Tematem tego wydania magazynu „W Podróż” jest tradycja. Co to pojęcie oznacza dla Pana i jakie miejsce zajmuje w Pańskim życiu?

Kocham tradycję – wspólną, polską, różnorodną. W świecie instant, w którym wymaga się, by wszystko działo się natychmiast, w dobie zalewania nas chińszczyzną i zniewalania przez wirtualną rzeczywistość, warto krzyknąć „Stop!” i skupić się na tym, co realne, piękne i wyjątkowe. Według Seneki doskonałość dojrzewa powoli i słowa te można odnieść do naszej tradycji, tak pieczołowicie pielęgnowanej, bronionej i przekazywanej z pokolenia na pokolenie. Tradycja to bezcenna wartość, która w pewnym sensie mnie definiuje, bo patrząc w przyszłość, nie zapominam o przeszłości, o tym, kim jestem, skąd pochodzę i jaką drogę przeszedłem. Miłość do ojczyzny, kultury, obyczajów, wartości i wiedzy to nie tylko swoisty dar od naszych przodków, lecz także moje zobowiązanie, by nie zmarnować tej spuścizny i przekazać ją dalej.

Jest Pan Wielkopolaninem. W mediach społecznościowych chętnie używa Pan słów z poznańskiej gwary. Ma pan sentyment do rodzinnego miasta?

„Pochodzę z miasta, z którego jestem dumny” – śpiewa Luxtorpeda i ja razem z nią. Kiedyś zadzwonił do mnie wydawca ogólnopolskiego programu i zapytał: „Zrobisz dla nas trzyminutowy materiał o Poznaniu?”. Zgodziłem się, a potem kilka dni nie mogłem spać, bo zastanawiałem się, od czego zacząć, tyle chciałem pokazać. W końcu wpadłem na pomysł, by zatytułować materiał: „Poznań od A do Z”, a każda z liter była kolejnym poznańskim atutem. Ale tego, czym dla mnie jest Poznań, nie sposób oddać w kilku słowach. Tu oboje z żoną się urodziliśmy, nasi pradziadowie walczyli w powstaniu wielkopolskim, a dzieci, podobnie jak my, uwielbiają pyry z gzikiem. Poznań to duma największego zwycięskiego zrywu i pracy organicznej, to historia Poznańskiej Piątki i brawurowego Ślepego Antka. To tutaj w czerwcu 1956 roku powiedzieliśmy jako pierwsi komunistom „Dość!”, co życiem przypłacił m.in. 13-letni Romek Strzałkowski. W końcu nie bez kozery to jedyne miasto, które pojawia się w słowach naszego hymnu, „Mazurka Dąbrowskiego”! Znam każdy zakątek Poznania na pamięć, i choć oczywiście ma też swoje cienie, to kocham moje miasto za wszystko. Po latach spędzonych w Londynie, Nowym Jorku, w kalifornijskim Tahoe, w Meksyku, Buenos Aires czyi Rio, zawsze z największą radością wracałem do stolicy Wielkopolski. Bo choć ty z Poznania możesz wyjechać zawsze, to Poznań nie wyjdzie z ciebie nigdy! Tej!

Tegoroczne Boże Narodzenie zapowiada się nietypowo. Jak będzie wyglądało w Państwa domu? W jaki sposób pielęgnują Państwo świąteczną tradycję?

Święta wyglądają u nas tak, jak w większości polskich domów – rodzinnie i wielopokoleniowo. Trudno powiedzieć, jak będzie w tym roku. Niezależnie od okoliczności pewne tradycje pozostaną niezmienne, jak dzielenie się opłatkiem, czerwony barszcz na zakwasie – bez niego nie ma Wigilii – a po wieczerzy wspólne kolędowanie. Na pewno wpadnie Gwiazdor. bo to on odwiedza poznańskie dzieci, i bez wątpienia pójdziemy na dominikańską pasterkę.

