Tabórz na pierwszy rzut oka niczym szczególnym się nie wyróżnia – ot, kameralne letnisko niedaleko Ostródy, z jeziorem pośrodku i lasem dookoła. Jednak to właśnie rosnące wokół niego lasy stworzyły Kanał Elbląski.

Na początku była sosna

Historia ta zaczyna się od drzewa – zdawać by się mogło pospolitego, a jednak to tutaj rosły (i nadal rosną!) sosny doskonale nadające się na materiał na maszty okrętów. Słuszna wysokość i odpowiednia wytrzymałość. Jedno i drugie to nie do końca zasługa natury. Sosna taborska była udanym mariażem lokalnego mikroklimatu i pomysłowości pruskich leśników. Aby zmotywować ten gatunek do pięcia się, sadzono go obok buków, z którymi musiał rywalizować o światło. Takie proste, a jakie skuteczne! Co bardziej wyrośnięte drzewa dochodziły do czterdziestu metrów, czyli mniej więcej tylu, ile mierzą jedenastopiętrowe bloki. Świat pożądał sosny taborskiej i był skłonny płacić za nią krocie (jedna warta była tyle, co kilogram złota). Był tylko jeden mały problem – transport.

Podróż (nie tylko) w czasie

Mamy pierwszą połowę XIX wieku. W okolicach Taborza porządnych dróg brak, ale nawet gdyby były, na niewiele by się zdały. Kolei żelaznej też ani widu, ani słychu. Jedyna możliwość to spław drewna Drwęcą i Wisłą do Bałtyku. Mocno naokoło, oględnie mówiąc. Nie wspominając już o kosztach i czasochłonności takiego rozwiązania. Pomysł, by siecią kanałów spiąć Pojezierze Iławskie z Bałtykiem, nie był nowy, i zapewne Kanał Elbląski powstałby wcześniej, gdyby nie geograficzny drobiazg – różnica poziomów między początkiem a końcem Krainy Kanału Elbląskiego wynosiła ponad sto metrów.

Zwykle w takich przypadkach stosuje się śluzy, ale tutaj potrzebne byłyby aż trzydzieści dwie, z czego dwadzieścia osiem przepustów musiałoby powstać między Buczyńcem a jeziorem Druzno. Ten fragment kanału ma bowiem aż dziewięć kilometrów.

Inżynier od spraw beznadziejnych

Niewiele o nim wiadomo, do niedawna nie było nawet pewne, jak wyglądał. Nieliczne pewniki w życiorysie Georga Jacoba Steenkego to miejsce urodzenia (Królewiec), liczba żon (dwie), posada inspektora grobli i wałów oraz fakt, że w poszukiwaniu sposobu na nadliczbowe śluzy wyruszył do USA na wizję lokalną kanału Morris w stanie New Jersey. To tam po raz pierwszy zastosowano pochylnie.

Działanie pochylni to czysta fizyka i sto procent natury. By łódź mogła pokonać wzniesienie, najpierw wpływa na wózek – ażurową konstrukcję kursującą wahadłowo po szynach. Wózki z kolei napędza energia wody spadającej na łopatki koła wodnego. Steenke wykorzystał to rozwiązanie na Kanale Elbląskim w pięciu pochylniach (Buczyniec, Kąty, Oleśnica, Jelenie, Całuny), które zastąpiły dwadzieścia osiem śluz. I zastępują je do dziś, bo prostota hydrotechnicznych rozwiązań inżyniera Steenkego okazała się ponadczasowa. W pochylniach na Kanale Elbląskim od blisko stu sześćdziesięciu lat wciąż działają maszyny, które zaprojektował. To też jedyne miejsce na świecie, gdzie statki „pływają” po trawie, bo pochylnie na kanale Morris to już historia.

Kraina turystycznej obfitości

Paradoks Kanału Elbląskiego polega na tym, że transportowi sosny taborskiej niespecjalnie się przysłużył. W czasie gdy go kopano, do Ostródy dotarła kolej. Georg Jacob Steenke wyczuł, co się święci. Żeby jego opus magnum miało rację bytu, postawił na działania, które dziś nazwalibyśmy marketingiem turystycznym. Założył, że przyszłością kanału nie będzie fracht, lecz letnicy. Nie pomylił się i tym razem, a stateczki wycieczkowe pojawiły się na Kanale Elbląskim wkrótce po otwarciu.

