W pierwszych – niemych – kinowych produkcjach na początku seansu pojawiały się plansze z tytułem i nazwą wytwórni. Z czasem zaczęto zamieszczać tam również nazwiska twórców i aktorów, którzy zyskiwali status gwiazd. W środku projekcji natomiast pojawiały się zapisy dialogów lub opisy uzupełniające nakręcone obrazy. Odkąd w filmach zagościł dźwięk, napisom towarzyszyła podniosła muzyka orkiestrowa – to ona była sygnałem dla publiczności, że oto nadszedł moment, by przyjść z foyer i zasiąść w fotelu, gdyż za chwilę rozpocznie się opowieść…

Czołówka pełna emocji

Rozwój kina oraz środków, którymi posługiwali się twórcy filmowi, spowodował, że reżyserzy dostrzegli potencjał w początkowych napisach. Zauważyli, że mogły one wprowadzić odpowiedni nastrój, zaciekawić, a niekiedy nawet trochę przestraszyć. Studia zaczęły zatrudniać osoby specjalizujące się nie tylko w doborze kroju pisma do prezentacji nazwisk, lecz także tworzeniu graficznej czy animowanej opowieści. Czasami sięgali po nietypowe i kolorowe kształty liter, innym razem komponowali obraz z abstrakcyjnych form geometrycznych, a niektórzy nawet specjalnie dodawali sceny będące wyłącznie tłem dla napisów. Zawsze też dużą wagę przywiązywano do muzyki, która musiała doskonale współgrać z wizualnością. Co ciekawe, duże znaczenie dla historii napisów początkowych miała telewizja. Musiała ona zmierzyć się z popularnością kina. Szukano więc takich form, które sprawią, że nawet oglądając film na małym ekranie, będzie można poczuć epickość produkcji czy wagę poruszanego tematu. Projektanci tworzyli unikatowe czołówki, w których łączyli litery i elementy graficzne w jedną animację, całość dopełniając charakterystyczną oprawą muzyczną.

Klasyk gatunku

Wielu z pierwszych twórców napisów zostało zapomnianych. W latach 50. zaczęli jednak pojawiać się projektanci, którzy dzięki swoim pionierskim dziełom zyskiwali miano rozpoznawalnych mistrzów. Niektórzy z nich do dziś inspirują kolejne pokolenia. Jednym z takich klasyków jest Saul Bass. Najpierw projektował on tylko plakaty filmowe, później zaczął tworzyć czołówki, m.in. dla takich reżyserów, jak Alfred Hitchcock, Stanley Kubrick i Martin Scorsese. Dlaczego był tak uwielbiany przez twórców i doceniany przez publiczność? Spójrzmy na jego klasyczne dzieło: napisy do filmu „Złotoręki” z 1955 roku, w którym Frank Sinatra wystąpił jako tragiczna postać uzależniona od narkotyków. Bass poprzez napisy początkowe chciał stworzyć symbol tego dramatu, jednocześnie nie uciekając się do taniej sensacji. Na początku filmu słychać muzykę jazzową. Obok listy obsady i twórców pojawiają się białe kreski, które zaczynają się łączyć: najpierw tworzą proste formy, ostatecznie przeobrażając się w ludzkie ramię (co ciekawe, w samym filmie nie pada nazwa narkotyku, ale widz bez trudu domyśli się, że chodzi o heroinę). Wrażenie abstrakcyjności szybko ustępuje miejsca poczuciu dystansu. Elementy graficzne przekształcają się tak, jak transformacji ulega sam bohater, który popada w nałóg i odcina się od rzeczywistości. Dzięki takim zabiegom napisy przestały służyć jedynie wylistowaniu nazwisk, lecz stały się silną i pełną emocji historią, która nadawała ton pierwszym scenom filmu.

Ten film nie skończy się dobrze

W latach 90. wyrosła nowa gwiazda projektowania napisów. Amerykanin Kyle Cooper umiejętnie połączył współczesne możliwości komputerowe z analogowym dziedzictwem, stając się autorem napisów do ponad 360 filmów, seriali i gier. Za swoje projekty zdobył liczne nagrody i wyróżnienia, a niektórzy nazywali go nawet „da Vincim napisów początkowych”. By zrozumieć fenomen tego twórcy, warto jeszcze raz obejrzeć początek filmu „Siedem” z 1995 roku w reżyserii Davida Finchera, który wbrew pozorom nie zaczyna się napisami. W pierwszych scenach obserwujemy dwóch detektywów przy pracy (granych przez Morgana Freemana i Brada Pitta), dopiero po pewnym czasie pojawia się czołówka. – Kiedy jako dziecko oglądałem horrory – opowiadał projektant w jednym z wywiadów –potwór nigdy nie pojawiał się wcześniej niż przy trzecim akcie. Tutaj pomyślałem, że chcę zobaczyć zabójcę wcześniej, w jakiś sposób przedstawić go poprzez napisy Cooper wykorzystał kilka notesów, które były używane jako filmowe rekwizyty, by pokazać krótkie sceny z mordercą. Widzimy, jak ktoś żyletką pozbawia się odcisków palców, wycina zdjęcia czy fragmenty słów z banknotów i zapełnia kartki drobnym pismem. Na tle tych obrazów pojawiają się nazwiska obsady – wszystkie są odręcznie napisane. Dziwna, duszna muzyka buduje nastrój całej historii. Już wiadomo, że nie będzie tutaj happy endu.

