Te niezwykłe stożkowate budowle wznoszono już w czasach prehistorycznych. Choć rola większości z nich do dziś pozostaje tajemnicą, wiadomo, że mogły pełnić różne funkcje, głównie obrzędowe i obronne. Kopce bywały też szczególnymi pomnikami, usypywanymi na cześć osób, które zasłużyły na upamiętnienie.

Najbardziej znany: kopiec Kościuszki

To jeden z symboli Krakowa, obok Zamku Królewskiego na Wawelu, kościoła Mariackiego i Sukiennic. Liczy 34 metry wysokości, a jego usypanie (ręczne!) zajęło trzy lata. Budulcem była ziemia z pól bitewnych insurekcji kościuszkowskiej. Miał upamiętnić Tadeusza Kościuszkę i krzepić ducha w narodzie, a było nad czym pracować, bo choć w czasach, gdy ruszyła budowa (1820–1823), Kraków cieszył się jeszcze statusem wolnego miasta, to po reszcie suwerennej Polski na mapach nie było już śladu. Wkrótce jednak w Krakowie pojawili się Austriacy, którzy królewskie miasto zmienili w wojskową twierdzę – Festung Krakau. Od tamtej pory kopiec Kościuszki jest otoczony pierścieniem fortyfikacji. Dziś cytadela jest siedzibą rozgłośni radiowej RMF FM, w forcie działa też restauracja, a w ciepłe miesiące plenerowa kawiarnia z tarasem widokowym.

To jedyny z krakowskich kopców, na który wstęp jest płatny. W cenie biletu – oprócz jednej z najlepszych panoram miasta i satysfakcji ze zdobycia pomnika historii – ujęte są dodatkowe atrakcje, a wśród nich wystawa poświęcona Twierdzy Kraków, ulokowana w… dawnej cysternie na wodę, którą odkopano po 160 latach.

Można tu dotrzeć komunikacją miejską lub spacerem, aleją Jerzego Waszyngtona. Trudy wędrówki wynagrodzą uroki okolicy, zaczynając od kościoła Salwatora (z XII wieku!) i ośmiobocznej drewnianej kaplicy, zwanej gontyną, przez stuletnie mieszczańskie wille, po Diabelski Most (pierwsze w Krakowie dwupoziomowe skrzyżowanie) i cmentarz Salwatorski, na którym pochowano m.in. uznanych polskich twórców: Stanisława Lema, Marię Jaremę, Kornela Filipowicza i Wiesława Dymnego.

Najmłodszy: kopiec Józefa Piłsudskiego

Jego budowę rozpoczęto niespełna sto lat temu, by upamiętniał Józefa Piłsudskiego i walkę o odzyskanie niepodległości. Miał być Mogiłą Mogił, usypaną z ziemi z wszystkich pól bitewnych i miejsc kaźni Polaków od czasów insurekcji kościuszkowskiej do 1920 roku. Później kopiec Piłsudskiego wzmocniła jeszcze ziemia z miejsc martyrologii II wojny światowej i PRL-u. Zanim jednak do tego doszło, na kopiec dwukrotnie wydawano wyrok.

Podczas II wojny światowej zakusy na jego zniszczenie miał generalny gubernator Hans Frank, którego widoczna z oddali pamiątka po Polsce mocno kłuła w oczy, ale jeszcze gorsze czasy dla tego miejsca nastały po wojnie. Władza ludowa ochoczo przystąpiła do dewastacji, zalesiając zarówno jego zbocza, jak i polanę dookoła, a także rozjeżdżając stok czołgiem. Akcja odnowy kopca ruszyła w 1981 roku.

To najwyższy punkt Pasma Sowińca, które z kolei jest częścią Lasu Wolskiego, skrywającego więcej miejsc wartych spaceru. Najciekawszymi z nich są: opactwo kamedułów na Bielanach, ogród zoologiczny oraz rezerwat Panieńskie Skały – ostoja dzikiej przyrody, w której łatwo zapomnieć, że wciąż jest się w dużym mieście (i to wcale niedaleko od centrum).

