DACHAU, Z KTÓREGO NIE WRÓCIŁ. TRADYCJA NIEPODLEGŁOŚCIOWA JEST ZAKORZENIONA W ŻYCIU PAŃSKIEJ RODZINY. PROSZĘ O NIEJ OPOWIEDZIEĆ.

Mój świętej pamięci ojciec, Stanisław, miał dziesięć lat, kiedy Niemcy aresztowali jego ojca. Znalazł się na czarnej
liście za to, że był patriotą. Rok przed wybuchem wojny otrzymał za swoją twórczość Wawrzyn Literacki od Polskiej Akademii Literatury w Warszawie. Mój ojciec całe życie walczył o to, aby wyciągnąć z cienia zaginionych przodków, szczególnie swojego ojca, tęsknota za nim zżerała go przez całe życie. Udało mu się wznowić wydanie dramatu „Wesele górali istebniańskich”, tomik poezji „Wytrwam”. Zebrał przedwojenną prozę wydaną w tygodniku „Gwiazdka Cieszyńska”, przywiózł symboliczną garść prochów z obozu w Dachau i pochował ojca w rodzinnym grobie w Beskidach, wśród groni, które tak ukochał, o których pisał „Istebno, co za urok w Tobie, o Tobie góral i w grobie”. W zeszłym roku z okazji 75. rocznicy śmierci dziadka wyszedł zbiór jego listów z Dachau. Mój ojciec zadbał o to, aby duch pamięci w nas ocalał. Teraz ja spełniam ten sam obowiązek na obczyźnie, przekazuję dalej wpojone mi wartości nie tylko rodzinie.

W DNIU SETNEJ ROCZNICY ODZYSKANIA PRZEZ POLSKĘ NIEPODLEGŁOŚCI, 11 LISTOPADA 2018 ROKU, NA DESKACH BROADWAYU WYSTAWIŁ PAN MONODRAM „OCHOTNIK DO AUSCHWITZ: ROTMISTRZ PILECKI”. JAK DO TEGO DOSZŁO, ŻE ŚWIATOWA NOBILITACJA NASZEGO NARODOWEGO BOHATERA, STAŁA SIĘ PANA UDZIAŁEM? JAK ZRODZIŁA SIĘ FASCYNACJA WŁAŚNIE TĄ POSTACIĄ?

Wcześniej zagrałem w filmie „Śmierć rotmistrza Pileckiego” w reżyserii Ryszarda Bugajskiego, który w 2005 roku przysłał mi do Los Angeles scenariusz z notatką „Znalazłem dla ciebie idealną rolę. Mam nadzieję, że nie powiesz «nie»!”. Po przeczytaniu byłem wstrząśnięty duchowym wymiarem mojego bohatera. To jedna z najbardziej krystalicznych postaci, w jaką przyszło mi się wcielić. Jeden z największych bohaterów XX wieku. Od czternastu lat wędruję po świecie ze „Śmiercią rotmistrza Pileckiego” na festiwale, uniwersytety, do muzeów Holocaustu, konsulatów, ambasad, gdzie jako pierwszy ekranowy Pilecki spotykam się z publicznością. Po udziale w amerykańskim programie radiowym o Pileckim, „All Things Considered” dla stacji NPR News w Waszyngtonie, zostałem zaangażowany przez najpopularniejszą wytwórnię książek dźwiękowych w Stanach – Audible.com – do nagrania po angielsku dziesięciogodzinnej całości „Raportów Pileckiego z Auschwitz”. Nagranie otrzymało znakomite
recenzje, m.in. z „Washington Post”, i jest teraz dostępne w każdym zakątku świata. Od premiery w Los Angeles w 2013 roku gram też na scenach Ameryki i Kanady spektakl po angielsku o Witoldzie Pileckim „Ochotnik do Auschwitz” („The Auschwitz Volunteer”), a teraz, w setną rocznicę odzyskania przez Polskę Niepodległości, przyszedł czas, abym sam wyreżyserował o rotmistrzu monodram. Moja misja „Pilecki” trwa!

