– Byłem dziś nad morzem – przechwalał się Flirt, a jego lakier faktycznie błyszczał niczym muśnięty słońcem. – Na pokładzie miałem kilka namiotów, materace dmuchane i chyba z dziesięć parawanów. Jeden szczególnie mi się podobał, bo był w lokomotywki… O, takie malutkie…

– Pff, ja wolę aktywny wypoczynek – spacery po lesie i górach to są prawdziwe wakacje! – przekomarzał się Dart. – Widziałeś kiedyś wschód słońca w podlaskich lasach? Mówię ci – cudo! Te promienie, które przedzierają się przez liście! Ach! To rześkie i czyste powietrze! Łosie spacerujące wśród drzew w oddali…

– Mazurskie lasy są jeszcze piękniejsze, widziałem i wschody, i zachody słońca, i wilki, i sarny, i lisy, i… – wyliczał jednym tchem Flirt. – A w ogóle to przesuń się, proszę, stoisz na moich torach! – dodał podniesionym głosem.

Ale Dart nie ustępował i hardo zaprzeczył:

– O nie! Zawsze tu odpoczywam, to moje miejsce!

Właśnie wtedy nadjechał Edek. Od razu wyczuł napiętą atmosferę, dlatego zagadnął kolegów:

– Ha, ha! Kto się czubi, ten się lubi, co? Chłopaki, zmieńcie miny, bo od tej złości reflektory wam poszarzały! Znacie to: „Słoneczko nasze, rozchmurz buzię, bo nie do twarzy ci w tej chmurze?” albo: „Don’t worry, be happy!” – podśpiewywał Edek, ale gdy zauważył, że piosenki wcale nie pomogły, zagaił: – Kłócicie się o miejsce? Opowiem wam historię…

***

Mogłem się dziś wyspać, bo ruszałem do Trójmiasta

dopiero po ósmej. Humor jeszcze bardziej mi się poprawił, gdy wjechałem na peron i zobaczyłem wielu młodych podróżników. Dzieci na pokładzie zawsze wnoszą dużo radości. Uwielbiam wozić maluchy. Ich pytania mnie rozbrajają, a zaciekawione spojrzenia zawsze umilają podróż. Dzieci sprawdzają, jak szybko otworzą się drzwi po naciśnięciu świecącego guzika, albo testują miękkość foteli i szybkość rozkładania stolika. Właśnie! Przy takim stoliku usiedli dzisiaj Janek i Basia z rodzicami. Rodzeństwo zajęło miejsca naprzeciwko siebie, oczywiście przy oknie. Brat tłumaczył poważnym tonem:

– Basiu, tu trzeba rozłożyć stół, ja to zrobię, jestem starszy – i energicznie rozsunął ruchome klapy, po czym zaczął wyjmować z plecaka ekwipunek podróżnika: latarkę, kompas, kilka połamanych kredek, małą drewnianą lokomotywę z dwoma wagonami, kostkę do gry i puzzle. – Tu możesz zaczepić plecak, a tu wyrzucić papierek po cukierku, a tu… – nagle zamilkł, bo obraz za oknem zaczął się poruszać, a ławki na dworcu uciekały jedna za drugą. – Ruszamy! Nareszcie jedziemy! Para-buch, koła w ruch!

Pasażerowie dookoła się uśmiechnęli, a tata zaczął tłumaczyć Jankowi, że nie każdy pociąg jest na parę. Długi wywód o historii i rozwoju kolei, zaletach elektryczności przerwała Basia, która jednym wprawnym ruchem wyrzuciła wszystkie puzzle na stolik i zamaszyście machnęła rączkami, tak że większość elementów układanki znalazła się pod fotelami, a nawet na wykładzinie w przejściu.

– To moje puzzle! – krzyknął Janek i szybko, z pomocą rodziców, zaczął sprzątać i układać jednocześnie. – Tutaj ten pasuje, a tutaj ten, łatwizna! – cicho mówił do siebie, sprytnie dobierając elementy obrazka przedstawiającego cztery lokomotywy z ulubionej bajki. Gdy prawie cały obrazek był już skończony, chłopiec zauważył, że brakuje jednego puzzla. Rozejrzał się dokoła, nieufnie spojrzał na siostrę:

– Baśka! Pogubiłaś puzzle! Teraz już nigdy nie skończę tej układanki! – krzyknął z żalem.

– Janku, nie krzycz, proszę. To może przeszkadzać innym pasażerom. Basiu, nie masz przypadkiem jednego elementu układanki Janka? – zapytała spokojnie mama. Dziewczynka ruchem głowy zaprzeczyła, a jej brat rozejrzał się raz jeszcze – szukając puzzli, ale też sprawdzając, czy rzeczywiście mama ma rację. Prawie wszystkie miejsca były zajęte, niektórzy czytali książki, inni stukali w klawiatury laptopów, a pani, która siedziała najbliżej, ucięła sobie drzemkę. Wyglądała na bardzo zmęczoną, jej torebka leżała na podłodze, tuż obok zdjętych butów. Chłopiec zobaczył, że pasażerka miała kolorowe skarpetki, jedną zieloną, a drugą czerwoną, i zaczął się zastanawiać, dlaczego on zawsze musi nosić skarpetki w tym samym kolorze. Janka z rozmyślań wyrwał niski głos:

– Dzień dobry, poproszę bilety do kontroli – powiedział konduktor, uśmiechnął się i zaczął skanować bilety, które tata pokazał na ekranie telefonu.

Głos kolejarza obudził też panią z kolorowymi skarpetkami, która pospiesznie zaczęła szukać biletu w torebce i jednocześnie zakładać buty. Wciąż zaspana, nie mogła poradzić sobie z jednym trampkiem. Nagle z buta wypadł mały kolorowy kartonik. Pani nie ukrywała zaskoczenia, a Janek radośnie klasnął w dłonie i zawołał:

– Och, to moje! Brakujący element!

Konduktor w mig zrozumiał sytuację, odchrząknął i z błyskiem w oku zwrócił się do podróżnej:

– Droga pani, w imieniu młodego podróżnika dziękuję bardzo za pomoc w poszukiwaniach. Jednak muszę przypomnieć, że tak jak każdy puzzel ma swoje miejsce w układance, tak buty również mają swoje miejsce – na stopach. Zdejmowanie obuwia podczas podróży może nie być miłe dla współpasażerów – dodał uprzejmym tonem.

– Bo nie pachną fiołkami? – wtrącił Janek, uśmiechając się szeroko. Przypomniał sobie, jak bardzo lubi biegać boso i jak jest wesoło, gdy rodzice gonią go do wanny, a on zostawia ślady na podłodze.

Wszyscy życzliwie się roześmiali, nawet pasażerka, której rumieniec zdążył już zniknąć z twarzy.

***

Edek skończył opowieść i zauważył, że Flirt i Dart zmienili już swoje położenie na torach. Wiedział, że przyjaciele w końcu dojdą do porozumienia, jednak jako starszy kolega przybrał najpoważniejszy ton, jaki tylko potrafił:

– Życie jest jak układanka, chłopaki. Jak już przejedziecie tyle kilometrów co ja, zrozumiecie, że trzeba znaleźć swoje miejsce, a wtedy wszystko dobrze się ułoży – powiedział i mrugnął reflektorem.