Do dziś niewiele się zmieniło. Sezon na Kanale Elbląskim trwa od majówki do końca września (a jeśli pogoda dopisuje – nawet dłużej). Rejsy turystyczne zaczynają się w Ostródzie, Buczyńcu lub w Elblągu. W pierwszym wariancie trwają cały dzień, a prócz pochylni pokonuje się również śluzy. W drugim i trzecim na statku spędza się blisko pięć godzin, a po wszystkim autobus odwozi uczestników na miejsce startu. Ciekawą opcją są wycieczki tylko przez dwie pochylnie, które pokonuje się w obie strony. Ten wariant możliwy jest z Buczyńca. Działa tam też Izba Historii Kanału Elbląskiego, w której szczegółowo wytłumaczono zasady działania pochylni. Ekspozycja spodoba się również najmłodszym.

Ale Kraina Kanału Elbląskiego to nie tylko zabytki techniki i turystyka wodna. To także czyste powietrze, jeziora, lasy (sosny taborskie wciąż szumią wokół Taborza), setki kilometrów zróżnicowanych szlaków rowerowych, urocze miasteczka, dwory i pałace, świetna lokalna kuchnia oraz… ślimaki!

Smaki Krainy Kanału Elbląskiego

To nie pierwsze lepsze winniczki spod krzaka, ale pasione na mniszku lekarskim ekologiczne okazy z wolnego wybiegu. Ślimaków hodowanych w gospodarstwie Snails Garden można skosztować na miejscu. Dla tradycjonalistów przyrządza się je z odrobiną czosnku i masła, dla odważnych w czekoladzie jako praliny, a na przełamanie lodów – w formie klasycznego burgera. Co ciekawe, ślimaki w siedemnastowiecznej Polsce były popularnym daniem postnym (a w surowych czasach kontrreformacji pościło się znacznie częściej niż teraz). W Snails Garden mieszkają również inne zwierzęta, w tym przygarnięte konie, a po farmie oprowadza samozwańcza przewodniczka Basia, w czym pewnie nie byłoby nic dziwnego, gdyby nie pewien drobiazg: Basia jest owcą.

W poszukiwaniu tradycyjnych smaków Krainy Kanału Elbląskiego koniecznie trzeba się wybrać do Zajazdu pod Kłobukiem w Małdytach. Już siedziba restauracji robi wrażenie – wygląda jak gotycki zameczek, choć była zaledwie przypałacową oficyną. W czasie powstawania Kanału Elbląskiego mieszkał tu i pracował Georg Jacob Steenke, a we frontowej ścianie wciąż znajduje się pamiątka po jego urzędach: geodezyjny reper. Ojcem chrzestnym zajazdu był z kolei Zbigniew Nienacki. To twórca Pana Samochodzika zasugerował, by restaurację nazwać na cześć warmińskiego diabełka – strażnika domowego miru, który psoci tylko wtedy, gdy nie zostanie dobrze nakarmiony. W Kłobuku to akurat nikomu nie grozi. Menu restauracji czerpie z tradycji kulinarnych Warmii i Oberlandu – bazuje na lokalnych produktach (z których część pochodzi z grządek na tyłach zajazdu), a jednym z najbardziej reprezentatywnych dań są klopsy królewieckie: wołowo-cielęce pulpety wpisane na listę produktów tradycyjnych województwa warmińsko-mazurskiego.

The Elbląg Canal

The Elbląg Canal was brought into existence thanks to the wonders of nineteenth-century technical progress. It is over eighty kilometres long and is the only place in the world where ships “float” on grass.

At first glance, the village of Tabórz does not particularly stand out in any way – surrounded by forests and a lake in the middle. It is just a quiet summer resort near Ostróda, however, these very forests are the reason behind the creation of the Elbląg Canal.

In the beginning there was a pine tree

This story begins with a tree – one could say a common one, many of which used to (and still do!) grow here: local pine trees are perfectly suited for cutting into ship masts. And it’s not just down to nature. Their perfect height and acceptable strength are a result of the perfect union between the local microclimate and the ingenuity of Prussian foresters. To motivate this species to grow tall, the pine trees were planted next to beech trees with which they had to compete for light. Such a simple, yet such an effective idea! What’s more, the trees grew up to forty meters high, which is about as high as a fourteen-story building. People from all over the world (across Europe) needed pine wood from Tabórz and were willing to pay a lot for it (wood from one tree could be worth as much as a kilogram of gold). There was only one small problem – transportation.

(Not just time) travel

We are in the first half of the nineteenth century. There are no decent roads around Tabórz, and even if there were, they would be of little use. A rail connection is also nowhere to be seen. The only option is to transport the wood using the rivers, Drwęca and Vistula, all the way to the Baltic Sea. Very much the long way around, to say the least. Not to mention how costly and time consuming such a solution is. The idea of connecting the Iławskie Lakeland with the Baltic Sea through a network of canals wasn’t new, and probably the Elbląg Canal would have been created earlier had it not been for one geographical triviality; the difference in water levels approaches one hundred metres between the beginning and the end of the land around the Elbląg Canal.

