Jaworzno – spacer po wodzie i dnie morza sprzed milionów lat

Jaworzno na ogół kojarzy się z przemysłem, niekoniecznie z turystyką, a już na pewno nie z wypoczynkiem nad wodą. Jednak to właśnie tu znajduje się park Gródek, czyli zatopiony kamieniołom, okrzyknięty „polskimi Malediwami”.

Jeszcze w latach 90. w kamieniołomie zakładu górniczego Szczakowa wydobywano dolomit, ale gdy pewnego dnia z powodu nieopłaconych rachunków odcięto prąd, stanęły pompy, które dotąd utrzymywały w ryzach wody gruntowe. Już kilkanaście godzin później skalne wyrobisko było zalane lazurową wodą, tworząc miejsce dziś chętnie porównywane do Malediwów czy Chorwacji.

Wizytówką parku Gródek jest kręta kładka spacerowa nad lustrem wody – to właśnie ona kojarzy się z rajskimi wyspami, ale w parku są też punkty widokowe na wyrobisko, łąka kwietna i centrum nurkowe, którego największe atrakcje to zatopione koparki i statek.

Inny nieczynny kamieniołom okazał się skrzynią geologicznych skarbów. W Sadowej Górze najpierw odkryto kości drapieżnego prajaszczura notozaura, a potem udowodniono, że miejsce to jest pozostałością tropikalnego morza triasowego. W parku GEOsfera odnaleziono zastygły w wapieniu fragment pofałdowanego morskiego dna. Bystre oko wypatrzy skamieniałe szczątki prehistorycznej fauny i flory, ale już sama świadomość, że stąpa się po pozostałościach sprzed 230 milionów lat, sprawia, iż spacer po GEOsferze zapamiętuje się na długo.

Warto wiedzieć

Oprócz parku rekreacyjnego w GEOsferze działają też Ośrodek Edukacji Ekologiczno-Geologicznej, ogród sensoryczny i tężnia solankowa.

Tomaszów Mazowiecki – osobliwości natury

Rzecz niespotykana na Mazowszu – wywierzysko (czyli źródło) krasowe. Barwę – w zależności od pogody niebieską, turkusową lub zielonkawą – zawdzięcza niezwykle przeźroczystej wodzie i śnieżnobiałemu piaszczystemu dnu, od którego odbijają się promienie świetlne. Okolicę ukochało sobie ptactwo, zwłaszcza kaczki krzyżówki. Woda w Niebieskich Źródłach przez cały rok ma stałą, nieprzekraczającą dziesięciu stopni temperaturę i nigdy nie zamarza.

Przy ulicy Modrzewskiego znajduje się kolejna osobliwość Tomaszowa Mazowieckiego – jedyne w Polsce plenerowe muzeum poświęcone rzece. Skansen Rzeki Pilicy gromadzi budynki i przedmioty związane z najdłuższym lewym dopływem Wisły, czasem w zaskakujący sposób. Bo o ile młyn wodny (z kompletnym wyposażeniem), barka rzeczna czy pontonowy most nie dziwią, to obecność ciągnika artyleryjskiego Luftwaffe wymaga wyjaśnień. Wyłowiono go z Pilicy 54 lata po zatonięciu, doprowadzono do stanu używalności i dziś jest jedynym sprawnym pojazdem tego typu na świecie.

W skansenie towarzyszą mu m.in. przydrożny krzyż z lufy radzieckiej armaty i łusek nabojów przeciwlotniczych oraz schron typu Tobruk z czasów II wojny światowej. 31 ton żelbetu wyrwano z ziemi, a następnie przewieziono ze wsi oddalonej od Tomaszowa o 30 kilometrów. Ozdobą muzeum jest misternie zdobiona drewniana poczekalnia kolejowa ze stacji Wolbórka na trasie Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej oraz pochodzący ze spalskich lasów wychodek cara Mikołaja II.

