Siedlce: „Ekstaza świętego Franciszka” El Greca

To jedyny w polskich zbiorach obraz Domenikosa Theotokopulosa znanego jako El Greco. Do dziś pozostaje zagadką, jak „Ekstaza św. Franciszka” trafiła do naszego kraju, ale też niewiele zabrakło, by nikt nigdy nie dowiedział się o jej istnieniu.

Cofnijmy się do lat 60. XX wieku. Historyczki sztuki – Izabella Galicka i Hanna Sygietyńska – na zlecenie Instytutu Sztuki PAN inwentaryzowały dzieła na Mazowszu i Podlasiu. Warunki ich pracy były, delikatnie mówiąc, nie najlepsze. Panie przemieszczały się na rowerach, spały u lokalnych gospodarzy, cały bagaż woziły w plecakach, a do nawigacji używały wojskowych map, ponieważ innych wtedy nie było. Im jednak to nie przeszkadzało, bo katalogowanie traktowały jak przygodę i poszukiwanie skarbów. Pewnego dnia badaczki opisywały kościół w Kosowie Lackim, a zza uchylonych drzwi plebanii mignął im niepozorny wizerunek św. Franciszka. Obraz był zakurzony i dziurawy, ale od pierwszego spojrzenia nie dawał im spokoju. Wyglądał bowiem jak dzieło El Greca. Ale czy to możliwe? I skąd wziął się na Podlasiu? To akurat udało się szybko ustalić. Podarowano go poprzedniemu proboszczowi. Św. Franciszek przez pewien czas wisiał w kościele, ale w którymś momencie uznano, że jego opłakana kondycja nie licuje z powagą miejsca. By nie straszył parafian, zdjęto go więc ze ściany i dorzucono do rupieciarni w dzwonnicy. Miał zostać spalony, ale kolejny proboszcz uznał, że św. Franciszka nie wypada palić. Obraz kazał oprawić i powiesił na plebanii.

O ile Galicka i Sygietyńska od razu były przekonane, że mają do czynienia z dziełem El Greca, o tyle śmietanka polskich historyków sztuki nie chciała uwierzyć zapewnieniom młodych badaczek. Prof. Białostocki powiedział wprost: „El Greco? Na pewno nie!”. Po latach przyznał, że cieszy się z pomyłki. Kres wątpliwościom położono, gdy „Ekstaza św. Franciszka” trafiła do konserwacji. Z obrazu zdjęto warstwy brudu i werniksu, pod którymi krył się ostateczny dowód: sygnatura – autentyczny podpis El Greca. Dziś już wiadomo, że „Ekstaza św. Franciszka” została namalowana ok. 1578 roku i jest jednym z ponad stu przedstawień świętego Franciszka autorstwa El Greca. Obrazy różnią się szczegółami, ale łączy je ten sam model. Największy zbiór ma muzeum Prado w Madrycie. Polski obraz można zobaczyć w Muzeum Diecezjalnym w Siedlcach.

Lektura do pociągu: „Polski El Greco” Katarzyny Kowalskiej – reportaż, który czyta się jak powieść przygodową.

Kraków: „Dama z gronostajem” Leonarda da Vinci

Rzecz działa się w Mediolanie pod koniec XV wieku. Ona nazywała się Cecylia Gallerani i była damą na dworze Sforzów. Starannie wykształcona i utalentowana muzycznie, pisała wiersze i dyskutowała o filozofii. Miała 17 lat i była w ciąży. Ojciec dziecka to książę Mediolanu Ludovico Sforza. Jako władca nie liczył się z nikim, ale za to wspierał hojnie artystów. Jednym z nich był Leonardo da Vinci. Ludovico zamówił u niego portret faworyty, na którym też się poniekąd znalazł. Uwielbiający szarady Leonardo ukrywa patrona pod postacią zwierzątka na rękach Cecylii. Dowcip polega na tym, że gronostaj to symbol czystości i równocześnie przydomek księcia Ludovica nadany mu przez jemu współczesnych. Zagadką pozostają losy portretu przez kolejne stulecia. Ponownie pojawił się on dopiero około 1800 roku. We Włoszech kupił go książę Adam Czartoryski w prezencie dla matki Izabeli. Księżna Czartoryska z Cecylią miałaby sporo tematów do rozmowy. Obie były bowiem intelektualistkami i wielbicielkami sztuki z dość swobodnym (przynajmniej w młodości) podejściem do obyczajów. Portret Cecylii trafił do pierwszego na ziemiach polskich muzeum w Domu Gotyckim w Puławach, a pod koniec XIX wieku do Krakowa. Tym sposobem Polska jest jednym z siedmiu krajów na świecie, które mają obraz Leonarda da Vinci. „Damę z gronostajem” można zobaczyć w Muzeum Książąt Czartoryskich (oddział Muzeum Narodowego). Bilety lepiej rezerwować z wyprzedzeniem.