Które z gwiazdkowych zwyczajów uważa Pan za najważniejsze?

Każda z tradycji, o których mówiłem, jest dla mnie bezcenna, natomiast mimo wszystko najważniejsza w świętach Bożego Narodzenia jest świadomość tego, czyje urodziny świętujemy. To rodzinne bycie razem, kolędowanie i świętowanie jest uosobieniem miłości, radości i nadziei, które wnoszą do tego świata narodziny Zbawiciela.

Czy zdarzyło się Panu kiedyś otrzymać nietypowy świąteczny podarunek?

Zawsze marzyłem o psie. Moje listy do Gwiazdora zawierały tylko jedną prośbę. Jednak mieszkając w bloku z wielkiej płyty, nie mogliśmy zapewnić pupilowi odpowiednich warunków. Kolejne lata mijały mi na podróżowaniu po świecie, a po przeprowadzce do Warszawy na psa nie godził się właściciel wynajmowanego przeze mnie domu. Dopiero w tym roku jestem na swoim i wreszcie mogłem sam dla siebie zostać Świętym Mikołajem. Moje życzenie po dekadach wreszcie się spełniło. Dziś uśmiecham się na myśl, że choć pod choinką znajdowałem mnóstwo prezentów, to najbardziej pamiętam ten, którego nie dostałem, a na który przyszło mi czekać aż do teraz – na ukochanego psa Frajdę.

Pozostając w temacie podarunków – w ramach prezentu urodzinowego poprosił Pan o nietypowe wsparcie dla Stowarzyszenia „Na Tak”. Skąd ten pomysł?

To wspólna akcja urodzinowa. Z przyjaciółmi, franciszkaninem ojcem Leonardem i Krystianem, który pracuje dla Stowarzyszenia „Na Tak” w Fundacji „Siepomaga”, obchodzimy urodziny dzień po dniu – 4 i 5 listopada. A skoro są urodziny, to muszą być prezenty. Najpiękniejszy to nie ten otrzymany od kogoś, a podarowany komuś, wymyśliliśmy więc akcję urodzinowego tankowania. Zamiast rzeczy dla siebie poprosiliśmy o włączenie się w zbiórkę pieniędzy na dojazd na rehabilitację dzieci z niepełnosprawnością. Tak powstał wirtualny kanister. W następnych latach do naszej akcji zapraszaliśmy kolejnych jubilatów, m.in. Przemka Babiarza i Muńka Staszczyka. Najważniejsi są jednak nasi serdeczni przyjaciele z zespołem Downa – Paweł oraz Kuba, mój duchowy brat z dodatkowym 21. chromosomem, nazywanym przeze mnie chromosomem miłości. To oni pomagają w nagraniu filmu, który oficjalnie rozpoczyna zbiórkę. Każdego roku wymyślamy inną fabułę i za każdym razem wspólne kręcenie zdjęć jest dla nas największą frajdą. Kiedyś jedna z mam powiedziała, że te dzieci są wśród nas po to, by pokazać, jacy powinniśmy być na co dzień. Dawka miłości, szczerości i potężnej pogody ducha, jaką od nich dostajemy, sprawia, że człowiek dosłownie frunie. W tym roku do ekipy filmowej dołączyło kilka kolejnych dziewczyn i chłopaków z chromosomem miłości. Przez te parę lat udało się uzbierać prawie 150 tys. złotych, więc nie sposób wyrazić wdzięczności naszym darczyńcom. Mam nadzieję, że oni, podobnie jak my, czują, że właśnie to jest prawdziwe świętowanie. Ludzie są piękni!

To niejedyna akcja dobroczynna, w której wziął Pan udział. Pomaga Pan często, zachęcając do tego innych. Dwukrotnie był Pan nominowany w konkursie Gwiazdy Dobroczynności. Skąd bierze Pan w sobie tę energię, by wspierać innych?