Wreszcie Pilica – słynąca z wartkiego nurtu rzeka przepływa tuż obok Niebieskich Źródeł i skansenu. Kochają ją kajakarze, ale w Tomaszowie Mazowieckim można nie tylko nią spłynąć, lecz także wykąpać się w niej albo przespacerować malowniczym brzegiem.

Warto wiedzieć

Będąc w Tomaszowie Mazowieckim, nie można pominąć Grot Nagórzyckich. W nieczynnej od lat kopalni piasku kwarcowego otwarto podziemną trasę turystyczną. Zwiedza się wydrążone w piaskowcu korytarze. To jedyne takie miejsce w Polsce i jedno z nielicznych w Europie.

Jurata – kultura przedwojennego wypoczynku

Moda na wakacje nad Bałtykiem zaczęła się sto lat temu. Gdy w 1920 roku do Polski wróciło Pomorze, od razu było wiadomo, że zyskają też letnicy. Pierwszych wczasowiczów na Półwysep Helski pociągi przywiozły dwa lata później.

W latach 20. turyści najmowali kwatery w rybackich chatach w Jastarni czy Kuźnicy. Warunki były więc skromne, a udogodnienia, takie jak prąd i bieżąca woda, pozostawały w strefie marzeń. Juratę stworzyły marzenia o kurorcie z prawdziwego zdarzenia, zbudowanym wedle najnowszych wymagań techniki, higieny, urbanistyki, komfortu i estetyki – jak reklamował letnisko przedwojenny folder.

Lokalizacja nie była przypadkowa. Letnisko założono w miejscu łączącym piękne bałtyckie plaże, sosnowy las i łagodny mikroklimat. Tu skwar nigdy nie dokuczał tak jak gdzie indziej na Helu. Nazwa też była znacząca – Jurata to słowiańska bogini morza.

Międzywojenna śmietanka towarzyska kochała to miejsce. Urlop spędzali tu prezydent Ignacy Mościcki oraz gwiazdy kina na czele z Eugeniuszem Bodo i Jadwigą Smosarską. Cena za wakacje w blasku sław była jednak wysoka. Narzekano na drożyznę, ale wielbicieli tego „raiku dla ludzi zamożnych” nie zniechęcił nawet kryzys lat 30. Do miłośników tego kurortu należał również Wojciech Kossak. Łączył wakacje w Juracie z łataniem rodzinnego budżetu: portretował wczasowiczów na zamówienie.

W tym czasie jego córki – literatki Maria Pawlikowska-Jasnorzewska i Magdalena Samozwaniec – pisały w cieniu sosen. Dom Kossaków nadal zresztą stoi na Świętopełka 13, a dziś działa w nim kawiarnia.

Krótko natomiast trwała kariera Juraty jako uzdrowiska. W miejscu Łazienek, w których przedwojenni kuracjusze oddawali się kąpielom w podgrzewanej morskiej wodzie i innym służącym zdrowiu przyjemnościom, w latach 50. straszyła ruina. W czasie II wojny światowej polscy letnicy wyjechali, a z istniejącej infrastruktury korzystali lotnicy Luftwaffe i młodzież z Hitlerjugend. Ostatecznie hitlerowcy zniszczyli miejscowość pod koniec wojny. W czasach PRL-u władza ludowa zmieniła elitarny charakter kurortu na egalitarny. W najbardziej atrakcyjnych miejscach wzniesiono ośrodki Funduszu Wczasów Pracowniczych, wyburzano przedwojenne wille i wycinano sosny. Z czasem powstał tam hotel Bryza, o którym śnią współcześni letnicy.

Ciekawostka

Do dziś w Juracie istnieje hotel Lido, w którym wakacje były szczytem marzeń przedwojennego letnika. W tamtych czasach w sezonie za pokój dwuosobowy z łazienką trzeba było zapłacić 25–28 złotych za jedną noc (dla porównania miesięczna pensja robotnika wynosiła 95 złotych).