Ciekawostka: obraz znany jest także pod nazwą „Dama z łasiczką”.

Lektura do pociągu: „Najdroższa. Podwójne życie Damy z gronostajem” Katarzyny Bik – to nie tylko opowieść o niezwykłej kobiecie z obrazu, lecz także historia jednego z najbardziej pożądanych dzieł sztuki na świecie.

Poznań: „Plaża w Pourville” Claude’a Moneta

Bomba wybuchła we wrześniu 2000 roku. Z Muzeum Narodowego w Poznaniu zniknęła „Plaża w Pourville” Claude’a Moneta – jedyny w polskich zbiorach obraz francuskich impresjonistów. Jego szacowana wartość opiewa na kwotę 7 milionów dolarów. Media są jednomyślne: to kradzież stulecia! Tym zuchwalsza, że pejzaż wyniesiono w godzinach pracy muzeum. Złodziej wyciął go z ramy nożykiem, a dziurę dla niepoznaki zaślepił marną kopią. Prócz tego został po nim włos, ślad buta i pojedyncze odciski palców. Niewielki z nich jednak pożytek, bo rabuś nie był notowany. Do czasu. Pourville to dawna osada rybacka w Normandii na północy Francji, w XIX wieku chętnie odwiedzana przez paryską bohemę. Claude Monet w 1882 roku spędził tu kilka miesięcy, malując z zapałem nadmorskie krajobrazy. Łącznie powstało ich ponad sto, w tym kilka pejzaży z plażą nad kanałem La Manche. Jeden z nich w 1906 roku trafił do Poznania. Kupiło go niemieckie Towarzystwo Artystyczne i przekazało w depozyt Kaiser-Friedrich-Museum, które do 1918 roku działało w miejscu dzisiejszego Muzeum Narodowego. Policja dwoiła się i troiła, a „Plaża w Pourville” jakby zapadła się pod ziemię. Obawiano się wywiezienia obrazu z Polski, ale wzmożona czujność na granicach nic nie dała. Podejrzewano kradzież na zlecenie i zorganizowaną szajkę złodziei dzieł sztuki, a nawet bogu ducha winnego malarza-kopistę specjalizującego się w impresjonistach. Wszystko na nic. Mijały lata, dzieło Moneta jakby zapadło się pod ziemię, a kolejni prokuratorzy tylko rozkładali ręce. Tymczasem „Plaża…” leżała za szafą na płaszcze. I kto wie, czy nadal by tam nie była, gdyby nie zaległe alimenty, za które do policyjnych kartotek trafił Robert Z. – bezrobotny budowlaniec z Olkusza. Gdy w styczniu 2010 roku do jego drzwi zapukała policja, złodziej od razu przyznał się do występku. Ukradł nie dla zysku, a z miłości do sztuki. Sąd skazał go na 3 lata więzienia. A „Plaża w Pourville” wróciła do Muzeum Narodowego w Poznaniu.

Lektura do pociągu: „Bezcenny” Zygmunta Miłoszewskiego – fikcyjna opowieść o poszukiwaniach zaginionego „Portretu młodzieńca” Rafaela.

