Czy pamięta pan pierwszą napisaną przez siebie piosenkę?

Czy ją pamiętam? Choćbym chciał, nie mógłbym zapomnieć! To „Chodź, pomaluj mój świat” – efekt mojej pierwszej nagraniowej sesji z zespołem 2 Plus 1. Naszym życiem – tak sądzę – rządzą przypadki. Gdyby nie sukces tego przeboju i błyskawiczna kariera kolejnych, byłbym teraz ponurym, zgorzkniałym prawnikiem. Poszedłem jednak pod prąd ambicji rodziców i – jak się okazało – krnąbrny syn miał rację. Ta piosenka była śpiewana przez wielu wykonawców, ma już kilkadziesiąt coverów. Klub piłkarski Arka Gdynia dzięki swym żółto-niebieskim barwom przytulił tę pieśń i niejednokrotnie wielotysięczny chór kibiców śpiewa ją podczas meczów. Polecam tę wersję – dreszcze gwarantowane.

Hasłem naszego wydania jest „kunszt”. Co oznacza to słowo dla autora tekstów?

Kunszt w moim przypadku to precyzja słowa, dbałość o warsztat i o finalny szlif. Jeśli nie jestem do końca zadowolony z efektu pracy, nie wypuszczam tekstu w świat. Zwykle pracuję wieczorem i w nocy, więc poranne czujne spojrzenie bywa pomocne.

Jeśli to nie tajemnica, proszę zdradzić tajniki pańskiego warsztatu – w jaki sposób pracuje pan nad słowami do piosenki? Co powstaje najpierw – tekst czy melodia?

To pytanie zawsze pada podczas moich spotkań autorskich. Prawda jest taka, że od słowa wolałbym zaczynać tę robotę, ale na ogół trafiają do mnie najpierw kompozycje, i to w bardzo „surowych” wersjach – na etapie pierwszego pomysłu, długo przed powstaniem finalnej wersji utworu. Te dźwięki trzeba wypełnić słowem – a to już moja rola.

Gdzie szuka pan inspiracji?

Trzeba mieć zawsze ucho otwarte. Inspiracje są wszędzie, wystarczy uważnie rozglądać się dookoła – można je znaleźć w reklamach telewizyjnych, dialogach kinowych, strzępach zasłyszanych rozmów… Trzeba działać szybko, by nie uleciały. Kiedyś niezbędny był notatnik, teraz sprawdza się dyktafon w komórce.

Czy zatem można powiedzieć, że pańskie teksty powstają na bazie osobistych doświadczeń, czy też stara się pan wczuć w emocje osoby, dla której pisze?

Osobiste doświadczenie zaowocowało w utworze „Jolka, Jolka – pamiętasz” – to dokumentalny zapis mojej życiowej przygody. Krajobraz warszawskiej dzielnicy Wawrzyszew odbity w lustrze to „Szklana pogoda”. Jednak na ogół polegam na własnej wyobraźni. Genialną definicję tekściarstwa ukuł Wojciech Młynarski: „Tekst jest jak krawiectwo miarowe. Ma dobrze leżeć i nie pić pod pachami”. Staram się stosować do słów mistrza.

Współpracował pan z największymi osobowościami polskiej sceny, więc zapewne mógłby pan sypać anegdotami jak z rękawa. Dziś jednak chcemy zapytać, co według pana czyni z kogoś prawdziwą gwiazdę.

Żeby świat cię pokochał, żebyś zasłużył bądź zasłużyła na status gwiazdy, powinny się sprzęgnąć różne okoliczności. Oczywiście pożądane są cechy tak oczywiste, jak talent, pracowitość, ambicja i wola walki. Z moich obserwacji wynika jednak, że w tym środowisku bardzo pomocne bywają również cechy przez ogół uznawane za wady – i to dość poważne – egocentryzm, megalomania, często narcyzm. W każdym przypadku jednak – z pewnością – pomaga po prostu szczęście – wiele zależy od tego, by znaleźć się we właściwym miejscu, we właściwym czasie i z odpowiednim wsparciem.