JEST PAN LAUREATEM NAGRODY ZA NAJLEPSZY SPEKTAKL DOKUMENTALNY NA UNITED SOLO FESTIVAL 2018, WŁAŚNIE ZA MONODRAM O PILECKIM. TO NAJWIĘKSZY NA ŚWIECIE FESTIWAL TEATRALNY JEDNEGO AKTORA, W DWA MIESIĄCE ZAPREZENTOWANO 130 SPEKTAKLI Z SZEŚCIU KONTYNENTÓW W TAK PRESTIŻOWYM MIEJSCU JAK BROADWAY. JAKIE ZNACZENIE MA DLA PANA TA NAGRODA?

Takie cuda zdarzają się raz na sto lat! Intuicja podpowiada mi, że wcielenie się w Pileckiego na Broadwayu było mi
przeznaczone. Rotmistrz miał przemówić przeze mnie właśnie tego dnia na najsłynniejszej scenie teatralnej świata. Zwycięstwo oznacza światowy prestiż, daje przepustkę do elitarnego grona scenicznych profesjonalistów. Wystarczy spojrzeć na listę międzynarodowych gwiazd teatru i filmu, które otrzymały nagrody w dziewięcioletniej historii festiwalu. Fakt, że zaproponowano mi poprowadzenie dwugodzinnej klasy mistrzowskiej z aktorstwa filmowego na Broadwayu w trakcie festiwalu, mówi sam za siebie. Znalazłem się wśród ikon światowej kultury, przede mną prowadziła tam klasę np. Olympia Dukakis, zdobywczyni Oscara za rolę w filmie „Moonstruck”. Samą nagrodę dedykuję rotmistrzowi Pileckiemu, wszystkim poległym w walce o wolność i niepodległość. Jak pisał Norwid: „Ojczyzna to wielki, zbiorowy obowiązek”.

JEST PAN CZŁOWIEKIEM RENESANSU: AKTOREM, REŻYSEREM, SCENARZYSTĄ, PRODUCENTEM MIESZKAJĄCYM OD PONAD TRZYDZIESTU LAT W KALIFORNII. W JAKICH OKOLICZNOŚCIACH ZAPADŁA DECYZJA O ZAMIESZKANIU NA STAŁE W USA?

W pewnym momencie życia trzeba było sobie zadać pytanie: co dalej? Będąc na planie filmu w Niemczech Zachodnich, otrzymałem zaproszenie od dyrektora artystycznego American Cinemateque, Gary’ego Esserta, abym jako gwiazda z Europy Wschodniej przyleciał na trzy tygodniowe spotkania filmowców z całego świata do Hollywood. Mieszkając w legendarnym Hotelu Roosevelt, z widokiem na Chinese Theatre na Alei Gwiazd, musiałem podjąć życiową decyzję. To były czasy komunistycznego reżimu, przed upadkiem berlińskiego muru, taka wyprawa była biletem w jedną stronę. Decyzja o pozostaniu w Ameryce wywróciła całe moje prywatne i zawodowe życie do góry nogami. Musiał umrzeć Mickiewiczowski Gustaw, aby mógł narodzić się Konrad. Nikt, kto nie przeżył emigracji w tamtych przedinternetowych i przedkomórkowych czasach, nie jest w stanie tego pojąć. Przy podejmowaniu decyzji kierowałem się nie karierą, bo ta świetnie rozwijała się w Polsce, w Czechosłowacji i we wschodnich Niemczech, wybrałem wartość dla mnie najwyższą, a tą była i pozostaje do dzisiaj – wolność. W moich Beskidach górale mówią: „Tam, gdzieś był posadzony, tam zakwitniesz”, ja idę jednak swoją drogą, wyznaczam własny, niezależny kierunek, kocham ryzyko i nie obawiam się niespodzianek. Odważnie wszedłem w życie, wybierając „być”
zamiast „mieć”, postawiłem na nieznane, zamiast na bezpieczne, na rozwój wewnętrzny, na możliwe niemożliwego. Legenda Hollywood i mój krajan Billy Wilder powiedział: „Kto nie wierzy w cuda, nie jest realistą”. Wierzę, że człowiek z pasją i celem potrafi wytrzymać wszystko. Hollywood to miejsce dla orłów, nie dla kurczaków.