Gdańsk: „Sąd ostateczny” Hansa Memlinga

To najcenniejszy eksponat w zbiorach gdańskiego Muzeum Narodowego, wcześniej blisko pięćset lat zdobił bazylikę mariacką (dziś w kościele wisi kopia). Hans Memling w obrazowy sposób przedstawił dzień sądu ostatecznego według Apokalipsy św. Jana. W centralnym polu Michał Archanioł waży dusze, oddzielając zbawionych od potępionych. Ciekawe, po której stronie znalazłby się kaper Paweł Beneke, który tryptyk Memlinga sprowadził do Gdańska. „Sąd ostateczny” nie miał bowiem trafić do tego miasta. Czekało na niego miejsce w kościele św. Bartłomieja w Fiesole pod Florencją. Pochodził stamtąd fundator – Angelo Tani, kierujący bankiem Medyceuszy w Brugii. Memlingowi malowanie zajęło cztery lata, potem tryptyk załadowano na okręt i wysłano w stronę Italii. Galera San Matteo nigdy tam jednak nie dopłynęła. W tym czasie na kanale La Manche toczyła się regularna morska wojna między Anglią a Ligą Hanzeatycką. San Matteo zaatakowała karaka Piotr z Gdańska pod komendą Pawła Benekego. Potyczka była zacięta, ale ostatecznie galera przeszła w ręce gdańszczan, a wraz z nią „Sąd ostateczny”.

Lektura do pociągu: „Uprowadzenie Madonny. Sztuka zagrabiona” Włodzimierza Kalickiego i Moniki Kuhnke o fascynujących losach polskich skarbów skradzionych podczas II wojny światowej.

EN

Four cities, four ideas for trips with a theme with guidelines: the most valuable paintings in Polish collections and four books to read to make your train journey more enjoyable.

Siedlce: „Ecstasy of Saint Francis” by El Greco

This is the only painting by Domenikos Theotokopulos known as El Grecoto be found in Polish collections. To this day, it remains a mystery how „Ecstasy of Saint Francis” arrived in Poland, but has never been determined.

Let’s go back to the 1960s. Commissioned by the Institute of Art of the Polish Academy of Sciences, two art historians – Izabella Galicka and Hanna Sygietyńska, inventoried art works in Mazovia and Podlasie. Their working conditions were, to put it mildly, not the best. The ladies travelled on bicycles with backpacks, stayed at local farmers’ homes, and used military maps for navigation as there were no other ones available back then. None of this bothered them however, as they treated it as an adventure and a treasure hunt.

One day, the researchers worked on a church in Kosów Lacki, where an unremarkable image of St. Francis appeared from behind the open door of the presbytery. The painting was dusty and torn, but the researchers couldn’t put their minds to rest from the first moment they laid their eyes upon it. It looked like it could be an El Greco. But could that be possible? And how did it arrive in Podlasie? The latter was quickly established; the artwork had been given to the previous parish priest. The painting has been hanging in the church for some time, but at some point it was decided that the painting’s deplorable condition did not match the solemnity of the place. In order not to upset the parishioners, St. Francis was removed from the wall and placed in a store within the belfry. It was to be burned, but the subsequent parish priest decided that it would be a sin to let St. Francis go up in flames. He had the painting framed and hung in the presbytery.

Although Galicka and Sygietyńska were convinced that they were dealing with a work by El Greco, specialists in the history of Polish art historians did not want to believe the young researchers. Prof. Białostocki said directly: “El Greco? Certainly not!”. Years later, he admitted that he was happy about his mistake.

The doubts ended when the „Ecstasy of Saint Francis” was sent for conservation. Layers of dirt and varnish were removed from the painting, uncovering the final proof: the authentic signature of El Greco. Today we know that the „Ecstasy of St. Francis” was painted around 1578 and is one of over a hundred representations of Saint Francis by El Greco. The paintings differ when it comes to details but share the same characteristics of St. Francis depicted by El Greco. The largest collection of his work is in the Prado museum in Madrid. The Polish painting can be seen in the Diocesan Museum in Siedlce.

Reading for the train: “The Polish El Greco” by Katarzyna Kowalska – a reportage that reads like an adventure novel.

Krakow: Leonardo da Vinci’s Lady with an Ermine

We are in Milan at the end of the 15th century. Her name was Cecilia Gallerani and she was a lady at the court of the Sforza family. Highly educated and musically talented, she wrote poems and discussed philosophy. She was 17 and pregnant. The child’s father is the Prince of Milan, Ludovic Sforza. As a ruler, he did not care for anyone much, but at the same time was a generous supporter of artists, one of whom was Leonardo da Vinci. Ludovic commissioned a portrait of his young lady, a portrait on which he himself can also be found. Leonardo, who adored charades, disguised his patron in the form of an animal in the hands of Cecilia. The joke was that the ermine was a symbol of purity as well as the nickname of Prince Ludovic given to him by his contemporaries. The fate of the portrait over the next few centuries remains a mystery. It did not resurface until around 1800 in Italy, where it was bought by Prince Adam Czartoryski as a gift for Izabela’s mother. Duchess Czartoryska would have shared many interests with Cecilia. Both were intellectuals and art lovers with a fairly relaxed approach to customs (at least in their youth). The portrait of Cecilia was presented to the first museum in Poland at the Gothic House in Puławy, and at the end of the 19th century it arrived in Krakow. Thanks to this, Poland is one of only seven countries in the world to possess a painting by Leonardo da Vinci. “The Lady with an Ermine” is displayed at the Czartoryski Museum (branch of the National Museum). It is best to book tickets in advance.