Od początku sensem mojej pracy było dziennikarstwo społeczne, poruszanie najbliższych człowiekowi tematów i problemów. Zawód traktuję jak swego rodzaju misję. Staram się uprawiać dziennikarstwo z sensem i sercem. Nie liczy się dla mnie zdobywanie lajków i nagród, tylko konkretne działanie, a jest o kogo i o co walczyć: o tych najsłabszych, starszych, z niepełnosprawnością i z różnych powodów wykluczonych. Rozpoznawalność związana z moją pracą ma sens tylko wtedy, kiedy można ją wykorzystać do czegoś dobrego. Nawet najmniejsza pomoc jest lepsza od wielkiego współczucia. Stąd moje zaangażowanie w różne akcje i fundacje. Zdecydowanie wolę działać, niż o tym mówić.

Dzięki Pana pracy poznajemy też prawdziwych bohaterów, niezwykłych ludzi. Które z tych spotkań było dla Pana najważniejsze?

Pamięć i pomoc Powstańcom Warszawskim, naszym najwspanialszym bohaterom, to akurat mój obowiązek. Oni byli gotowi poświęcić wszystko, by także dla nas zwyciężyć. Będąc wolontariuszem akcji #ObiadyDlaBohaterów, miałem wielki zaszczyt nie tylko im służyć, lecz także ich słuchać. Każde z tych spotkań to bezcenne doświadczenie. Niezwykle wzruszający był dla mnie prezent, który 1 sierpnia, tuż przed wyjściem na scenę koncertu „Warszawiacy śpiewają (nie)zakazane piosenki”, dostałem od ukochanej „Sosenki”, czyli pani Zosi Czekalskiej, która – wręczając mi zrobioną na drutach kamizelkę z powstańczą kotwicą na sercu – powiedziała: „W takim kolorze jak za okupacji, kochanie”. Pamiętam, że gdy dziękowałem pani Zosi, choć byliśmy na antenie, do oczu napłynęły mi łzy wzruszenia. Wiedząc, co i od kogo w życiu otrzymałem, pozostaje tylko próbować do tego wszystkiego dorosnąć. Dbajmy o bohaterów, bo są naszym dobrem narodowym, i chłońmy każde ich zdanie, bo czas nieubłaganie biegnie.

Czego życzyłby Pan sobie i światu z okazji nadchodzących świąt?

Abyśmy codziennie w sercu nosili urok Bożego Narodzenia. Niech ten czas obfituje w radość, miłość, pokój i nadzieję, a klimat dobra i ciepła przeniesie się na każdy dzień. Życzę wzajemnego szacunku, aby tradycja nie była powodem konfliktu w relacjach międzyludzkich i międzypokoleniowych. Niech nadchodzące święta będą radosne i zdrowe oraz przyniosą spełnienie marzeń.

Tomasz Wolny

Pochodzący z Poznania dziennikarz, aktualnie związany z Telewizją Polską, ceniący lokalną tradycję i aktywnie wspierający Powstańców Warszawskich. Dwukrotnie wyróżniony w Przeglądzie i Konkursie oddziałów terenowych TVP w kategoriach: „Najlepszy news” i „Najlepsza relacja na żywo”, laureat Róży Gali w kategorii „Media” (2014) i dwóch Telekamer w kategorii „Prezenter informacji” (2019, 2020). Laureat dwóch statuetek Nagrody BohaterONy im. Powstańców Warszawskich – złotego BohterONa Publiczności i srebrnego Kapituły Nagrody za promocję setnej rocznicy wybuchu Powstania Wielkopolskiego i pomysł zorganizowania koncertu „Wielkopolanie śpiewają Niepodległej. W chwilach próby zwycięstwo”. Dwukrotnie nominowany w plebiscycie „Gwiazdy Dobroczynności”, inicjator akcji „Tankowanie na urodziny”. Prywatnie mąż Agaty Tomaszewskiej i ojciec Zosi, Tymona oraz Halszki.