Usually sluice gates are used to overcome these problems, but thirty-two would be needed here, and twenty-eight culverts would have to be built between Buczyniec and Druzno Lake alone (and this part of the channel features a difference in height for over nine kilometres).

Georg Jacob Steenke. Little is known about him, and until recently we weren’t even sure what he looked like. The very few certainties in his biography of are: his place of birth (Konigsberg), the number of times he was married (twice), his job (inspector of dikes and embankments), and the fact that in search of a way to solve the problem of additional locks he set off to the USA to investigate the Morris Canal in the state of New Jersey. This is where inclined planes and ramps were used for the first time.

The system of inclined planes operates on simple physics. In order for the boat to go over a hill, it must first board a carriage – an open-work structure running on parallel rail tracks. These carriages are, in turn, powered by the energy of the water falling on the paddles of a water wheel. Steenke used this solution on the Elbląg Canal in four out of five slipways (Buczyniec, Kąty, Oleśnica, Jelenie), which were built instead of the planned twenty-three sluice gates that would have been needed otherwise. The carriages of the lowest slipway in Całuny, which replaced the five locks already in existence, are powered by a Francis turbine instead of water wheels. The simplicity of Steenke’s hydraulic engineering solutions have proved timeless. The slipways on the Elbląg Canal have been using the machinery designed by him for almost one hundred and sixty years. It is also the only place in the world where ships appear to “float” on grass. The slipways on the Elbląg Canal and Morris Channel are now a part of history.

A land of tourists

The paradox of the Elbląg Canal is that it didn’t end up being used for the transport of pine trees. While it was being dug, the railway connection reached Ostróda, and Georg Jacob Steenke sensed that it could bring his project to a halt, if not to an end. To make sure his opus magnum was finished, he focused on activities which we would today call tourism marketing. He assumed that the future of the canal would not be freight, but people, tourists. Once more, he was not wrong, as cruise boats began to appear regularly on the Elbląg Canal shortly after its opening.

To date, little has changed. The tourist season on the Elbląg Canal lasts from May to the end of September (and if the weather is good – it goes on for longer). Cruises set off from Ostróda, Miłomłyn, Buczyniec and Elbląg. The first and second last two and a half hours, and in addition to the ramp, these also take you through the locks. The third and fourth last nearly five hours, and after the trip a designated bus takes the participants back to their starting place. Another interesting option is a trip which only goes through two slipways, ones you go through both ways, starting in Buczyniec. There you will find the Elbląg Canal History Museum, which explains in detail how the ramps operate. This exhibition is a big hit among children.

But the Elbląg Canal is so much more than just technical monuments and tourism. It’s also clean air, lakes, forests (plenty of pine trees still surround Taborz), hundreds kilometres of various bicycle routes, charming towns, manors and palaces, great local cuisine and… snails, or – shall we say – l’escargots!

Flavours of the land of the Elbląg Canal

These are not some random slugs from under just any bush, but eco free-range dandelion-fed snails. Bred in the Snails Garden, these can be tasted as escargots on site. For traditionalists, they are prepared only with a little garlic and butter, for those who are feeling a little braver, they’re dipped in chocolate and served as pralines, and for those who only want to dip their toe in the water, they’re served as a burger. Interestingly, in seventeenth-century Poland escargots were a popular fast dish (and in the harsh times of the Counter-Reformation, people fasted much more often than now). Other animals also live in the Snails Garden, including horses (former strays), and the farm’s self-appointed guide Basia (which probably would not be surprising if it wasn’t for one little detail: Basia is a sheep).

In search of the traditional flavours of the land of the Elbląg Canal, you must visit the Inn near Kłobuk in Małdyty. The restaurant is very impressive – it looks like a Gothic castle, although it once was only a palace outbuilding. Georg Jacob Steenke lived and worked here when designing the Elbląg Canal, and there is still a little something reminding us of him on one of the walls: a geodetic mark. Zbigniew Nienacki, the creator of Pan Samochodzik (Polish for Mister Automobile), was the godfather of the Inn. He suggested that the restaurant ought to be named after the Warmian devil – the guardian of homely peace, who only gets mischievous if not fed well. In Kłobuk, no one need be afraid of this. The restaurant’s menu draws on the culinary traditions of Warmia and Oberland – and is based around locally sourced products (some of which come from the garden at the back of the inn). One of the best dishes to try is the beef and veal meatballs, which feature on the official list of traditional products of the Warmian-Masurian Voivodeship.