PATRZĄC NA PANA DROGĘ ŻYCIOWĄ I KARIERĘ ARTYSTYCZNĄ, MOŻNA ŚMIAŁO UŻYĆ OKREŚLEŃ: WYBITNY, AMBITNY, UPARTY, A MOŻE NIEZŁOMNY… CZY JEST PAN NIEZŁOMNY?

Jeszcze na studiach w łódzkiej filmówce zagrałem Księcia Niezłomnego z dramatu Słowackiego. W moich żyłach płynie góralska krew, mam niezwykłych przodków. Góral jest uparty, nie poddaje się łatwo i to musi być wyjątkowa okazja, aby przegrał. W młodości byłem szosowym kolarzem, czterokrotnym mistrzem Śląska. Uprawiając ten sport, przekonałem się o swojej wyjątkowej odporności na ból i o twardym charakterze pozwalającym pokonywać kolejne przeszkody. Ameryka utwierdziła we mnie przekonanie, że „nie rozmiar psa decyduje o zwycięstwie w walce, ale rozmiar ducha walki w psim sercu”.

W JEDNYM Z WYWIADÓW POWIEDZIAŁ PAN: „CO ROKU DOKŁADAM KOLEJNE CEGIEŁKI, ABY ROTMISTRZA POZNAŁO JESZCZE WIĘCEJ LUDZI, STAŁEM SIĘ JEGO AMBASADOREM NA ŚWIECIE”.
CO TO ZA CEGIEŁKI?

Przy każdej nadarzającej się okazji przekonuję producentów i finansistów, aby powstał epicki film o jednym z największych bohaterów XX wieku – rotmistrzu Pileckim. Po międzynarodowym sukcesie mojego monodramu wierzę, że to nastąpi. Krytycy na Broadwayu rozpisywali się jednogłośnie: „Owacje na stojąco! Probosz w roli Pileckiego wstrząsnął Nowym Jorkiem!”, przyznali spektaklowi najwyższą ocenę – pięć gwiazdek. Wierzę, że filmowa historia o jedynym „ochotniku do Auschwitz”, niezłomnym rotmistrzu Pileckim, może podbić ekrany świata. W Polsce niestety „Śmierć rotmistrza Pileckiego” zaklasyfikowana została do kategorii Teatru Telewizji i nie podlega dystrybucji kinowej. Nasz Pilecki nie został nawet zaproszony na Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, a ja od zagrania tej roli nie otrzymałem ani jednej propozycji głównej roli z polskiego filmu czy z Teatru Telewizji…

CZY MA PAN JESZCZE JAKIEŚ MARZENIA ZWIĄZANE Z POSTACIĄ WITOLDA PILECKIEGO?

Pilecki był przykładem niewyobrażalnej dobroci w czasach niewyobrażalnego piekła. Chciałbym zagrać Witolda na dużym ekranie, ale również pojechać na pozostałe kontynenty z moim monodramem, żeby na żywo podzielić się z publicznością tym ponadczasowym i uniwersalnym bohaterem. W dzisiejszym świecie cierpimy na wielki deficyt prawdziwych bohaterów, na inflację prawdziwych wartości i autorytetów. Johnny Cash śpiewał: „Kłamstwo trzeba zatuszować, ale prawda może biegać naga”. Chciałbym poprzez sztukę zaświadczać o prawdzie, to mój los i przeznaczenie. Grałem przed rokiem w Phoenix w Arizonie spektakl o Pileckim dla 1500 uczniów szkół średnich, reakcja młodzieży po przedstawieniu była powalająca, tym bardziej że Żydowskie Centrum Edukacji o Holokauście
ściągnęło dźwigami ze swojego muzeum przed główne wejście do Chandler Center for the Arts autentyczny bydlęcy wagon, którym w czasie wojny transportowano więźniów do obozów. Nauczyciele przed wejściem do teatru przeprowadzili młodzież przez wnętrze wagonu, objaśniając, do czego służył. W Nowym Jorku, w polskiej szkole na Brooklinie, zagrałem monodram dla ponad setki licealistów. Moja żona Gosia tak opisywała mi ich reakcje: „Na początku kręcenie się, szepty, chichoty, rozglądanie, a potem – wgnieceni w krzesła. Spoważnieli i zaległa cisza. Po spektaklu, gdy zapaliło się światło, zauważyłam silnie zarumienione twarze, łzy, słyszałem szloch dziewczyny, która dopiero kiedy ją przytuliłeś, zaczęła się uspokajać. Ona akurat była w muzeum w Auschwitz, więc widziała na własne oczy, co ludziom zgotowali ludzie, podczas spektaklu cały czas widziała w tobie Pileckiego”. Po przedstawieniu były bardzo ciekawe pytania, a niektórzy młodzi ludzie opowiadali o swoich dziadkach i pradziadkach, którzy też walczyli podczas wojny. Na koniec poprosiłem chłopców, by wstali, i nauczyłem ich, jak się salutuje w Wojsku Polskim. Boże, co to był za moment, gdy za trzecim razem ci młodzi jak jeden mąż się wyprężyli i ryknęli z głębi serc: „Ku chwale ojczyzny, rotmistrzu Pilecki!”. I tak nasz niesamowity bohater doczekał się pięknej chwili! Takich oczyszczających
przebudzeń i chwil katharsis potrzebujemy wszyscy, bez względu na wiek, kolor skóry czy wyznanie.

