Takiej burzy nie było od dawna. Zaciągnęło się na obu półkulach, pociemniało na wszystkich kontynentach. Pada bez przerwy, więc powoli się przyzwyczajamy. Wychodzimy z domu już nie tylko do sklepu czy z psem. Planujemy wakacje pod parasolem. Zanosi się w tym roku na lato wyjątkowo deszczowe.

„Noś parasol przy pogodzie” – mówi przysłowie, ale nie wyjaśnia, czy chodzi o parasol od słońca (po francusku parasol), czy od deszczu (po francusku parapluie). To sztuczny problem – można by rzec – przecież wiadomo, jaki jest sens tego przysłowia: bądź przezorny! Zgoda, ale gdy polszczyzna miała i parasol (od słońca lub od deszczu), i parapluj (od deszczu) – oba wyrazy obecne w XIX-wiecznych słownikach – to samo przysłowie można było rozumieć także inaczej: postępuj stosownie do okoliczności! O ile oczywiście było już wówczas znane. Aby się przekonać, od kiedy jest znane, trzeba zajrzeć do biblioteki – nie cyfrowej, bo w cyfrowych potrzebnej książki nie ma, tylko zwykłej. Niestety, zwykłe biblioteki, jak na ironię, pozamykano z powodu deszczu.

Co za pech, wydawałoby się, że wszystkie książki od dawna są w internecie, ale nic podobnego. Niejeden autor chętnie udostępniłby swoje, ale lekkomyślnie lub pod presją podpisał umowę z wydawcą, który mu tego zabrania. Co teraz mu pozostaje? Renegocjować umowę albo – umrzeć. Zgodnie z polskim prawem będzie mógł wydać swoją książkę bez pytania siedemdziesiąt lat po swojej śmierci.

Książki, które nie trafią do internetu, mogą w praktyce przestać istnieć. Tak już się stało raz – po wynalezieniu druku. Jeśli czegoś nie przedrukowano, jeśli długo pozostawało w rękopisie, malała szansa, że kiedykolwiek znajdzie czytelnika. Ileś ksiąg w ten sposób wypadło z obiegu, tak jak wypadną z obiegu książki, które nie trafią na nośnik cyfrowy. A może nie? Łudzimy się nadzieją, że książka drukowana nie umrze, bo przyjemnie mieć w ręku przedmiot o znajomym kształcie, rzecz materialną i względnie trwałą, a nie taką, która pojawia się jak duch na ekranie, aby potem zniknąć. Może książka w tradycyjnej postaci przetrwa? Może stanie się obiektem kolekcjonerskim, tak jak stały się nim – choć muzyka dostępna jest w sieci – płyty winylowe?

Gdy upowszechniły się podróże koleją, powstała tak zwana literatura wagonowa – książki dla masowego czytelnika, tanie, lekkie, poręczne, łatwe w lekturze, takie, których nie żal, więc można je zostawić w wagonie po przybyciu na miejsce (stąd ich nazwa). Francuski odpowiednik to literatura dworcowa (littérature de gare), angielski – powieść lotniskowa (airport novel). Dziś przewoźnicy sami starają się umilić podróż pasażerom, serwując im „na pokładzie” kolorowe magazyny do lektury. Ale pasażerowie są już inni niż dawniej i sami wożą ze sobą w kieszeni całą bibliotekę książek-duchów, które pojawiają się na ekranie, gdy go połechtać palcem.

Czytajmy: zanosi się na deszczowe lato.