Według legendy ta historia zaczęła się od pierścionka, który królewna Kinga wrzuciła do szybu kopalni soli w Siedmiogrodzie na znak, że bierze ją w posiadanie. Kopalnię podarował jej jako wiano ojciec – król Węgier Bela IV. Niedługo potem Kinga trafiła do Polski, by poślubić księcia Bolesława Wstydliwego. Legenda milczy na temat okoliczności, w jakich małżonkowie trafili do ogródka anonimowego szewca w Bochni. Wiadomo natomiast, że królewna kazała w nim kopać i wkrótce wydobyto z ziemi bryłę soli z jej pierścieniem. W miejscu znaleziska wydrążono szyb i nazwano go Sutoris (sutor po łacinie to szewc).

Białe złoto

W rzeczywistości było trochę mniej romantycznie. Sól w Bochni warzono od niepamiętnych czasów, ale przełomowy okazał się dopiero 1248 rok. To wtedy, podczas pogłębiania studni solanki, trafiono na coś twardego, co okazało się złożem soli. Trzy lata później ruszyło wydobycie na masową skalę. Tym samym Bochnia ubiegła Wieliczkę, w której pokłady soli odkryto kilkanaście lat później. Obie kopalnie połączono w królewskie przedsiębiorstwo Żupy Krakowskie, które przynosiło krociowe zyski. Jeśli zastanawiacie się, czym król Kazimierz Wielki opłacił przemianę Polski z drewnianej w murowaną, to odpowiedź brzmi: solą z krakowskich żup. W jego czasach trzecią część dochodów skarbca królewskiego dostarczało bowiem górnictwo solne. Bochnia zakasowała też Kraków. Prawa miejskie otrzymała od Bolesława Wstydliwego cztery lata przed stolicą Małopolski.

A co z legendarnym szybem Sutoris? Jest najstarszym wciąż użytkowanym szybem górniczym w Europie, choć od pewnego czasu nie służy już górnikom.

Podwójne życie Bochni

Tak naprawdę Bochnia to dwa miasta w jednym: na ziemi i pod jej powierzchnią. Przez siedemset lat eksploatacji złóż wydrążono kilometry tuneli na szesnastu poziomach głębokości – najniższy prawie pół kilometra poniżej poziomu ulicy. W podziemnej Bochni kursuje kolejka i pływają łodzie, odbywają się msze święte, turnieje sportowe i biegi sztafetowe. Można zagrać w piłkę na boisku, zjeść pizzę, a nawet przespać noc, tylko soli już się nie wydobywa. W 1990 roku skończyła się historia zakładu górniczego, a zaczęła – atrakcji turystycznej.

Oddychaj głęboko, bo jesteś w kopalni

Kopalnię w Bochni można poznawać na kilka sposobów. Jedną z możliwości jest trasa historyczna Wyprawa w Stare Góry. Nazwa ta brzmi całkiem niewinnie, ale to najbardziej emocjonujący sposób zwiedzania, który jest jak skok prosto w średniowiecze.

Zabawa zaczyna się jeszcze przed zjazdem pod ziemię. Uczestnicy zostają wyposażeni w stroje ochronne, sprzęt zabezpieczający układ oddechowy w przypadku zagrożenia dwutlenkiem węgla, kaski i latarki czołówki, a potem ruszają na trzygodzinny spacer po najstarszych wyrobiskach kopalni: ręcznie wykutym labiryncie chodników i komór. Do pokonania jest sto metrów różnicy poziomów. W najlepszym razie stromymi schodami, ale zdarza się, że i po drabinie. Jest ciemno, bywa ciasno, nisko i wąsko. Ale to także jedyna okazja, by zobaczyć z bliska naturalne wykwity solne, nazywane włosami św. Kingi lub kalafiorem. Ci, którzy nie lubią szczelin i drabin, mogą wybrać klasyczną trasę turystyczną. Kopalnię zwiedza się z przewodnikiem, któremu w oprowadzaniu pomagają polscy królowie, genueńscy żupnicy i duch mnicha z zakonu cystersów. Na trasie znajdują się wszystkie najważniejsze punkty, z kaplicą św. Kingi i przejażdżką górniczą kolejką włącznie. Można rozszerzyć ją o podziemny rejs łodzią z finałem w komorze Ważyn, której mikroklimat łagodzi objawy alergii i chorób dróg oddechowych. To w niej odbywają się zawody sportowe, można spędzić noc albo po prostu wypić kawę, ze świadomością, że robi się to 250 metrów pod ziemią.

