– Jak miło cię widzieć! – radośnie powitał przyjaciela Edek. – Co u ciebie słychać?

– Ostatnio tyle się dzieje, że nie wiem od czego zacząć – odpowiedział Gryfek. – Jedna pani, wbiegając na peron, zgubiła pantofelek, ale już nie miała czasu, by go szukać. Podobno jakiś pan go znalazł i oddał właścicielce. Wczoraj drużyna konduktorska mówiła, że chyba się zaręczyli! Kilka dni temu natomiast wsiadł na mój pokład pewien pan, który opowiadał, że znalazł w wieży swoją ukochaną! A wiesz, jak wszedł na wieżę? Po długich złotych włosach swojej wybranki! Później okazało się, że to peruka… A ostatnio jechał ze mną prawdziwy Święty Mikołaj!

***

Był już późny wieczór, miałem ostatni ze swoich kursów. Julek podróżował wtedy ze swoim starszym, dorosłym już bratem Michałem do dziadków, by pomóc im w przygotowaniach do Bożego Narodzenia. Kiedy znaleźli swój przedział, byli zaskoczeni. Ujrzeli starszego pana z siwą brodą, który sortował jakieś listy, mruczał coś pod nosem i co chwilę zrywał się z siedzenia, gestykulując i łapiąc się za głowę. Obok na wieszaku wisiały czerwony płaszcz i czapka w tym samym kolorze z białym pomponem.

Chłopcy przywitali się ze współpasażerem, zajęli swoje miejsca i zaczęli oglądać kolorowe czasopisma, które zabrali ze sobą na drogę. Jednak ciekawość wzięła górę…

– Pan wygląda zupełnie jak Święty Mikołaj… – zagadnął Julek.

– Ho, ho, ho, wierzysz w Świętego Mikołaja – brawo, brawo, mój chłopcze, to piękna tradycja. Ale on podobno podróżuje drogą powietrzną, a nie po torach – więc coś tu się nie zgadza. Nie widzieliście czasem reniferów w sąsiednim przedziale? – zaśmiał się gromko brodacz i poderwał się z miejsca, by wyjąć z worka, który spoczywał na półce nad jego siedzeniem, kolejną paczkę listów.

– Prawdziwy z pana wulkan energii… – zauważył Michał.

– A jak mógłbym siedzieć spokojnie? Idą święta, a ja mam mnóstwo pracy i muszę ze wszystkim zdążyć na czas – gorączkował się mężczyzna.

– A gdzie pan pracuje? – wyrwało się Julkowi, a Michał spiorunował wzrokiem wścibskiego braciszka.

– Ja? Ten… Tego… na poczcie, rzecz jasna!

Widząc zakłopotanie starszego pana, Michał, który od dawna pasjonował się koleją, postanowił skierować rozmowę na inne tory.

– Bez energii ani rusz. Bez prądu nie pojechałyby na przykład pociągi. W nowoczesnych składach, gdy hamują, powstaje energia, która wraca do sieci i może być ponownie wykorzystana – powiedział.

– No wie pan, do tych drutów, które wiszą nad torami i których pociąg dotyka tym kijkiem, który ma na dachu – dopowiedział Julek, który lubił brać przykład ze starszego brata, także jeśli chodzi o zainteresowania, i bardzo chciał pochwalić się wiedzą.

– Ten kijek to pantograf – sprecyzował Michał.

– To ciekawe! Oszczędzanie i magazynowanie energii jest bardzo ważne dla środowiska naturalnego, ale nie tylko… Czy słyszeliście, skąd biorą się zabawki, które wkładam – tu brodaty pasażer dostał nagłego ataku kaszlu, a gdy odzyskał mowę, dokończył – …to znaczy Święty Mikołaj wkłada pod choinkę?

– Ze sklepu… – bardziej stwierdził, niż zapytał Michał.

– Z fabryki, w której pracują elfy – wykrzyknął Julek.

– No właśnie, ja też słyszałem, że z fabryki na biegunie północnym – powiedział mężczyzna. I zaczął swoją opowieść. – Wyobraźcie sobie, że każdy dobry uczynek, grzeczne zachowanie, a nawet uśmiech czy miłe słowa wyzwalają pozytywną energię. Łatwo ją poczuć, bo gdy jesteśmy w towarzystwie sympatycznych osób, pomagamy komuś albo ktoś pomaga nam, od razu zaczynamy czuć się lepiej.

– To prawda. Pamiętasz, Julek, jak pomogliśmy starszej pani przejść na drugą stronę ulicy i zanieśliśmy jej do domu ciężką torbę z zakupami. Gdy się do nas uśmiechała i dziękowała, to… to… normalnie było odlotowe uczucie – powiedział Michał.

– No tak, a jak mama nas o coś poprosi, dodając „natychmiast!”, a my zrobimy to najpóźniej po drugim przypomnieniu, to często mówi „Ja chyba zaraz przez was eksploduję!”. To pewnie właśnie przez tę energię… – zastanawiał się Julek.

– Oj, chyba jednak nie… – zaśmiał się brodacz i kontynuował. – Podobno w fabryce Świętego Mikołaja są teraz takie nowoczesne maszyny, które ściągają tę pozytywną energię z całego świata i wykorzystują do produkcji zabawek. Wystarczy do takiego urządzenia wrzucić listy od dzieci i szast-prast, wyskakują klocki, misie, samochodziki. Oczywiście im więcej dobrych uczynków i grzecznego zachowania dzieci, tym więcej mocy do spełniania ich marzeń mają te magiczne maszyny…

W tym momencie zadzwonił telefon starszego pana.

– Elfik Pracuś? Och, jak dobrze, że oddzwaniasz, słuchaj, mam problem… Obluzowało się podwozie, dlatego jadę pociągiem… Tak, pociągiem! Szybko, wygodnie, Rudolf pilnuje ładunku, przyślij natychmiast Majsterkowicza. Pracuś! Słyszysz mnie? O nie, rozładował mi się telefon… Co ja teraz pocznę? – jęknął starszy pan.

– Niech pan szybko podłączy telefon do gniazdka, które jest przy fotelu – podpowiedział Michał.

Bystry Julek już wszystko wiedział. Pociągnął brata za rękaw i poprosił, by wyszli na chwilę na korytarz.

– Słyszałeś, słyszałeś? To na pewno on! Popsuły mu się sanie, dlatego jedzie pociągiem – rozentuzjazmował się.

– Daj spokój, ten pan pewnie rozwoził listy i nawalił mu pocztowóz. Nie każdy mężczyzna z brodą to Święty Mikołaj. Wracajmy na miejsca – studził emocje starszy brat.

Gdy otworzyli drzwi do przedziału, okazało się… że w środku nikogo nie ma. Na siedzeniu leżał tylko jeden list, zaadresowany do Michała i Julka.

Dziękuję, chłopcy! Przekonałem się, że w tym pociągu energii jest pod dostatkiem – i tej elektrycznej, i tej płynącej z serca. Czekajcie na pierwszą gwiazdkę. Do zobaczenia!