Jesteś kompozytorem i reżyserem dźwięku. Która rola odpowiada Ci bardziej?

Kompozytor to twórca, który kreuje muzykę od podstaw. Reżyser dźwięku z kolei to bardziej menedżer, nierzadko mający pod sobą kompozytorów realizujących nakreśloną przez niego wizję muzyczną. Zdecydowanie bardziej czuję się kompozytorem, ponieważ najmocniej pociąga mnie nieskrępowana kreacja. Ja kocham tworzyć! Uwielbiam to, żyję tym i chcę dzielić się swoją twórczością ze słuchaczami. Czuję wtedy, że wpływam na cudze emocje, a moja muzyka potrafi pobudzić zmysły. Reżyseria dźwięku, choć niezwykle ważna, to już mniej sztuka, a bardziej rzemieślnictwo związane z logistyką, zarządzaniem produkcją i przekonywaniem zależnych ode mnie twórców do kroczenia w jednym, uprzednio wytyczonym kierunku. Reasumując, czym innym jest komponować, a czym innym mówić, by inni robili to w określony sposób…

Mija 25 lat, odkąd zacząłeś komponować muzykę do gier komputerowych. Czy od początku upatrywałeś w tym swoją drogę do kariery, czy też była to najpierw młodzieńcza przygoda?

Na początku to było hobby. Mało tego, hobby, które mi… narzucono! Historia ta z czasem stała się sympatyczną anegdotą i momentami trudno mi uwierzyć, że naprawdę zostałem kompozytorem z przypadku. Mówiąc wprost, o tym, że zostanę muzykiem, zadecydowali moi koledzy. Dlaczego? Otóż stworzyli grupę demoscenową (subkultura funkcjonująca głównie w latach 90., zrzeszająca komputerowych twórców artystycznych form audiowizualnych – przyp. red.), do której i ja chciałem należeć. Okazało się, że aby móc być jej członkiem, muszę zostać kompozytorem, bo tylko takiej osoby im brakowało. Zatem spróbowałem swoich sił, a im się spodobało, więc mnie przyjęli, i dalej konsekwentnie działałem w tej dziedzinie. Dziś brzmi to abstrakcyjnie, ale tak zaczęła się moja przygoda z muzyką i z niedowierzaniem przypominam sobie własne początki. Co ciekawe, nie miałem wówczas pojęcia ani o kompozycji, ani nawet o tym, czy mam talent. To, co dzieci poznają dziś w szkołach muzycznych na pierwszych zajęciach, ja odkrywałem latami sam, krok po kroku. Niezmiennie towarzyszyła mi jednak ogromna radość tworzenia. Nie chcę być nieskromny, ale mówi się dziś ponoć, że jestem znaczącym i wziętym kompozytorem. A ja po prostu dobrze się bawiłem, dochodząc do wszystkiego po omacku, metodą prób i błędów, nie przypuszczając, że kiedyś osiągnę to, co buduje dziś moje portfolio. Chciałem tworzyć i nie miałem bladego pojęcia o tym, dokąd może mnie to zaprowadzić.

Pośród wielu znanych gier, do których stworzyłeś muzykę, pojawiła się ta szczególna – słynny, kultowy wręcz „Wiedźmin”. Jeden z zagranicznych recenzentów uznał Twoją pracę za epokowe osiągnięcie. Czy uważasz wkład w tę produkcję za swoje opus magnum?

