– Cześć, Czesiu, miło cię widzieć! Nie zgadniesz, co mi się dzisiaj przytrafiło! – już z daleka wołał Edek.

– Dobry wieczór, Edku – Czesio, widząc srebrno-niebieskiego przyjaciela, uśmiechnął się od reflektora do reflektora, po czym zamienił się w słuch.

***

W tym dniu Edek zaczynał pracę bardzo wcześnie. O świcie wyruszył z bazy, by zabrać swoich pokładowych gości. Wśród oczekujących na peronie byli mały Piotruś i jego tata. Edek od razu zwrócił uwagę na chłopca, który mimo wczesnej pory był pełen energii.

– Dobrze, Piotrusiu, teraz możesz spojrzeć – powiedział tata do ściskającego jego dłoń synka. Chłopiec wiedział, że czeka ich podróż koleją, i prośba, aby przed wjazdem pociągu na stację zamknął oczy, trochę go zdziwiła. Gdy je otworzył, już wiedział, jaka czekała go niespodzianka.

– Huuurrraaaaaaaa! – wykrzyknął podekscytowany, bo podróż najnowocześniejszym i najszybszym z pociągów była jego wielkim marzeniem.

Gdy znaleźli się już na pokładzie, chłopiec usiadł na swoim miejscu przy oknie, a jego tata zajął się umieszczaniem bagażu na półce nad ich głowami. Nie sprawiało mu to trudności, ponieważ był wysoki i silny. Nagle w drugim końcu korytarza rozległ się dziwny rumor.

– Przepraszam, przepraszam… Czy mogą mnie państwo przepuścić? Z drogi… – mówiła podniesionym głosem rozgorączkowana kobieta ciągnąca za sobą kolorową walizkę na kółkach.

Piotruś patrzył z zaciekawieniem, bo tak wielkiej walizki jeszcze nigdy nie widział.

– Pewnie sam mógłbym się w niej zmieścić. Ach, to byłaby fantastyczna kryjówka w czasie zabawy w chowanego… – westchnął rozmarzony. Tymczasem pasażerka dotarła do swojego miejsca, a walizkę ustawiła obok fotela. Gigantyczny bagaż niemal zatarasował przejście, ale to był dopiero początek problemów.

Chwilę potem ruszył nie tylko pociąg, lecz także… walizka, która zaczęła sunąć przejściem, nabierając coraz większej prędkości. Jej właścicielka mogła tylko ze zdziwieniem patrzeć, jak bagażowa torpeda zmierza w kierunku pani w ciemnoczerwonym uniformie, niosącej na tacy kubeczki z gorącą kawą oraz talerz pełen parującej jajecznicy. Gdy już wydawało się, że katastrofa jest nieunikniona, zza fotela wyłoniła się dłoń i pewnie pochwyciła rączkę walizki.

– Bardzo dziękuję, ależ jest pan silny, jak superman, a jaki refleks! – wysapała z zachwytem właścicielka walizki, gdy dotarła w miejsce ujęcia uciekinierki.

– To przydatne cechy, ale równie ważna jest spostrzegawczość. Dzięki niej można na przykład zauważyć nie tylko uciekające walizki, ale także to, że przy wejściu do wagonu znajduje się specjalny regał, dzięki którym pani bagaż będzie bezpieczny – odparł tata.

– I my wszyscy też! – dorzucił ktoś boku.

– Tak, to prawda, zostawianie czegokolwiek w przejściu nie tylko utrudnia życie innym, ale może także stwarzać niebezpieczeństwo – powiedział pan konduktor, który całe zdarzenie widział na ekranie w swoim przedziale służbowym i szybko pojawił się na miejscu.

– A gdy sami nie damy rady umieścić bagażu na półce, zawsze warto poprosić o pomoc – dodał.

– No pewnie, pomaganie jest fajne i można zostać superbohaterem, takim jak mój tata! – wykrzyknął dumny Piotruś.

***

– A wiesz, Czesiu, dlaczego to ważna lekcja? Bo nasz mały podróżnik już odkrył, że trzeba pomagać współpasażerom, kiedy tego potrzebują. I najlepiej zacząć od razu.

– Jak to?

– Jak myślisz, kto pomógł wysiąść pasażerce i jej kolorowej walizce, kiedy dojechaliśmy do celu?