Ciekawe, że filozofowie więcej rozprawiali o umyśle niż o ludzkim ciele. Mózg wyjęty z ciała, zaopatrzony w narządy zmysłów, ale pozbawiony doświadczeń cielesnych – choćby tego, że wszyscy podlegamy grawitacji – miałby kłopot z wyjaśnieniem obiegowych metafor. Bo niby czemu „twardo stąpać po ziemi” to liczyć się z faktami i postępować rozsądnie, a „bujać w obłokach” to oddawać się marzeniom i zachowywać nieodpowiedzialnie? Mózg wyjęty z ciała, zaopatrzony w narządy zmysłów i zanurzony w słoju z płynem fizjologicznym mógłby próbować wyjaśnić różnicę przez odwołanie się do świadectwa zmysłów (chyba nie bez powodu ludzie więcej czasu spędzają na ziemi niż w powietrzu?), ale ktoś, kto nigdy nie spadł z drzewa ani z drabiny, kto nie doświadczył boleśnie grawitacji – tak naprawdę różnicy tej nie zrozumie.

Inny przykład: „postępowe idee” i „wsteczne poglądy”. Dlaczego tak, a nie na odwrót, dlaczego „naprzód” to dobrze, a „w tył” to źle? Czy nie dlatego, że oczy mamy z przodu głowy i to, co z przodu, jest w zasięgu wzroku, czyli sprawdzone, bezpieczne, godne zaufania? Albo „prawy człowiek” i „lewe interesy” – czy nie dlatego tak, że większość z nas ma sprawniejszą prawą rękę? Umysł pozbawiony doświadczeń cielesnych byłby ułomny, a pozbawiony świadectwa zmysłów – w dodatku głuchy i ślepy.

Wszyscy znamy zmysłowe rysunki Mai Berezowskiej. Pod jej piórkiem – zapewnia jeden z aforyzmów Leca – nawet naga rzeczywistość jest zmysłowa i dlatego tylko Berezowskiej wolno ją portretować. Autor „Myśli nieuczesanych” jak zwykle bawi się dwuznacznością, choć chyba nie jest mu do śmiechu. Naga rzeczywistość jest jak naga prawda – okrutna, bezlitosna, odarta ze złudzeń. W czasach, na które przypadła większa część twórczości Leca, nagiej rzeczywistości nie dało się pokazać, nawet nagie ciało stanowiło problem (cenzura polityczna i obyczajowa często idą w parze).

Bez komórek zmysłowych (mają je nawet prymitywne organizmy) nie byłoby zmysłowych nastrojów ani zmysłowej miłości. Kolejność znaczeń w słowniku – od narządów, organów, receptorów i uwarunkowanych przez nie postrzeżeń zmysłowych przez zmysłowe głosy i rytmy aż po zmysłowe rozkosze – oddaje pewną hierarchię i pewien proces. Spory o prymat zmysłów lub umysłu w poznawaniu świata są bliżej jego początku, a zmysłowe sceny jak z rysunków Berezowskiej – bliżej końca. Zaczyna się więc poważnie, a kończy jak zwykle. Albo i nie kończy, bo przecież „miłe złego początki”.

Prócz hierarchii znaczeń ważna jest też hierarchia zmysłów. Każdy Burek i Fafik wie, ile wart jest dobry nos, ludzie tymczasem nie przywiązują do bodźców zapachowych tak wielkiej wagi, najlepszy dowód, że nie mamy dla nich nawet swoistych nazw, tylko albo uniwersalne, typu „brzydki zapach” (wszystko może być brzydkie), albo przeniesione z innej dziedziny zmysłowej: „kwaśny zapach”, „lekki zapach”, „ostry zapach” itp. Dla odmiany – wzrok jest dla nas ważniejszy niż dla naszych czworonożnych przyjaciół, dlatego o wszystkim lubimy się przekonać „naocznie”, a gdy interesuje nas, jaki ktoś ma stosunek do czegoś, to pytamy, jak się na to „zapatruje”. Podobno wzrokiem przyswajamy sobie aż osiemdziesiąt procent informacji ze środowiska (a czytając ten numer magazynu „W Podróż” – jeszcze więcej).

To, co zmysłowe, odbieramy jednak za pośrednictwem wielu zmysłów, stąd zmysłowy kształt, głos, dotyk, zapach. Stosunkowo najrzadziej – zmysłowy smak, mimo że smakować świat można przecież wszystkimi zmysłami.