To projekt dla mnie szczególny, bo dał mi możliwość wypowiedzenia się szerzej muzycznie. Do tamtej pory komponowałem przede wszystkim muzykę do gier, które nie potrzebowały emocji. Tworzyłem po prostu dynamiczne tło muzyczne podkreślające równie dynamiczną rozgrywkę. „Wiedźmin” stał się punktem zwrotnym w mojej karierze kompozytorskiej, gdyż w końcu zacząłem pisać melodie i tworzyć muzykę, której można było słuchać i która mogła funkcjonować jako byt autonomiczny, a nie tylko dźwiękowa ilustracja konkretnych akcji. Nie ukrywam przy tym, że potężna kampania marketingowa gry i jej światowy sukces bardzo mi pomogły. Świat dowiedział się, kim jest Wiedźmin, pokochał go i zwrócił się zarówno w stronę literackiego oryginału Andrzeja Sapkowskiego, jak i muzycznej wizji Adama Skorupy. Niemniej gra stała się dla mnie nie tylko błogosławieństwem, ale i po trosze przekleństwem. Muzykę do komputerowych przygód Geralta z Rivii stworzyłem 13 lat temu, a jednak do tej pory wciąż pozostaję głównie „tym kompozytorem od Wiedźmina”. Nie przeczę, często otwiera to drzwi na ścieżce kariery, ale zarazem nieco mnie szufladkuje, choć wiele od tego czasu się nauczyłem i jeszcze więcej osiągnąłem. To naprawdę ważny punkt w moim artystycznym portfolio, ale lubię myśleć i wręcz przekonany jestem, że opus magnum mam wciąż przed sobą.

Adam Skorupa to ZATEM nie tylko gry. Jesteś autorem ścieżki dźwiękowej do stworzonego dla Muzeum Powstania Warszawskiego filmu „Miasto Ruin”, A to nie jedyny Twój romans z filmem.

Dość płynnie przeszedłem od gier do innych form audiowizualnych. Z czasem zacząłem komponować na potrzeby bajek czy filmów fabularnych, ale również audiobooków, reklam i spotów promocyjnych. Stworzyłem też kompleksową oprawę dźwiękową dla stacji telewizyjnych w kraju i za granicą, np. przygotowałem identyfikację muzyczną arabskiej Al-Dżaziry, a także jednego z kluczowych programów informacyjnych polskiej telewizji publicznej. Na zamówienie Kataru napisałem muzykę do dwóch filmów animowanych związanych z tamtejszym świętem niepodległości. Co dla mnie miłe, miałem wówczas do dyspozycji całą orkiestrę symfoniczną, by z jej pomocą nagrać łącznie ponad godzinę soundtracku. Filmy były dla mnie naprawdę dużym wyzwaniem, musiałem komponować żywiołową, niemal disneyowską muzykę, która miała reagować na dynamicznie zmieniające się emocje zawarte w obrazie. Czasem mówię, że to była jazda bez trzymanki, ale szalenie miło wspominam tę przygodę.

Współpracowałeś też z Tomaszem Bagińskim.

Tak, przy jego „Kinematografie” oraz filmie animowanym promującym polską prezydencję w Unii Europejskiej. To ciekawy przypadek, dlatego że po raz pierwszy nie komponowałem tu pod gotowy obraz. Można powiedzieć, że to film został przygotowany pod moją muzykę. Stworzyłem walca, który trafił potem na warsztat Agustina Egurroli. Ten ułożył do niego kompletną choreografię. Na jej bazie z kolei ekipa Bagińskiego wykreowała finalną animację. Studio Platige Image pracowało nad efektem finalnym przez dziewięć miesięcy.

Ścieżka kariery zaprowadziła Cię ostatnio jeszcze dalej. Niedawno w sieci pojawiły się Twoje zdjęcia z orkiestrą w Szanghaju. Czyżby ukoronowanie Twojej twórczości?

W ramach wymiany kulturalnej z Państwem Środka, w prestiżowej sali Shanghai Oriental Arts Center odbył się koncert muzyki z polskich gier komputerowych. Jak to ładnie określono, wydarzenie stało się bezprecedensową okazją do przekrojowej prezentacji osiągnięć polskiej branży elektronicznej rozrywki. Instytut Polski w Pekinie, który współorganizował imprezę, niezwykle mnie zaskoczył, wystosowując zaproszenie również do mnie, bym stał się częścią tego wydarzenia. Zagraliśmy tam koncert dla 1,5 tys. osób, w tym ważnych osobistości z Polski i Chin. Na scenie było ponad stu instrumentalistów! Czy to ukoronowanie mojej dotychczasowej pracy twórczej? Myślę, że tak można to określić. Powiem wprost – byłem dumny, mogąc reprezentować Polskę w Chinach i jednocześnie prezentować rodzime osiągnięcia, które zdobyły uznanie na całym świecie. Kiedy patrzę wstecz, zdaję sobie sprawę, że spełniłem chyba wszystkie swoje zawodowe marzenia. Wysłuchanie własnych kompozycji granych na żywo przez profesjonalną orkiestrę było jednym z nich!

