Już małe dzieci dostrzegają względność upływającego czasu, gdy po kilku godzinach spędzonych na placu zabaw wołają z wyrzutem do matki: „Już musimy iść?! Dopiero tu przyszliśmy!”. I choć godzina ma zawsze 60 minut, a rok – 12 miesięcy, to w zależności od tego, w jaki sposób spędzamy dni i tygodnie, nasze odczuwanie czasu jest różne. Kwadrans może być długi, kiedy na coś czekamy, lub krótki niczym mgnienie oka, kiedy spędzamy chwile na wyśmienitej zabawie. Postrzeganie czasu jest względne, ponieważ nasz mózg na każdą chwilę nakłada swój filtr interpretacji.

Szczególne prawo młodości

Już w 1890 roku amerykański filozof i psycholog William James pisał, że kiedy przybywa nam lat, czas wydaje się przyspieszać. Skąd ta zmiana? Gdy jesteśmy dziećmi, wiele spraw i rzeczy w naszym życiu dzieje się po raz pierwszy. Mamy zatem na przykład: pierwszą podróż pociągiem, pierwszą wizytę w zoo, pierwszy dzień w szkole czy pierwszą przyjaźń. Wszystko wydaje się ogromnie interesujące i warte uwagi. Jednak im jesteśmy starsi, tym mniej zdarzeń musimy przetworzyć. Popadamy w rutynę. Coraz rzadziej przyglądamy się rzeczywistości. Dni wydają nam się podobne do siebie i nie pamiętamy już, czy rozmowę służbową prowadziliśmy we wtorek, czy może w zeszłą środę.
Według współczesnego brytyjskiego psychologa Steve’a Taylora dorośli wyraźnie odczuwają szybko upływające chwile, ponieważ przyzwyczaili się już do świata i wszystko jest im znane. Nie otrzymują już tak wielu nowych informacji, które należy zapamiętać. Z kolei najmłodsi odbierają czas jako płynący wolniej, gdyż chcąc zrozumieć świat i istniejące w nim zjawiska, bardzo uważnie obserwują wszystko, co dzieje się wokół. Przetwarzają w ten sposób ogromną ilość informacji.

Skupienie na priorytetach

Czas pędzi nieubłaganie także wtedy, gdy chcemy osiągnąć jakiś konkretny, wysoce pożądany cel. Kiedy bardzo czegoś pragniemy, a do tego jesteśmy przekonani, że nasz plan da się wykonać, wówczas, jak pokazują badania przeprowadzone na University of Alabama, redukujemy myśli oraz emocje do tych, które są związane właśnie z tym dążeniem. To sprawia, że realizacji zadania poświęcamy całą uwagę. Ileż to razy zdarzyło nam się nie usłyszeć wołania naszego własnego dziecka, podczas gdy byliśmy pochłonięci wcielaniem w życie ważnego zamierzenia? Dzieje się tak dlatego, że nasza uwaga podążała tylko jedną drogą i mieliśmy klapki na oczach.

Naprzód, w drogę!

Amerykański uczony z uniwersytetu w Chicago, profesor Eugene Caruso, wraz ze swoim zespołem udowodnił, że przyszłość wydaje się nam zawsze bliższa niż przeszłość. Co więcej, właściwość ta dotyczy różnych wymiarów życia. I tak na przykład ulegamy złudzeniu, że miejsca czy obiekty, do których podążamy, wydają nam się bliższe niż te, od których się oddalamy – choć w rzeczywistości dzielą nas od nich jednakowe odległości.
Podobnej iluzji ulegamy w przypadku postrzegania czasu. Odczuwamy mianowicie, że zdarzenia, które mają mieć miejsce w przyszłości, wydarzą się stosunkowo szybko, ponieważ, jak wskazuje zespół profesora Caruso, zdążamy w ich kierunku. Działa wówczas psychologiczny mechanizm przygotowujący nas na najlepsze przeżycie tego, co ma się zdarzyć. Mózg angażuje energię w analizowanie wszelkich dostępnych zmiennych, aby zdarzenie, które nas czeka, było dla nas możliwie najkorzystniejsze. Przeszłość natomiast subiektywnie wydaje się nam bardziej odległa, ponieważ nie poświęcamy zbyt wiele uwagi zdarzeniom, na które w żaden sposób nie mamy już wpływu. W kwestii tego, co już było, mózg redukuje swoje działania do minimum.

Stanąć w zachwycie

Istnieje wiele sytuacji, w których nasz subiektywny odbiór upływu czasu zdaje się przyspieszać lub zwalniać. Jedną z okoliczności wpływających na jego spowolnienie jest podziw i zaduma. Spowalniający czas stan kontemplacji i zachwytu towarzyszy nam na przykład, gdy stajemy na szczycie góry, oglądamy zorzę polarną czy wsłuchujemy się w dźwięki ulubionej muzyki. Naukowcy ze Stanford University oraz University of Minnesota dowiedli, że wprawienie człowieka w stan zadumy oraz podziwu wywołuje w nim wrażenie, że ma on znacznie więcej czasu niż w rzeczywistości. Stajemy się wtedy bardziej cierpliwi, a wskazówki zegara tykają jakby wolniej.

Gdy strach odmierza czas

Kiedy czekamy na urzędniczą odpowiedź w ważnej dla nas sprawie lub na wyniki badania wykluczającego poważną chorobę, czas zdaje się wlec w nieskończoność. Wołamy z niedowierzaniem: „To dopiero czwartek?! Jak to możliwe?”. Podobnego zafałszowania odnośnie do prędkości upływu czasu doświadczają ofiary wypadków. O sekundowym momencie kolizji aut opowiadają często tak, jakby działo się ono w zwolnionym tempie. Jak dowodzi neurobiolog David Eagleman, istotną rolę pełni tu ciało migdałowate. Ten obszar centralnego układu nerwowego sprawia, że w warunkach silnego stresu gromadzimy dużo więcej wspomnień aniżeli w każdej innej sytuacji życiowej. Bogactwo wspomnień zebrane w sytuacji budzącej strach wywołuje wrażenie, że trwała ona niewspółmiernie długo w stosunku do stanu faktycznego.

Nie można zaprzeczyć, że czasu chciałoby się mieć raczej w nadmiarze. Miło byłoby pomyśleć, że nie tylko zdarzenia i emocje wpływają na to, jak odbieramy jego upływ, ale sami także możemy nieco wydłużyć wybrane momenty. Jak sprawić, by dobre chwile pamiętać jako dłuższe i wstrzymać wskazówkę zegara?

  1. Nie poddawać się rutynie i każdego dnia jak dziecko – z uwagą doświadczać czegoś nowego.
  2. Unikać sytuacji wyczerpania stresem.
  3. Kontemplować chwile w zachwycie.
  4. Wyznaczać sobie cele, które będą kierunkowały nasze działania.
  5. Wspominać dobre momenty.