Ciałopozytywność (ang. body positivity) polega przede wszystkim na akceptacji nie tylko swojego ciała, ale również cielesności innych osób. Dla tego rosnącego w siłę ruchu społeczno-kulturowego równie ważna jest różnorodność, która powinna być reprezentowana (i coraz częściej jest) w przestrzeni publicznej – i to niekiedy dosłownie. 19 maja tego roku miał miejsce po raz pierwszy w Polsce The Real Catwalk – pokaz body positivity. Na placu Zamkowym w Warszawie ochotniczki prezentowały swoje kształty w bieliźnie. Organizatorka wydarzenia, modelka plus size Zuzanna Zakrzewska, podkreślała, że jego główny cel stanowiła walka z dyskryminacją i kanonem piękna dominującym w mediach. Choć nie zabrakło wielu przychylnych komentarzy, uczestniczki zostały również skrytykowane. „Większość tych pań po prostu je za dużo, nie ma co dorabiać ideologii”, „Niesmak, wstyd i szpetota”, „Przykry widok”. W sieci pojawiły się też znacznie bardziej obraźliwe i agresywne treści. Tu należy dodać, że bycie osobą ciałopozytywną wiąże się nie tylko z tolerancją, otwartością na różnorodność, ale przede wszystkim z odwagą.

CZYM NIE JEST CIAŁOPOZYTYWNOŚĆ?

Na pewno nie jest promocją otyłości i niezdrowego stylu życia. Propaguje natomiast pełną akceptację wszystkich rodzajów ciał – z cellulitem, bliznami, tych pełniejszych, umięśnionych, chudych czy ze schorzeniami. Wymieniać można bez końca. Na ciałopozytywnym blogu galantalala.pl autorka podkreśla, że najważniejsza jest samoakceptacja, która wiąże się m.in. z pokochaniem własnego ciała i dbaniem o nie, pozbyciem się lęku przed przebywaniem w przestrzeni publicznej, a także zaprzestaniem myślenia, że jesteśmy poddawani ciągłej ocenie. O tym, jak wiele kontrowersji budzą grubsze sylwetki, świadczą choćby emocje, które wzbudził manekin plus size w londyńskim sklepie Nike. Głos w tej sprawie zabrała dziennikarka Tanya Gold. W brytyjskim dzienniku „The Daily Telegraph”, w artykule o wymownym tytule „Otyłe manekiny sprzedają kobietom niebezpieczne kłamstwo”, napisała, że osoba o takiej figurze nie jest w stanie uprawiać sportu. Co więcej, swój komentarz rozpoczęła od odważnej tezy, że wojna z otyłością została przegrana. Choć polemika z tym twierdzeniem to materiał na odrębny tekst, warto tylko zaznaczyć, że wiele osób plus size prowadzi aktywny tryb życia, do czego zresztą zachęca ruch ciałopozytywności.

POWOLNA (R)EWOLUCJA

Wraz z początkiem lat 90. na wybiegach pojawiły się modelki w tzw. rozmiarze 0. Nierzadko indeks masy ich ciała był niższy od współczynnika 18, co według skali BMI oznacza niedowagę. Od kilku lat domy mody otwierają się jednak na różnorodność. W 2015 roku twarzą kampanii Yves Saint Laurent została 72-letnia wówczas Joni Mitchell, kanadyjska piosenkarka. Natomiast na okładce specjalnej brytyjskiej edycji magazynu „Vogue” pojawiła się 81-letnia Jane Fonda, laureatka Oscara znana m.in. z serialu „Grace i Frankie”. W Polsce marki odzieżowe Nenukko oraz Bohoboco zaprosiły do kampanii modowych Helenę Norowicz – aktorka została modelką po 80. roku życia. Z kolei Jean-Paul Gaultier nawiązał współpracę z Beth Ditto, liderką zespołu Gossip, słynącą nie tylko z oryginalnego głosu, ekstrawaganckiego stylu, lecz także ciała o pełniejszych kształtach. Co ciekawe, artystka odmówiła zaprojektowania linii ubrań dla Topshopu. Swoją decyzję argumentowała lekceważeniem przez brytyjską sieć sklepów odzieżowych potrzeb kobiet noszących niestandardowe rozmiary.

NIE TYLKO WIEK I CIAŁO

O tym, że branża modowa przechodzi (r)ewolucję i staje się coraz bardziej otwarta, świadczy również udział Jamie Brewer, amerykańskiej aktorki z zespołem Downa, w pokazie mody u projektantki Carrie Hammer. Był to pierwszy taki występ podczas prestiżowego New York Fashion Week. W poprzedniej edycji w tym niezwykłym modowym wydarzeniu wzięła udział Danielle Sheypuk, działaczka i psycholożka poruszająca się na wózku inwalidzkim. Spektakularny sukces w świecie mody odniosła Winnie Harlow, która zmaga się z bielactwem. Do tej pory współpracowała m.in. z hiszpańską marką odzieżową Desigual oraz firmą jubilerską Swarovski. W tegorocznej edycji czerwcowego „Vogue Arabia” pojawiła się na okładce ze Shahad Salman, która również cierpi na tę przewlekłą chorobę skóry. Co ważne, na fotografii znalazł się też nagłówek o ciałopozytywnym przekazie: „Razem silniejsze” (Stronger together). Kilka lat temu branżę zawojowała Melanie Gaydos – Amerykanka urodziła się z bardzo rzadką wadą genetyczną objawiającą się m.in. niewłaściwie wykształconymi zębami oraz łysieniem. Coraz mocniejszą reprezentację w modelingu, mediach i na portalach społecznościowych mają także osoby z niepełnosprawnością. Alex Dacy z USA prowadzi na Instagramie konto Wheelchair Rapunzel, obserwowane przez ponad 76 tys. osób. Influencerka choruje na rdzeniowy zanik mięśni. Ideę ciałopozytywności promuje zaprojektowaną przez siebie linią ubrań i gadżetów. W kolekcji znajdują się m.in. T-shirty z napisami „Diversity is beautiful” (Różnorodność jest piękna) czy „Disabled bodies are fire” (Niepełnosprawne ciała są seksowne). W Wielkiej Brytanii Cerrie Burnell, która urodziła się bez ręki, prowadziła program dla najmłodszych na kanale CBeebies. Nie wszystkim jednak spodobał się ten pomysł. Do stacji wpłynęło 25 oficjalnych skarg. Swój sprzeciw wobec prowadzącej wyrażali głównie rodzice. Ich zdaniem niepełnosprawność prezenterki mogła wzbudzać wśród dzieci negatywne emocje. Wulgarne i agresywne komentarze pojawiły się też na forum CBeebies. Oczywiście nie zabrakło licznych głosów poparcia, ale sytuacja ta wyraźnie pokazała, jak ważna jest edukacja i… szeroko rozumiana ciałopozytywność.