Obecność lektora w filmie to stały element polskiego rynku telewizyjnego. Czytanie przez jedną osobę dialogów wszystkich aktorów występujących w filmie często bywa dużym zaskoczeniem dla widzów spoza naszego kraju, bo tzw. szeptanka jest rozwiązaniem stosowanym jedynie w Europie Wschodniej. W krajach Europy Zachodniej do filmów fabularnych nagrywa się dubbing, czyli podkłada głosy do materiału.

SZTUKA DOBREGO CZYTANIA

Dzięki popularyzacji zawodu lektora w Polsce, początkowo przez telewizję publiczną, a potem również przez komercyjne stacje, rozpoznajemy dziś te ukryte przed widzami twarze. Wśród najbardziej popularnych wymienia się Tomasza Knapika, Macieja Gudowskiego, Janusza Szydłowskiego i nieżyjącego już Janusza Kozła. Jeśli chodzi o panie, numerem jeden od lat pozostaje Krystyna Czubówna, znana przede wszystkim jako lektorka filmów przyrodniczych. — Mistrzostwem lektora filmowego jest takie czytanie tekstu, którego widz w ogóle nie słyszy i lektor mu nie przeszkadza – mówi Stanisław Olejniczak, którego głos znają całe pokolenia oglądające „Modę na sukces”. Podstawą dobrego przekazywania dialogów jest umiejętność płynnego nadążania za akcją filmu, idealnego dopasowania do jej tempa i synchronizacji z oryginalną ścieżką dźwiękową. Na pewno lektorom pomaga w tym wykształcenie aktorskie, którego zaletami są np. prawidłowa dykcja i umiejętność modulacji głosu. Mogą się nim pochwalić m.in. Jacek Brzostyński (PWST w Krakowie), Marek Lelek (PWST w Krakowie) oraz Jarosław Popłonikowski (Wydział Aktorski PWSFTviT w Łodzi).

CODZIENNOŚĆ LEKTORA

W tej profesji najważniejsze są praca z tekstem i prawidłowa intonacja. Czytający może zarówno zepsuć dobry film akcji, jak i ożywić nudną produkcję. To od jego umiejętności i doświadczenia zależy, w jaki sposób obraz zostanie odebrany przez widzów. Janusz Szydłowski, którego usłyszeć możemy w takich hitach, jak emitowany w latach 1995–1999 serial „Herkules” czy film „Indiana Jones i Świątynia Zagłady” (1984), przekonuje, że zajęcie to wymaga olbrzymiego zaangażowania i cierpliwości. Lubi żartować, że „po przeczytaniu pierwszego tysiąca filmów następny tysiąc idzie znacznie łatwiej”. Mówiąc o specyfice zawodu lektora, nie można pominąć wpływu postępu technologicznego, jaki miał miejsce w ostatnich latach. – Nowe technologie wyparły romantyzm pracy lektora. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu listy dialogowe czytano na żywo wraz z emisją filmu, a ze względu na brak rejestracji nagrań działo się tak przy każdej emisji. Nawet najmniejsza wpadka
szła w naród. Dziś na żywo nagrywane są jedynie dzienniki telewizyjne czy programy typu show – podkreśla Tomasz Knapik, którego głos mogliśmy usłyszeć np. w „Świecie według Bundych” czy „Strażniku Teksasu”. Praca lektorów nie kończy się na filmach fabularnych i dokumentach. Możemy ich usłyszeć również w audiobookach, reklamach, a także w spotach charytatywnych, które dzięki rozpoznawalnym głosom przyciągają uwagę szerszego grona odbiorców.

W NIETYPOWYM WCIELENIU

Profesjonalni aktorzy znakomicie sprawdzają się natomiast w dubbingu – ich zadaniem jest nadanie życia i charakteru postaci ze szklanego ekranu. Artyści często podkreślają, że nierzadko jest to dla nich dużo większe wyzwanie niż występ przed kamerą. Rola może wymagać wrzasków, pisków, krzyków, a nawet seplenienia, jak w przypadku Tygryska z „Kubusia Puchatka”, w którego wcielał się Jacek Czyż. Nagrania dialogów w filmie pełnometrażowym trwają średnio od dwóch tygodni do miesiąca, a każdy podkładany głos jest rejestrowany indywidualnie w studiu. Wymaga to pełnego skupienia, ponieważ polega na wykonywaniu kilku elementów jednocześnie: śledzenia filmu na ekranie, słuchania ścieżki dźwiękowej, czytania tekstu i – co bardzo ważne w całym procesie – pilnowania synchronizacji. Rozmawiając o polskiej szkole dubbingu, najczęściej przywołuje się rolę Jerzego Stuhra w animowanej produkcji „Shrek”. Dynamika postaci, komizm oraz błyskotliwe, dostosowane do rodzimych realiów kwestie, przearanżowane przez reżysera i dialogistę Bartosza Wierzbiętę, rozbawiły polskich widzów do łez. Niektórzy twierdzą, że Stuhr był lepszy od Eddiego Murphy’ego, który podkładał głos pod postać filmowego Osła w oryginale. Nie wszyscy wiedzą, że udział w polskiej wersji zagranicznej produkcji poprzedzony jest castingiem, podczas którego aktorzy nagrywają wybrany fragment dialogu postaci, a próbka ich głosu jest wysyłana do producentów filmu za granicę. Ciekawostką jest fakt, że w przypadku filmowej ekranizacji baśni „Królewna Śnieżka” głos Agaty Kuleszy akceptowała sama Julia Roberts, która w oryginale wcieliła się w rolę
Złej Królowej. O tym, że widzowie przywiązują się do głosów, może świadczyć chociażby disneyowski „Król Lew”, który po 25 latach doczekał się remake’u. W najnowszej animacji głosy pod Timona i Pumbę podłożyli Maciej Stuhr i Michał Piela, co zaskoczyło wielu fanów filmu z 1994 roku, którzy oczekiwali, że w tych rolach ponownie wystąpią Emilian Kamiński oraz Krzysztof Tyniec. Jak wynika z raportu VideoTrack firmy Wavemaker, w którym analizowano użytkowników i rynek seriali na żądanie w Polsce, aż 71 proc. widzów preferuje oglądanie seriali obcojęzycznych czytanych przez polskiego lektora. Jedna czwarta oglądających korzysta z napisów po polsku, a 4 proc. włącza napisy angielskie. Badania pokazują, że lektorzy w Polsce mogą czuć się bezpiecznie, bowiem w dobie rosnącej popularności platform VOD pracy dla nich na pewno nie zabraknie.