Co wspomina pan jako największe wyzwanie w swojej karierze?

Mam nadzieję, że to prawdziwe wyzwanie jest ciągle przede mną, nadal za horyzontem. (śmiech)

A język, w którym pan pracuje? Czy polszczyzna jest wdzięcznym materiałem dla osoby tworzącej słowa do utworów muzycznych?

Język polski jest niesłychanie niewdzięczną materią dla autora tekstów. Szemrze i szeleści – to jeszcze pół biedy, gorzej, że męskich rymów – jednosylabówek, które uwielbiają pojawiać się na końcu wersu – brak. Posucha i zima jednocześnie. Chylę czoło przed maestrią Jeremiego Przybory, który w fenomenalny sposób potrafił poskromić ten wymagający język. Nie widzę dziś nikogo, kto mógłby dorównać temu mistrzowi.

Skoro w tej branży są wakaty, zapytam: jak zostać tekściarzem? Czy sztuki układania słów do piosenek można się nauczyć?

Oczywiście, pisać każdy może – jeden lepiej, drugi gorzej. Ostatnio jednak na ogół gorzej. W tej radosnej twórczości bryluje całe stado niestarych wokalistek tworzących pieśni żadne – bez sensu, treści i wdzięku. Jeśli jednak chciałoby się poszukać rzeczy świeżych i nieoczywistych, radzę posłuchać polskiego hip-hopu i rapu. Sporo i mocno tam się dzieje!

Nad czym pracuje pan obecnie? Czy jest jakiś projekt, o którym już niedługo usłyszymy?

Ostatnio puka do mnie wiele osób z różnych szuflad muzycznych. Są rockmani z Radomia, kapela z Garwolina, intrygująca piętnastoletnia piosenkarka, przedstawiciele muzycznej frakcji z Białegostoku. Trafiła też do mnie śpiewaczka operowa – sopran koloraturowy. Są też pewne plany musicalowe, ale za wcześnie, by o nich mówić. Fascynujący płodozmian!

Czy podróżuje pan koleją? Może tekst do któregoś z przebojów powstał w pociągu?

Koleją zawsze chętnie i ochoczo się przemieszczam. Żadna pieśń jeszcze na pokładzie Intercity nie powstała, ale czujnie i skwapliwie łowię fragmenty dialogów współpasażerów – trafiają się prawdziwe perły!

Marek Dutkiewicz

Autor około tysiąca tekstów piosenek, z których wiele zyskało status nieśmiertelnych przebojów, scenarzysta, dziennikarz i wydawca. Ukończył Wydział Prawa na Uniwersytecie Warszawskim. Przygodę z radiem rozpoczynał w Rozgłośni Harcerskiej, później współpracował z legendarnym Studiem Rytm i magazynem „Jazz” oraz Telewizją Polską.

Jako tekściarz zadebiutował w 1971 roku. Na długiej liście gwiazd, z którymi współpracował, są m.in. Budka Suflera („Jolka, Jolka, pamiętasz”, „Noc komety”, „Za ostatni grosz”, „Czas ołowiu”), 2 plus 1 („Chodź, pomaluj mój świat”, „Windą do nieba”), Bemibek („Podaruj mi trochę słońca”), Kombi („Słodkiego, miłego życia”), Lombard („Szklana pogoda”), a także Urszula („Dmuchawce, latawce, wiatr”, „Malinowy król”), Halina Frąckowiak („Bądź gotowy do drogi”), Zdzisława Sośnicka („Aleja gwiazd”) czy Ewa Farna („Cicho”). Jego autorski dorobek zaprezentowano na płytach „Przeboje życia” (1993, 2012), „Złote przeboje” (1996) i „Jolka pamięta” (2017).

Polecamy!

W 2015 roku ukazała się książka Marka Dutkiewicza „Jolka, Jolka pamiętasz?”. Warto sięgnąć po tę imponująca kolekcję anegdot o kulisach powstania największych przebojów, barwach epoki PRL-u, podróżach i niesamowitych ludziach, których spotkał na swej drodze. Co ciekawe, książkę wydano również w formie audiobooka czytanego przez samego autora.