Fun fact: the painting is also known as “Lady with a Weasel”.

Reading for the train: “The Most Precious One. The Double Life of the Lady with an Ermine” by Katarzyna Bik is not only a story about an extraordinary woman from the painting, but also a story of one of the most celebrated works of art in the world.

Poznan: „Pourville Beach” by Claude Monet

It’s September, the year 2000. The „Beach in Pourville” by Claude Monet – the only painting by a French Impressionist in Polish collections – has disappeared from the National Museum in Poznań. Its estimated value is $7 million. The media is unanimous: it is the theft of the century! What was most audacious is that the landscape was removed from the museum during working hours…! The thief cut it out of the frame with a knife and filled it with a poor copy to avoid detection. A strand of hair was also left behind, along with an imprint of a shoe and a single fingerprint. However, they were of little use, because the thief didn’t have a criminal record. Not then at least. Pourville was an old fishing village in Normandy in the north of France, often visited by the Parisian bohemians in the 19th century. Claude Monet spent several months here in 1882, enthusiastically painting seaside landscapes. In total, over a hundred were created, including several landscapes with the beach on the English Channel. One of them went to Poznań in 1906. It was bought by the German Art Society and donated to the Kaiser-Friedrich-Museum, which until 1918 was situated on the site of today’s National Museum. The police redoubled their efforts, but the “Pourville Beach” seemed to have disappeared form the face of the Earth. It was a feared that the painting would be taken out of Poland, but increased vigilance at the borders did not result in its recovery. A commissioned theft by an organized gang of art thieves was suspected. Even an innocent painter-copyist specializing in impressionism was named a suspect. All for nothing. Years passed, Monet’s work was still nowhere to be found, and subsequent prosecutors just shrugged their shoulders. Meanwhile, all this time, „Pourville Beach” had been hidden behind a wardrobe. And who knows, it would perhaps still be there, had it not been for an outstanding alimony record, which Robert Z. – an unemployed construction worker from Olkusz – had on police files. When the police knocked on his door in January 2010, Robert Z. immediately admitted the theft. He did not steal it not for profit, but for the love of art. The court sentenced him to three years in prison and „Pourville Beach” returned to the National Museum in Poznań.

Reading for the train: “Priceless” by Zygmunt Miłoszewski – a fictional story about the search for the lost “Portrait of a Young Man” by Raphael.

Gdansk: “The Last Judgment” by Hans Memling

Having previously adorned the St. Mary’s Basilica for almost five hundred years (today a copy hangs in the church), this paitning is the most valuable painting in the collection of the National Museum in Gdańsk. Hans Memling vividly portrayed the last judgment day from the Apocalypse of St. John. In the central piece, Archangel Michael weighs up souls, separating the saved from the damned. I wonder on which side would we find Paweł Beneke, a privateer who brought Memling’s triptych to Gdańsk. “The Last Judgment” was not supposed to finish up in Gdańsk. It was originally expected to be displayed in the church of St. Bartholomew in Fiesole near Florence, where Angelo Tani, who was in charge of the Medici bank in Bruges, came from.

It took Memling four years to paint the triptych, which was then loaded onto a ship and sent to Italy. The galley San Matteo, however, never arrived at its destination. At that time, the Anglo-Hanseatic war was being fought in the English Channel. San Matteo was attacked by Piotr, a carrack from Gdańsk, under the command of Paweł Beneke. The skirmish was fierce, but eventually the galley became the prize of the Gdańskers, and with it “The Last Judgment”.

Reading for the train: “Pillaged Art. The Abduction of the Madonna” by Włodzimierz Kalicki and Monika Kuhnke is about the fascinating fate of Polish treasures looted during World War II.