Najbardziej tajemniczy: kopiec Kraka

Ma ponad tysiąc lat i usypany został na cześć oraz – jeśli wierzyć Janowi Długoszowi – na wyraźne życzenie legendarnego założyciela Krakowa. Czy w kurhanie pochowano Kraka? Wykopaliska nie potwierdziły tych rewelacji, ale też ich nie wykluczyły.

Wiadomo natomiast, że kopiec był miejscem kultu w czasach przedchrześcijańskich oraz że na jego wierzchołku rósł dąb (jego korzenie odkryto pod ziemią podczas prac wykopaliskowych). Długowieczność zapewniła mu zmyślna konstrukcja ze słupem i promieniście rozchodzącymi się przegrodami. Przekrój przez kopiec można zresztą zobaczyć w Muzeum Podgórza (oddział Muzeum Krakowa), które warto odwiedzić przy okazji wyprawy w to miejsce. Będąc już u celu, koniecznie trzeba rzucić okiem na kamieniołom Liban, który podczas II wojny światowej był karnym obozem pracy dla Polaków, a po wojnie zagrał w „Liście Schindlera” Stevena Spielberga.

Co prawda widok na Kraków z kopca Kraka nie ma sobie równych bez względu na porę roku, ale są dwa momenty, kiedy szczególnie warto się tu wybrać: wtorek po Wielkanocy oraz 21 czerwca.

Pierwszy termin to święto Rękawki, czyli festyn na pamiątkę pogańskich obchodów nadejścia wiosny i Zaduszek. Niemal do końca dziewiętnastego wieku podczas Rękawki z kopca zrzucano jedzenie i pieniądze wprost w ręce biedaków. Dziś świętuje się inaczej, rekonstruując życie we wczesnośredniowiecznej osadzie, organizując warsztaty tradycyjnego rzemiosła oraz rycerskie potyczki. Święto otwierają rytualne rozpalenie ognia i bieg wojów w pełnym rynsztunku dookoła kopca. Wtorek po Wielkanocy to też okazja, by zajrzeć do kościoła św. Benedykta na przeciwległym krańcu wzgórza Lasoty (przedzielonego ulicą Powstańców Śląskich) – najmniejszego kościoła w Krakowie, otwieranego tylko dwa razy w roku.

21 czerwca kopiec Kraka przyciąga ranne ptaszki chcące się przekonać, ile prawdy jest w legendzie o tym, że podczas letniego przesilenia słońce wschodzi dokładnie nad oddalonym o około 10 kilometrów kopcem Wandy. Zła wiadomość jest taka, że w związku z tym trzeba stawić się tu przed 4:30.

Dobra, że legenda ma ciąg dalszy: jeśli tego samego dnia podczas zachodu słońca staniemy na kopcu Wandy, to zobaczymy słońce zachodzące dokładnie nad kopcem Kraka.

Najrzadziej odwiedzany: kopiec Wandy

Nowa Huta wcale nie jest taka nowa, jak sugeruje nazwa, a jednym z symboli jej dawnych dziejów, obok opactwa cystersów w Mogile i dworu w Branicach, jest kopiec Wandy. Legendarna córka Kraka w dziejach zapisała się jako ta, która nie chciała Niemca, a w geście buntu rzuciła się do Wisły. Nie ma żadnych dowodów na to, że księżniczka została w tym miejscu pochowana (podobnie jak niepewne jest, czy ta prasłowiańska heroina w ogóle istniała).

Chcąc nie chcąc, Wanda stała się jednak najsłynniejszą nowohucianką, której imię w Krakowie noszą także most, stadion żużlowy, dom handlowy, pierwsze osiedle w Nowej Hucie, ogródki działkowe, a w dniu jej imienin, 23 czerwca 1949 roku, wbito pierwszą łopatę pod budowę kombinatu. Sam kopiec leży zresztą na jego obrzeżach, a najłatwiej dostać się tu tramwajem (najbliższy przystanek to Kopiec Wandy).

Ciekawostka

Grzegorz Gill, autor monografii polskich kopców, twierdzi, że w Polsce, nie licząc kurhanów, można doliczyć się współcześnie około 350 tego typu budowli, w tym ponad 40 upamiętniających Tadeusza Kościuszkę. Najwięcej z nich wzniesiono w XIX wieku.