Muzea, które pochłaniają na długo

Dwa nieduże pomieszczenia od sufitu po podłogę są zajęte przez staromodne gabloty, w których wyeksponowano barwne owady. Od wielości wzorów i kolorów może zakręcić się w głowie. Jesteśmy w Muzeum Motyli Arthropoda (przy ul. Tadeusza Czackiego), które prezentuje największą ich kolekcję w kraju – 5 tys. okazów z różnych stron świata, w tym wszystkie polskie motyle dzienne. Ćmy też mają silną reprezentację. Arthropoda to w języku łacińskim stawonogi, a więc także pluskwiaki, chrząszcze, ważki i cykady – i je również można tutaj zobaczyć. Niektóre są tak małe, że trzeba je oglądać pod lupą, ale największe okazy mają wielkość porównywalną do talerza obiadowego.

Muzeum to przedsięwzięcie rodzinne. Czterdzieści lat temu Jacek Kobiela kupił kolekcję spreparowanych egzotycznych motyli, która z czasem rozrosła się o kolejne zbiory i egzeplarze złowione własnoręcznie podczas podróży po Europie, Amerykach Południowej i Środkowej oraz Azji. Najstarszy owad w kolekcji ma prawie dwieście lat i pochodzi z Boliwii, ale laików entomologii bardziej zainteresują motyle, które wyglądem imitują pingwina, aligatora, tygrysa lub sowę. W zbiorach jest też najszybszy motyl świata, który nim trafił pod muzealną szybkę, potrafił rozpędzić się do 50 km/h.

Arthropoda to nie jedyne muzeum w Bochni, w którym czas mija nie wiadomo kiedy. Kolejne – Muzeum im. prof. Stanisława Fischera – zajmuje najpiękniejszą kamienicę przy bocheńskim rynku. Do XVIII wieku była ona siedzibą klasztoru dominikanów, ale muzeum nie jest aż tak stare. Otwarto je w 1959 roku staraniem prof. Fischera – regionalisty i zapalonego kolekcjonera, który przekazał tu swoje zbiory.

Eksponaty zgromadzone w bocheńskiej placówce zaskakują różnorodnością, jak na regionalne muzeum w niespełna trzydziestotysięcznym mieście. Największą niespodzianką jest wystawa rękodzieła i sztuki kultur pozaeuropejskich. Na ekspozycji można podziwiać papierowe wycinanki, drzeworyty i delikatną porcelanę z Azji, afrykańskie rzeźby i biżuterię z nasion, naczynia z Argentyny i Boliwii. Amerykę Północną reprezentuje obraz namalowany piaskiem przez plemię Nawaho.

Rarytasy czekają też w dziale malarstwa polskiego XIX i XX wieku. Obok siebie wiszą tam płótna Olgi Boznańskiej, Jacka Malczewskiego, Wojciecha Weissa, Leona Wyczółkowskiego i Włodzimierza Tetmajera. Odkryciem mogą się okazać prace Marcina Samlickiego – bocheńskiego kolorysty, prawie nieznanego poza rodzinnym miastem. Był on uczniem Józefa Mehoffera i Jana Stanisławskiego, studiował we Francji, a w Krakowie współtworzył kabaret Zielony Balonik. Malował portrety (muzeum im. Fischera ma w zbiorach jego znakomity wizerunek Tadeusza Makowskiego), ale do historii sztuki przeszedł przede wszystkim jako piewca pejzaży okolic miasteczka Le Vigan w Oksytanii.

Czy wiesz, że…

Kopalnia Soli Bochnia jest dziś atrakcją turystyczną. Uznano ją za polski pomnik historii, a w 2013 roku została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Co jeszcze zobaczyć w Bochni

Bazylika pw. św. Mikołaja – wielokrotnie niszczona i przebudowywana, wciąż cieszy oko gotyckimi kształtami. W środku warto zobaczyć cudowny obraz Matki Boskiej Bocheńskiej i odszukać malowidło poświęcone św. Kindze i jej pierścieniowi.

Tężnia solankowa na Plantach Salinarnych – otwarta w czerwcu 2020 roku w XIX-wiecznym parku założonym w miejscu żupnego placu handlowego. Można z niej korzystać przez cały rok. Wstęp bezpłatny.

Bocheński Szlak Solny – trasa spacerowa śladem najważniejszych obiektów związanych z wydobyciem soli, przede wszystkim szybów, których w Bochni było kilkanaście, a zostały trzy: Sutoris, Campi i Trinitatis. O miejscach, w których stały pozostałe szyby, przypominają kopalniane wagoniki.

Czy wiesz, że…

Latem 1861 roku na deskach kasyna w Bochni zadebiutowała Helena Modrzejewska. Był to występ charytatywny, z którego dochód przekazano na rzecz rodzin ofiar górniczych wypadków.