Serialowe hity

Czerpiąc z rozwoju komputerowej grafiki i animacji, a także w odpowiedzi na coraz częstsze wykorzystywanie początkowych napisów do budowania unikatowego języka filmu, telewizja nie mogła pozostawać w tyle. Kultowy już serial „Rodzina Soprano” otwierały piękne napisy, które utkwiły w pamięci fanów na długie lata. Niektórzy do tej pory zachwycają się pierwszymi minutami takich seriali, jak „Star Trek”, „Dexter” czy „House of Cards”.

I kto z nas nie przypatrywał się czołówce w animowanym serialu „The Simpsons”, gdzie za każdym razem zmieniały się drobne szczegóły? To, jak bardzo twórcy lubią bawić się napisami, widać też po najnowszych serialach na platformach internetowych… o ile nie włączymy opcji „pomiń czołówkę”. Kiedy Netflix wprowadził automatyczną funkcję umożliwiającą omijanie napisów przy kolejnych odcinkach produkcji, w filmowym środowisku zawrzało. Mówiło się nawet o zabijaniu sztuki projektowania! Wkrótce wprowadzono to jako jedną z możliwości, by każdy mógł decydować, czy chce oglądać początek produkcji – i zapewne wiele osób nadal to robi. Dobrze jest jednak przyjrzeć się temu, co proponują współcześni projektanci – nawet jeśli siedzimy przed telewizorem i jeden po drugim oglądamy kolejne, niezwykle wciągające odcinki „Stranger Things”.

Na polskim podwórku

Na samym początku animacji „Twój Vincent” z 2017 roku twórcy zaznaczyli, że cały film został namalowany przez ponad stu artystów. Jesteśmy przyzwyczajeni do różnego rodzaju efektów specjalnych oraz komputerowo generowanych obrazów i aż trudno uwierzyć, że w tych czasach komuś się chce jeszcze namalować aż tyle kadrów! Dobrze zatem, że w czołówce filmu pojawia się ta informacja, po której następuje przedstawienie twórców: nazwiska pojawiają się na tle płótna, na którym widzimy pociągnięcia pędzla i fragmenty znanych dzieł Vincenta van Gogha. W końcu kamera z gwieździstego nieba zjeżdża do miasta, gdzie zaczyna się historia artysty. „Twój Vincent” zdobył liczne nagrody i uznanie krytyków na całym świecie, chociaż zabrakło tych najbardziej rozpoznawalnych (skończyło się jedynie na nominacjach do Oscarów i Złotych Globów), a sama czołówka została świetnie opisana na portalu Art of The Title.

Przyglądając się polskim produkcjom z ciekawymi napisami początkowymi, warto zwrócić uwagę na telewizję, także z tych dawnych lat. Jednym z moich ulubionych przykładów jest krótka czołówka dla przygodowego serialu „Przygody Marka Piegusa” (1967). Wykorzystano tam animację z rysunkami Bohdana Butenko, który wcześniej współpracował jako ilustrator przy książce Edmunda Niziurskiego. Należy też wspomnieć o napisach do programu „Sonda”, który bez problemu mógł konkurować z ówczesnymi zagranicznymi obrazami. Co ciekawe, wiele współczesnych polskich seriali nie ma ciekawych pomysłów, twórcy zwykle decydują się na prezentację grających aktorów z fragmentami scen. Tym bardziej trzeba podkreślić kreatywność i oryginalność przy „Ślepnąć od światła” (niezwykły pomysł z zatapianiem Warszawy) czy „Watahy” (z sugestywnym obrazem lasu).

Na koniec wspomnę jeszcze o filmie Melancholia Larsa von Triera, który jako reżyser przy czołówce współpracował z polskim studiem Platige Image, gdzie dyrektorem artystycznym jest Tomasz Bagiński. I zapewne jeszcze wiele razy, przeglądając dokładnie listę twórców różnych produkcji zagranicznych, znajdziemy polskie nazwiska.

Wybierając się do kina, warto przyjść wcześniej. Zanim skończą się reklamy, zdążymy się rozsiąść, wyłączyć telefon i od pierwszych sekund filmu będziemy mogli skupić całą uwagę na tym, co przed nami. Po finałowej scenie nie zrywajmy się jednak z fotela, ponieważ napisy końcowe również mogą skrywać ważną opowieść.

Ciekawostka

Autorzy aplikacji na urządzenia mobilne również dostrzegli potencjał w napisach początkowych – w internecie dostępne są narzędzia umożliwiające stworzenie własnych czołówek utrzymanych w rozpoznawalnym stylu (np. na stronie kassellabs.io). To gratka nie tylko dla fanów „Gwiezdnych wojen”, „Stranger Things” czy „Gry o tron”, lecz także dla każdego, kto pragnie pobudzić swoją kreatywność i wyobraźnię.

Subiektywny wybór najlepszych czołówek (w kolejności alfabetycznej)