CO JEST DLA PANA W ŻYCIU WAŻNE?

Rodzina, prawda, wolność, miłość i poezja.

CO UWAŻA PAN ZA SWÓJ NAJWIĘKSZY SUKCES ŻYCIOWY, ARTYSTYCZNY?

W ubiegłym roku otrzymałem „Oscara Polonii” – Złotą Sowę w kategorii Film, w Polskiej Akademii Nauk w Wiedniu, za krzewienie kultury polskiej poza krajem. Nie pracuję dla nagród, jednak fakt, że gdzieś tam to, co z takim wysiłkiem tworzymy, zostaje docenione, daje nam dodatkową motywację i satysfakcję. Wiele udało mi się w życiu osiągnąć. Za najważniejszy życiowy sukces uważam stworzenie szczęśliwej rodziny, wychowanie dzieci na wspaniałych ludzi, nieutracenie swojej pasji i wiary w życie, niepopadanie w schemat, ciągłe poszukiwanie pięknych wartości. Pozostanie marzycielem, romantykiem, buntownikiem, podróżnikiem. Fakt, że moje skrzydła wciąż mnie unoszą i nie pozwalają mi stąpać po ziemi. Zawodowo też wiele rzeczy już się spełniło. Zagrałem takie postacie, jak: Odyseusz, Salome, Pilecki, Polański. Poza tym reżyseruję filmy i sztuki teatralne, od piętnastu lat jestem profesorem aktorstwa na prestiżowym University of California w Los Angeles – UCLA, bywam jurorem na międzynarodowych festiwalach, prowadzę warsztaty aktorskie na całym świecie, napisałem książki, scenariusze filmowe, sztuki teatralne, jestem stałym korespondentem z Hollywood dla kwartalnika „Afront”. Wciąż wierzę jednak, że to, co najważniejsze, jest przede mną. Dlatego każdego dnia budzę się gotów do wielkich czynów!

PILECKI JEST OBECNIE PATRONEM JEDNEGO Z POCIĄGÓW. CZY UWAŻA PAN, ŻE POCIĄGI NARODOWEGO
PRZEWOŹNIKA – PKP INTERCITY POWINNY MIEĆ ZA PATRONÓW POLSKICH BOHATERÓW?

Cieszy mnie, kiedy rozsławiamy naszych bohaterów. Dlatego dobrze się dzieje, że ich imieniem nazywamy mosty, góry, stadiony, place, ulice, szkoły, statki, pociągi… Ktoś może w ten sposób zainteresować się i wygooglować w czasie podróży, kim byli Pilecki, Kościuszko, Karski, Chopin, Paderewski, Maria Skłodowska-Curie, Irena Sendler, Słowacki, Sienkiewicz czy Norwid, oraz dowiedzieć się, ile dobra uczynili dla świata, w którym żyjemy. Szkoda tylko, że musieli najpierw umrzeć albo zginąć, aby odrodzić się w naszej w pamięci. Bo to oni noszą w sobie tajemnicę
nieśmiertelności.