– I jak? I jak? Kochasz już jeździć? Nie bałeś się? Nie denerwowałeś? Jacy byli podróżni? – wyrzucił z siebie na jednym oddechu Edek.

– Najbardziej stresowałem się przewożeniem dzieci, ale okazało się, że zupełnie niepotrzebnie! Maluchy były grzeczne i wspaniałe, cały czas podnosiły mnie na duchu swoimi zabawami i radością z podróży! Niektóre były nawet bardziej podekscytowane ode mnie, chyba też jechały pierwszy raz! – opowiadał z przejęciem Gryfek. – Gorzej jednak było z niektórymi dorosłymi… Od głośnej rozmowy telefonicznej jednej pani aż rozbolała mnie głowa!

***

Wśród podróżnych byli mały Staś i jego ukochana babcia. Na dworzec dotarli wcześniej, więc czas, który pozostał do odjazdu, poświęcili na oglądanie wywieszonych na peronie plakatów. Uwagę wszystkich oczekujących przyciągał szczególnie ten z konkursem popularnej rozgłośni radiowej, w którym do wygrania był cały weekend w luksusowym hotelu nad Bałtykiem. Wystarczyło wysłać SMS-a…

Gdy podjechał skład prowadzony przez Gryfka, zajęli miejsca w przedziale dla opiekunów z dziećmi. Początkowo nie mieli czasu na wspólną zabawę, ale w końcu babcia powiedziała:

– Dobrze, Stasiu, zrobiliśmy już wszystko, co trzeba: zadzwoniliśmy do mamy, żeby się o nas nie martwiła, kupiliśmy przez internet bilety na drogę powrotną, a nawet wysłaliśmy zgłoszenie na konkurs w radiu. Możemy teraz odłożyć telefon i – korzystając z tego, że nikomu nie będziemy przeszkadzać, bo jesteśmy w przedziale sami – poczytać razem książkę.

– „Lokomotywę”! – Staś poprosił radośnie o swój ulubiony wierszyk, którego zawsze chciał słuchać podczas podróży pociągiem. Babcia wyjęła z torebki książeczkę i od razu zaczęła lekturę:

– Stoi na stacji lokomotywa…

W tym momencie dał się słyszeć donośny, skrzeczący damski głos dobiegający z przedziału obok:

– Halo, Helenka, to ty? Wiesz, moja droga, wracam właśnie ze wspaniałego urlopu! Moja głowa jest…

– …ciężka, ogromna i pot z niej spływa – czytała niezrażona babcia.

– No, powiem ci, że wypoczęłam jak nigdy! Mój organizm…

– …już ledwo sapie, już ledwo zipie…

– Żałuj, że nie pojechałaś z nami! Doborowe towarzystwo, piękny hotel, wspaniałe pokoje…

– …a w jednym krowy, a w drugim konie…

– Kochaniutka, ale moje dzieci są takie same, to musi być w genach! Tylko…

– …siedzą i jedzą tłuste kiełbasy…

– Ja za to jestem na nowej diecie! Jem…

– …same tuczone świnie…

– Wczoraj trochę gotowałam. Nic wielkiego, lekka kolacja, zrobiłam tylko…

– …tysiąc kotletów – dokończyła babcia.

Staś mocno się już niecierpliwił, słysząc tę dziwaczną wersję swojego ulubionego wiersza.

– Chyba nie uda nam się spokojnie doczytać do końca – powiedziała babcia. – Ta pani rozmawia zdecydowanie za głośno, to niekulturalne. Skoro tak wyraźnie słychać ją u nas, strach pomyśleć, co przeżywają osoby jadące z nią w jednym przedziale!

Babcia miała rację. Współpasażerowie gadatliwej pani byli bardzo poirytowani całą sytuacją. Nie mogli się skupić na swoich książkach i gazetach ani zdrzemnąć czy posłuchać muzyki – rozmawiająca przez telefon pani była głośniejsza od ich słuchawek. Wszyscy rzucali jej pełne zniecierpliwienia spojrzenia i głośno chrząkali, jednak kobieta nic sobie z tego nie robiła. Dopiero kiedy do przedziału weszła konduktorka i zaczęła sprawdzać bilety, pani w końcu się rozłączyła. Ulga współpasażerów nie trwała jednak długo, ponieważ kobieta spojrzała na ekran telefonu i wykrzyknęła:

– O, nie! Dzwonili do mnie z radia, gdy rozmawiałam przez telefon! Wysłałam zgłoszenie na konkurs, w którym do wygrania była wspaniała wycieczka nad morze. O rany! Może jeszcze zadzwonią?! – zawodziła.

– Nie sądzę – odezwała się konduktorka. – Przed chwilą sprawdzałam bilety w sąsiednim przedziale i pani podróżująca z uroczym wnuczkiem właśnie odebrała telefon z radia z informacją o wygranej. W dodatku prowadzący audycję mówił, że udało jej się tylko dlatego, że poprzednia osoba miała ciągle zajęte… – dodała i pożegnała się, życząc przyjemnej podróży. W przedziale nastała cisza, o jakiej pasażerowie jeszcze pięć minut temu mogli tylko pomarzyć.

***

– Oj tak, głośne rozmowy przez telefon potrafią dopiec – zafrasował się Edek. – Ja mam specjalną strefę, w której można podróżować w błogiej ciszy, ale w waszych wagonach nie zawsze da się schować przed takim gadułą.

– Może warto kulturalnie zwrócić uwagę? – zastanawiał się Gryfek.

– Dobry pomysł! A osoby szanujące innych wychodzą na korytarz lub do przedsionka wagonu, by tam zatelefonować – podzielił się swoim doświadczeniem Edek.

– I najlepiej rozmawiać krótko, bo nigdy nie wiemy, kto będzie chciał się z nami skontaktować – podsumował swoją przygodę najmłodszy z pojazdów.

– Tak, telefon to bardzo pożyteczny przedmiot – można za jego pomocą kupić bilety, sprawdzić rozkład jazdy, a nawet wygrać… spotkanie z nami – odparł Edek.

– Bo jak nad morze, to przecież tylko pociągiem! – zaśmiały się razem lokomotywy.