Czy dźwięki to dla Ciebie wyłącznie tworzywo, czy też związany jesteś z nimi emocjonalnie?

Dźwięki są częścią mojej pracy. Uważnie więc słucham świata – i jako twórca, i jako odbiorca. Wielokrotnie sam zadawałem sobie pytanie, czy słuchowcem stałem się dlatego, że zostałem sound designerem, czy też odwrotnie – tworzę muzykę i dźwięki, bo przede wszystkim wsłuchuję się w otaczający mnie świat. Rzadko kiedy zapamiętuję rzeczy, patrząc na nie tak, jak to robią wzrokowcy. Za to gdy mogę je usłyszeć, mocno zapadają mi w pamięć. Dla przykładu, by przyswoić sobie kod PIN do własnej karty kredytowej, musiałem go przeczytać na głos i to usłyszeć. Słucham świata uważnie, czuję i widzę dźwięki, niezależnie od tego, jak bardzo niematerialnym są zjawiskiem. To moja życiowa przygoda…

Twoja twórczość oceniana jest wysoko, ale w wielu przypadkach są to prace komercyjne. Czy to znaczy, że można być jednocześnie artystą i biznesmenem?

Może zabrzmi to banalnie, ale dziś każdy artysta musi być jednocześnie zdolnym menedżerem. Nie piszę do szuflady i nie chcę być artystą, który opleciony pajęczynami umarł w zapomnieniu. Pragnę, by moja muzyka była słuchana. Nie mogę więc siedzieć z założonymi rękami, czekając, aż ktoś zapyta, czy mam coś nowego w zanadrzu. Nie wystarczy być zdolnym. Trzeba też umieć swój talent godnie sprzedać, wypromować, upowszechnić. Myślę, że złoty środek polega na tym, by ze sztuki uczynić biznes, a z biznesu sztukę.

Komponowanie to niewątpliwie sztuka. Ale czy to nadal dobry biznes w dobie darmowych internetowych bibliotek z muzyką i dźwiękami?

Podobne pytanie zadałem sobie chyba dziesięć lat temu, gdy w sieci pojawiły się pierwsze serwisy oferujące muzykę określaną jako royalty free. Na początku dałem się ponieść defetyzmowi i uznałem, że stracę szansę utrzymania się na rynku. Kto będzie chciał zamawiać kompozycje, skoro może za przysłowiowy grosz kupić „gotowce”? Minęła jednak cała dekada, a ja nadal żyję z muzyki i to chyba najlepszy dowód na to, że twórcy filmów, animacji i gier wciąż potrzebują spójnej ścieżki dźwiękowej z duszą, pisanej dokładnie pod ich wizję, a nie losowo dobieranych utworów, które będzie potem można usłyszeć w dziesięciu innych produkcjach, od reklamy mydła po filmy dla dorosłych. Muzyka pisana na wyłączność pozostaje bezkonkurencyjna.

Adam Skorupa

Kompozytor, reżyser dźwięku. Pochodzący z Wrocławia samouk, którego kompozycje docenia się na całym świecie. Na koncie ma sześć płyt z muzyką elektroniczną, przeszło cztery tysiące utworów, 60 gier z muzyką lub efektami dźwiękowymi, identyfikacje muzyczne znaczących światowych sieci telewizyjnych i prestiżowy koncert w Szanghaju, a to tylko część jego bogatego portfolio. Jako autor ścieżek dźwiękowych do wielu znanych gier, w tym kultowego „Wiedźmina”, otrzymał w 2017 roku nagrodę Golden Pixel za wybitny wkład w rozwój polskiej branży gier wideo.

