Powszechne wczasy zagwarantowano w najważniejszym akcie prawnym. W Konstytucji Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, uchwalonej w 1952 roku, orzeczono, iż robotnicy i pracownicy umysłowi mają prawo do wypoczynku. Artykuł 59 stwierdzał: „Organizacja wczasów, rozwój turystyki, uzdrowisk, urządzeń sportowych, domów kultury, klubów, świetlic, parków i innych urządzeń wypoczynkowych stwarzają możliwość zdrowego i kulturalnego wypoczynku dla coraz szerszych rzesz ludu pracującego miast i wsi”.

WCZASY DLA KAŻDEGO

W celu organizacji wypoczynku dla klasy pracującej powołano Fundusz Wczasów Pracowniczych, który na pewien czas stał się ogólnopolskim monopolistą w dziedzinie wypoczynku obywateli. Dystrybuował skierowania do ośrodków wypoczynkowych, które często organizowano w nie do końca zaadaptowanych do tego celu budynkach. W 1967 roku Fundusz dysponował już imponującą liczbą przeszło 52 tysięcy obiektów 116 miejscowościach. W pierwszych latach działalności FWP skierowania budziły… lęk mas pracujących! Robotnicy bali się podróżować, a wielu z nich dodatkowo onieśmielał fakt, iż nigdy w życiu nie widzieli morza albo gór. Z czasem jednak zwyciężyły ciekawość oraz niskie koszty.

MINIONE STANDARDY

Realizacja wielkiego planu szybko wymknęła się spod kontroli i stała się źródłem wielu problemów. Ponieważ zmiany turnusów w całym kraju odbywały się w tym samym czasie, na dworcach kolejowych co roku rozgrywał się istny horror, gdy tłumy ludzi próbowały się dostać do już przepełnionych pociągów. Za potrzebami turystów nie nadążał też standard naprędce organizowanych ośrodków wczasowych. Pokoje z własną łazienką były prawdziwym luksusem, najczęściej dostępnym tylko dla wybranych. Przeciętny wczasowicz mógł liczyć jedynie na miednicę i wspólna toaletę na korytarzu domu wczasowego lub siermiężne sanitariaty na terenie ośrodka wypoczynkowego. W powojennej Polsce był to jednak turystyczny constans, podobnie jak w wielu innych krajach bloku wschodniego. Nikt zatem nie narzekał, a że mogło być lepiej, wiedzieli tylko nieliczni, którym dane było zajrzeć za żelazną kurtynę.

MALUCHEM NA ZASŁUŻONY URLOP

Z czasem ten monopol FWP został przełamany. W kraju powstało wiele ośrodków wczasowych wybudowanych od podstaw przez bogate przedsiębiorstwa, zwłaszcza kopalnie i huty. Kombinat Górniczo-Hutniczy Miedzi z Lubina mógł się pochwalić domami wczasowymi w Sudetach, nad Bałtykiem oraz nad Jeziorem Sławskim. Jednocześnie popularne stały się wczasy pod namiotem, dostępne w niemal dowolnym terminie. A jeśli ktoś dysponował samochodem z przydziału, najczęściej słynnym maluchem, czyli fiatem 126p, na ogól wybierał wczasy rodzinne pod chmurką, z dala od obcych osób ulokowanych w jednej kwaterze i zatłoczonych stołówek, choć najczęściej na równie zatłoczonych polach biwakowych (co ciekawe, w tamtych czasach można było do woli palić ogniska – nawet w lesie). Tu jednak niezbędne było odpowiednie wyposażenie. Auto musiało mieć zamontowany na dachu bagażnik na walizki lub być wyposażone w dwukołową przyczepkę.

WAKACYJNY NIEZBĘDNIK

Podstawowy ekwipunek wczasowiczów obejmował śpiwory, ciężkie, dmuchane materace, podręczny zestaw wulkanizatorski do ich naprawiania, komplet turystycznych garnków aluminiowych, butlę gazową pełniącą funkcję polowej kuchenki, latarkę i przenośne radio Unitra. Dwa ostatnie urządzenia wymagały uprzedniej sklepowej walki o baterie, które były towarem deficytowym. Zabierało się też ze sobą artykuły spożywcze. Bardziej zapobiegliwi wozili nawet 20-kilogramowe worki z ziemniakami, a obowiązkową pozycją w menu była konserwa turystyczna, zwana też tyrolską.
Ci, którzy dysponowali nie tylko takim wyposażeniem, ale i paszportem, wybierali się za granicę, na ogół na Węgry, do Jugosławii, Rumunii lub Bułgarii, pokonując samochodem w trzy i pól dnia odległość 2 tys. kilometrów. Masowy wyjazd rodaków na południe był przyczyną legendarnych już dziś korków na granicy ze Związkiem Radzieckim, gdzie w oczekiwaniu na kontrolę nawiązywały się nowe przyjaźnie, zwłaszcza że wielu turystów ruszało w tym samym kierunku – chociażby do Varny lub Burgas.

WSPÓŁCZESNE DESTYNACJE

Polacy nadal najchętniej wybierają morze, pojezierza i góry. Za granicę natomiast ruszamy dziś do Włoch, Chorwacji, Grecji i ponownie do Bułgarii, gdzie branża turystyczna przeżywa swój renesans. Największą popularnością cieszą się hotele, a po nich pokoje gościnne i ośrodki wczasowe. GUS wskazuje jednak, że coraz chętniej wybieramy też gospodarstwa agroturystyczne.