An Interview with the Composer Adam Skorupa: Passion for Sound

His business is art, and art is his business. Adam Skorupa, probably the most well-known Polish music composer for high-budget computer games, has not only created the soundtrack for “The Witcher” but also produced music for television networks around the globe. Today he reveals that his career as a composer kicked off… absolutely by chance!

You are a composer and a sound director; which one of the two do you identify with the most?

A composer essentially creates music from scratch while a sound director is more of a manager – often with other composers working for him to bring his musical vision to life. I identify most with being a composer because I am drawn mostly to the free process of creation. I just love to create! I adore it, I live it and I want to share my work with others. It is only then that I feel I can influence people’s emotions, and that my music can stimulate the senses. Sound design on the other hand, although extremely important, is less of an art, and it involves more craftsmanship, logistics, production management as well as managing the artists who are working for me, getting them to continue to head in the previously outlined and agreed musical direction. In other words, to compose one’s own music and to tell others how to compose music are two very different things.

It’s been 25 years since you started composing music for computer games. Have you always seen this as a career, or did it start out more as an adventure?

At first it was a hobby, in fact one that was… imposed on me! Over time, this has become an anecdote and sometimes it is hard even for me to believe that I really became a composer by chance. Simply put, my mates decided that I would become a musician. Why? Well, they started a “demoscene” group [a type of computer art subculture that was active mainly in the 90s, bringing together computer creators of audio-visual artistic forms] and I wanted to join too. It so happened that they were needing a composer and if I wanted to become a member, I had to become one. So, I tried my hand at it, they liked what I came up with and just like that I was part of the group. Since then I have never stopped “trying my hand” at composing. Though today it may sound surreal, this is how my adventure with music began and even I recall my own beginnings with some disbelief. Interestingly, at that time I had no idea about composing or even whether I had a talent for it. What children learn today in music schools in their first few classes, I had to work out by myself over the years, step by step. However, the great joy of creation has never left my side. At a risk of sounding boastful, these days I am being described as a noteworthy and successful composer; the fact is though, all I have ever done is to have a really good time working things out using the trial and error method, not at all expecting that someday I’ll achieve what I have accomplished. I wanted to create, and I had no idea where this would lead me one day.

Among the many well-known games you composed music for, there is one really special one – the iconic, “The Witcher”. One reviewer recognized your work as an epoch-making achievement. Do you consider your contribution to this production to be your opus magnum?

This project is special for me because it gave me the opportunity to express myself musically a little bit more. Until then, I composed music primarily for games that did not require so much emotion. Up until then I would simply create dynamic background music that emphasized an equally dynamic gameplay. “The Witcher” became a turning point in my composing career because I finally began to write melodies and create music that could be listened to on its own and could function as an autonomous entity, not just a sound designed to illustrate specific actions. I’m not going to lie; the game’s powerful marketing campaign and its global success have helped me a lot. People around the world learned who the Witcher was and loved him, which in turn led to them exploring Andrzej Sapkowski’s literary work as well the musical vision of Adam Skorupa.

Nevertheless, as much as the game has been a blessing to me, it can also be bit of a curse at times. I created music for Geralt of Rivia’s computer adventures 13 years ago, and yet I still only remain known as “that composer from The Witcher”. I won’t deny it, it has opened many doors and continues to do so, but at the same time it labels me in a way, even though I have learned a lot since then, and achieved more too. This is really an important part of my portfolio, but I like to think that I still have my opus magnum ahead of me.

The Adam Skorupa we know and love isn’t just about games though. You also composed the soundtrack to the film, “City of Ruins” created for the Warsaw Uprising Museum. And this is not your only affair with the film industry.

My transition from working uniquely in the gaming industry to creating other audio-visual forms went quite smoothly. Over time, I began to compose for animated films and feature-length films, as well as audiobooks, ads and promo spots. I also created comprehensive sound designs for TV networks at home and abroad – for example, I prepared the musical identity for Al-Jazeera, as well as for one of the key news programs for Polish public television.

I wrote music for two animated films related to Qatar National Day. What was nice, I had an entire symphonic orchestra at my disposal to record a total of over an hour of soundtrack. Creating for feature-length films presented a big challenge for me; I had to compose lively, “Disney-like” music which had to relate to the dynamically changing emotions expressed in the moving pictures. Sometimes I think of it as a roller-coaster ride, but I recall it as a very special adventure.

You’ve also worked with Tomasz Bagiński.

Yes, I worked with him on, “The Kinematograph” as well as on an animated film promoting the Polish presidency in the European Union. This is an interesting case, because for the first time I did not compose music for a finished motion picture. You could in fact say that the film was created to go with my music. I wrote a waltz, which was later choreographed by Agustin Egurrola. Based on his dancing, Bagiński’s team created an animation. Following that, the Platige Image Studio worked on the final cut for nine more months.

More recently your career path has led you even further. Not long ago, photos of you with an orchestra in Shanghai appeared on the web. Would you say it’s the “cherry on top” of your portfolio?

As part of the cultural exchange with China, a concert of music from Polish computer games took place in the prestigious Shanghai Oriental Arts Center. The event presented an unprecedented opportunity for a wide-ranging retrospective of the achievements of the Polish gaming industry. The Polish Institute in Beijing, which co-organized the whole event, surprised me immensely by issuing an invitation for me to take part in it also. We played a concert there in front of an audience of one and a half thousand, including important people and celebrities from Poland and China. There were over one hundred musicians on stage! Is this the “cherry on top” of my creative work so far?I think it can be described as such. To put it simply – I was proud to represent Poland in China and at the same time to take part in presenting important Polish achievements that have gained recognition around the world.

When I look back, I realise that I have probably fulfilled all my professional dreams. Listening to my own compositions played live by a professional orchestra was certainly one of them!

Do sounds only serve you as “material”, or do you feel emotionally connected to them?

Sounds have always been a part of my work. So, I listen to the world attentively – both as a creator and as a listener. I have often asked myself whether I became a listener because I became a sound designer or is it the other way round – I create music and sounds, because first I learned to listen to the world around me. I rarely remember things after just seeing them, like visual learners would. But when I hear something, I remember it very clearly. For example, to remember the PIN for my credit card, I had to read it aloud and hear it. I listen to the world carefully, feel and “see” sounds, no matter how non material they are. This is the adventure that is my life…

Your work has always been very well regarded, and a lot of it has been commercial. Would you say one can be both an artist and a businessman?

This may sound rather simple, but today every artist has also to be a talented manager. I do not write music in order to hide it in a drawer and I do not want to be an artist who dies, his music wrapped in cobwebs and he is quickly forgotten. I want my music to be listened to. So, I can’t sit with my arms crossed, waiting for someone to ask if I have something new up my sleeve. It is not enough to be talented. You also need to be able to sell, promote and publicise your talent with self-worth. I think the happy medium is being able to turn your art into business and your business into art.

Composing undoubtedly is a form of art. But is it still good business in an era of free online libraries with music and sounds?

I asked myself a similar question 10 years ago, when the first services offering music known as “royalty free” appeared on the web. At first, I let myself feel defeated and thought I wouldn’t stand a chance keeping up with the market. Who would want to order compositions such as mine, if they could buy “ready-mades” for a paltry penny? A whole decade has passed since then however, and I still make a living through music. This is probably the best proof that film – animation – and game – makers still need coherent, soulful soundtracks written exactly with their vision in mind, rather than a bunch of random songs that can be later heard in ten other productions, from soap commercials to X-rated movies. Music written exclusively for a certain film or a game remains unrivalled.

Adam Skorupa

A self-taught composer, sound director and sound designer from Wrocław, Poland, whose music has gained popularity all around the world. He has produced six albums with electronic music and over four thousand compositions. Sixty games use the music or sound effects he created. All this, along with the development of musical identities for some of the most significant global TV networks and a prestigious performance in Shanghai are only a small part of his extensive portfolio. As the author of soundtracks for many well-known games, including the iconic, “The Witcher”, he won the Golden Pixel Award in 2017 for his outstanding contribution to the development of the Polish video game industry.